sobota, 17 stycznia 2015

SETNY POST NA ROCZEK BLOGA, czyli co dał mi ten rok z blogowaniem

Zebrało się, oj zebrało, a to wszystko na jeden post oznaczony okrąglusieńką liczbą 100 podsumowujący rok 2014, a zarazem rok blogowania i 35 tysięcy odsłon bloga. Wiem, że daleko mi do blogowych gigantów, ale lubię pisać. :)

źródło/source: http://czasdzieci.pl/okiem-rodzica/id,3231599.html
Czasu jednak na blogowanie już mniej, bo muszę go sprawnie dzielić między opiekę nad dzieckiem połączoną z prowadzeniem domu i rozwojem zawodowo osobistym (tak, 3 etaty na raz ;)) oraz na swoje pasje poczynając od tych najistotniejszych, czyli ustalając to o czym tłukę miedzy wierszami od początków bloga: priorytety, priorytety, priorytety. Jeśli jesteście ciekawe co u mnie się pozmieniało w trakcie tego roku, co dało mi blogowanie i kto jest moim bohaterem blogosfery - zapraszam do lektury.

Moje blogowanie rozpoczęło się na Facebook'u, ale za radą Budującej Mamy szybko przeniosło się na blogspot i za tę sugestię jestem jej bardzo wdzięczna, bo po roku widzę jak wiele z moich postów FB pousuwał. Blog stworzyłam z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że wiele osób (w tym moja Mama) regularnie wyrażało opinię, że po porodzie powinnam się zachowywać i ubierać jak na matkę przystało, przy czym wcale nie chodziło tu o chodzenie w tych stereotypowych dresach, a  o nie chodzenie np. w glanach na grubej podeszwie (czy ogólnie w glanach), bojówkach, czy gotyckich ciuchach, bo "matce nie wypada". Gry planszowe czy fabularne? No "przecież nie wypada, to dla dzieci". No tak, jak już wspominałam kiedyś, według niektórych matce może wypadać co najwyżej dysk w kręgosłupie od noszenia dziecka. A nie, nawet to nie, bo przecież według innych jak się za dużo nosi, to się "wychowa rozpuszczonego bachora". Żarty żartami, w każdym razie pierwszy powód prowadzenia bloga, to aby pokazać, nie tylko mamom, ale i osobom krytykującym pewne postawy, że:
"Kobieta po porodzie nie przestaje być osobą, którą była,
nie musi wyrzekać się siebie, ani swoich pasji,
dochodzi jej tylko jeszcze jedna życiowa rola - Mama."
Drugim powodem, dla którego zaczęłam prowadzić bloga były wszędobylskie obrazki, ogłaszające wszem i wobec, jakie to macierzyństwo jest męczące, matki wiecznie niewyspane, zaniedbane (tłuste włosy, kosmate nogi i pachy, chroniczny brak makijażu, dobrze jeśli choć są umyte, bo na mycie zębów przeważnie znajdują czas po 14-tej), wiecznie na nic nie mają czasu (choć z wszystkimi telenowelami w TV są na bieżąco), rozpaczające za dawną figurą, albo wręcz przeciwnie - rozpisujące się z dumą o rozstępach, ale to wszystko okraszone, "ale i tak kocham to maleństwo" i w ten deseń. Do tego dochodzą wymówki na wszystko jak to dziecko we wszystkim przeszkadza. Jasne, nie twierdzę, że dziecko nie jest żadnym ograniczeniem, ale żeby tłumaczyć nim wszystko? Tak więc drugi powód prowadzenia bloga, to żeby uświadomić mamy, że:
"Dziecko, choć wiele w życiu zmienia, w wielu sprawach nie przeszkadza,
przeszkadzają wymówki, niewłaściwa realizacja priorytetów i zła organizacja czasu,
każda mama, jeśli tylko chce, może być zadbaną mamą z pasjami.
Wiem co piszę - znam takie."

Podtrzymuję to podejście, bo chociaż teraz czasu mam mniej, gdyż chodzące dziecko wymaga znacznie więcej uwagi, szóstego zmysłu i oczu dookoła głowy, gdyż jego pomysłowość i kreatywność nie zna granic, ale nadal można przy nim wiele zrobić - w domu, zawodowo czy dla siebie. Trzeba tylko dobrze rozplanować co można robić z dzieckiem, a co nie, no i obserwować malucha i jego zwyczaje, co ułatwi planowanie. Przydaje się też umiejętność improwizacji i szybkiego zabrania do pracy, kiedy widzimy, że dziecko stwarza po temu warunki. :)

Minął kolejny rok, mój synek ma niespełna 20 miesięcy, lubi chodzić, biegać, wchodzić na łóżko i z niego schodzić, jest ciekawy świata (jak to dziecko), wszystko musi dotknąć, obejrzeć, wszędzie wejść, a łóżeczko/kojec nie stanowią już dla niego żadnego ograniczenia, rozważam więc dla jego bezpieczeństwa zdemontowanie jednego boku łóżeczka. Lubi sprzątać (co pewnie mu się z czasem odmieni), kiedy jest już znudzony zabawą, wrzuca zabawki do swojej skrzyni, albo do łóżeczka, mało tego - kiedy tylko uda mu się dorwać zmiotkę lub wielką miotłę, to próbuje zamiatać, a gdy wycieram kurze, to łapie co się da - chusteczkę, skarpetkę, rajstopy, maskotkę i "pomaga". Jest wesołym szkrabem, którego wszędzie pełno. Na spacer woli iść na własnych nóżkach, ale nie protestuje gdy sadzam go w wózek do biegania, współpraca pełna, choć przechodzi obecnie bunt dwulatka i w wielu innych aspektach o tę współpracę ciężko (no ale to temat na osobny post). W pozostałych kwestiach bez zmian - czas udaje mi się mądrze dzielić na  wszystko, co prawda zmieniłam nieco proporcje, ale nadal na brak czasu dla siebie nie narzekam. No i pierwszych parę zawodów biegowych za mną, pora na kolejne. :)

Ten rok blogowania dał mi jeszcze jedną rzecz - znajomości. Poznałam fantastycznych blogerów (Panie i Panów), dzięki którym ta moja obecność w blogosferze sprawia mi jeszcze więcej radości, choć czasu na nią nieco mniej. Wiele blogów czytam (ich lista jest po prawej stronie), ale wymienię te dla mnie najważniejsze  - 5 mamusiowych (w zasadzie to 6, ale jeden na razie niestety nie daje oznak życia) i 2 tatusiowe:
- Budująca Mama - Uwielbiam Weronikę, jedna z tych które mam nadzieję spotkać osobiście i jeśli będę planowała wyjazd w okolice Poznania, to będę ją z odpowiednim wyprzedzeniem bombardować wiadomościami. Sympatyczna kobieta, na blogu ciepła atmosfera jak w gronie dobrych znajomych, nawet jeśli w jakichś kwestiach poglądy ma się różne. No i - to jest naprawdę kobieta-orkiestra. Potrzeba inspiracji na obiad swój czy malucha? Budująca Ci pomoże. Nie wiesz cz jedno- czy wielorazówki? Spytaj Budującej. A może rady w sprawnym ogarnianiu domu? Na Budującą możesz liczyć? Jeśli planujesz budowę swojego domu również zajrzyj do Budującej. A w tym wszystkim również ciepłe tematy rodzinne, wesoła Zosia będąca po prostu Zosią, a nie wieszakiem na ubranie prezentującym "Bluza: firma XXX 69zł, spodnie: firma YYY: 109zł". No i jeszcze coś - ta kobieta nawet narzekać nie potrafi, serio, bardzo pozytywny blog, nawet, jeśli czasem jego autorka miewa kłopoty.
- Szalonooka - To druga z blogerek, które bardzo chciałabym poznać, jak tylko kiedyś mnie zagna pod Rzeszów. Podoba mi się jej podejście do wielu życiowych spraw, kocham te wpisy motywacyjne, umiejętność poruszania kontrowersyjnych tematów i odnajdowania się w dyskusji na ich temat. Uwielbiam to, że nie boi się swojego zdania, że nie boi się mówić o swoich słabościach, choć te już chyba za nią. Jak nie znacie jeszcze Szalonej, to szybko musicie to nadrobić.
- Matka Prowincjonalna - Żałuję, że mało pisze, bo robi to naprawdę dobrze, nie znajdziecie u niej galerii zdjęć, ale sporo naprawdę wartych uwagi, wyważonych tekstów, nie tylko o macierzyństwie. Pomiędzy nimi znajdziecie również dowcipne teksty jej córy, a zaręczam, że ta wyrośnie na Mistrzynię Ciętej Riposty. Poważnie, niepoważnie, czasem nieco ironicznie, tak jest u Prowincjonalnej i za to wszystko ją lubię. Cieszę się, że udało mi się odkryć taką perełkę w morzu parentingowym.
- Mamolka - niech no mi ktoś przywróci tę kobietę do parentingu, bo tęsknię. Wiele fajnych, pisanych przyjaznym językiem postów, głównie na okołodziecięce tematy, ale nie tylko. No i te ciasta! Szybkie i proste, w sam raz dla zaganianych mam. :)
- FlyingShoes - Magda jest niesamowita, cały jej blog aż kipi pozytywną energią. Prowadzi firmę, biega, realizuje swoje pasje. A jak wygląda? Bosko! I aż ciężko uwierzyć nie tylko w to, że jest mamą, ale i w to, że na jednym dziecku nie poprzestała. I, cholewcia, pełen szacun za TO.
- Mama w glanach - ostatnia mama w zestawieniu, prowadzi bloga dla alternatywnych rodziców, ale jest na nim kilka perełek, które przydadzą się i tym nie-alternatywnym. Polecam szczególnie tym, którzy mają problem z pozbyciem się stereotypów, poznajcie Kasię - tak samo dobrą mamę jak Wy, choć jej styl może niektórym wydawać się nie-mamuusiowy. A TU Mama w glanach prywatnie.
- Blog Ojciec - przechodzimy do Panów. Jeśli ktoś jest zdania, że ojcowie zasłużenie traktowani są jak rodzice drugiej kategorii, to znaczy tylko jedno - nie czytał bloga Kamila. Znajdziecie tu wiele mądrych tekstów, które przydadzą się, choćby tylko jako inspiracja, na rodzicielskiej drodze, pomogą otworzyć się na inne rozwiązania czy zerwać ze starymi, jeśli te były niewłaściwe. To nie jest blog psychologa, który nie ma dzieci, ale na wszystkim się zna, oczywiście teoretycznie - wszak wszyscy dobrze wiemy, że najwięcej o wychowywaniu dzieci wiedzą ci, którzy ich nie mają. To blog ojca, a w zasadzie blog Taty, bo ojcem to może być każdy, ale Tatą, trzeba umieć być. Jeśli jeszcze Was tam nie było, to warto nadrobić zaległości,
- Perspektywa Taty - już się zaczęłam martwić, że mi się taki skarb ulotnił z blogosfery, ale jest, wrócił, znów pisze i niech nie waży się przestawać. Uwielbiam go za krótkie teksty, które bez problemu celnie oddają istotny przekaz (na który kobieta potrafi długi elaborat wysmarować). Widać faceci już tak mają, że walą prosto bez zbędnego owijania w bawełnę. Warto zajrzeć. :)

A co przyniesie kolejny rok? Czas pokaże. :)

11 komentarzy:

  1. Ojej! Właśnie zaglądam, zupełnie bez zachęty, widzę post prawie sprzed chwili, myślę sobie, trzeba Pasjomatce wymyślić życzenia, a tu takie miłe słowa o mnie samej i blogu moim <3 Dziękuję bardzo, ale do rzeczy...

    Bardzo dużo kobiet powinno brać z Ciebie przykład. Jesteś zdecydowana i widać u Ciebie konsekwencję :) Żałuję czasem, że mniej masz czasu, ale bardzo dobrze do rozumiem, kiedy sama mam jakąś dodatkową pracę, też inny jest czas na blogowanie. Myślę, że niejedna kobieta, właśnie ta jęcząca, powinna wziąć z Ciebie przykład :) Masz pasje i w tym zakresie chyba nikt Cię nie zagnie ;) Pamiętam dobrze post o gorsetach, czy właśnie grach... Jesteś dla mnie motywatorem do rozwoju i brania się za siebie - i chyba o to chodzi :) [i się zastanawiam, kiedy będę mogła w coś zagrać oprócz scrabble]

    Czekam na kolejne posty i życzę wielu wielu lat blogowania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Misako - matka po japońsku17 stycznia 2015 21:17

    gratuluje roku :) jestem tu nowa i nie będę komentować podejścia do macierzyństwa, ale mam jedną zasadę, którę propaguje Jesper
    Juul „Nie ma jednego właściwego sposobu wychowywania
    dzieci. Chodzi o to, aby szukać własnej drogi, ale również wybaczać
    sobie, jeśli nie zawsze okaże się ona skuteczna”.

    No a teraz rzucam się na archiwum :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za miłe słowa. :) Też żałuję, że trochę rzadziej piszę, nie tylko u siebie, ale i pod postami, które tylko w pospiechu przeczytam na komórce i zostawiam do "popisania" na później, przy kompie. Czasem to "później" i tydzień trwa. ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się ta zasada, ale chyba większość z nas, mam, świadomie lub nie taką wyznaje. i jest to skuteczne gdydziecko jest szczęśliwe (ale nie zdziczałe, w sensie tak, że ludzie boją się naszych wizyt) i rodzice są szczęśliwi. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam to. Właśnie odpowiadam na komentarze z tego całego tygodnia :) Odebrałam dziś przesyłkę, doszła do Ciebie?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja dziś odebrałam. Ale ona są śliczne, jeszcze piękniejsze niż na zdjęciu. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No to się cieszę. Wreszcie się ogarnęli :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tylko nie mogę do nich wkładek zamówić, bo już niedostępne. Czekam na informację, mam nadzieję, że szybszą niż przesyłka. ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Powiedz mi, jakim sposobem, nie zauważyłam tego wpisu, przecież wchodzę do Ciebie, zaglądam i czytam. Biję się w pierś!!!


    A Tobie dziękuję, za miłe słowa!!! I biorę się za siebie, zacznę częściej wrzucać teksty :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Więcej dobrych postów do czytania? SUPER! ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem zdania, że wiele kobiet o tej samorealizacji myśli, ale się boi być osądzonych jako złe matki, bo w społeczeństwie jednak jeszcze trochę pokutuje ten obowiązek "poświęcenia się dziecku". A przecież życie nie jest czarno-białe, matka też kobieta i można te dwie role pogodzić. Mi kontakt z Tobą, co prawda na razie tylko wirtualny, również dał wiele, no i utwierdziłam się w przekonaniu, że pozostanie sobą, zachowanie swej indywidualności, skoro nie zmienia tego, że kochamy nasze dzieciaki najmocniej na świecie, nie czyni z nas gorszych matek. :)

    OdpowiedzUsuń