wtorek, 23 grudnia 2014

NIE WYOBRAŻAM SOBIE BOŻEGO NARODZENIA BEZ...

Część mojej rodziny pochodzi ze Śląska, część ze Śląska Opolskiego, część z Zamojszczyzny, z kolei mój mąż jest Wrocławianinem, ale jego rodzina jest z Małopolski, a część ze stolicy... Czemu o tym piszę? Bo zauważyłam jak pewne tradycje i potrawy potrafią się różnić w zależności od regionu.
fot. sxc.hu, źródło/source: http://www.mmlublin.pl/photo/1249825/Czy+Wigilia+i+Bo%C5%BCe+Narodzenie+b%C4%99dzie+w+tym+roku+bez+%C5%9Bniegu
W dalszej części postu znajdziecie odpowiedź na pytanie bez czego (oczywiście nie wymieniam rodziny i rodzinnej atmosfery - bo to postawa) nie wyobrażam sobie Świąt Bożego Narodzenia, a przede wszystkim Wigilii. Może część z tego pokrywa się z Waszym podejściem, a może coś Was zupełnie zaskoczy?


1. Świąteczny wystrój

W moim rodzinnym domu zawsze była sztuczna choinka, bo jakoś tak nie mamy przekonania do wycinania drzewka tylko po to, by postało w domu 2 tygodnie i wyrzucić je na śmietnik. Na tym drzewku znajdował się zawsze totalny misz-masz , jedyne zasady to żeby największe bombki wieszać przy dole i równomiernie obciążać drzewko, żeby się nie przewróciło, można wiec było znaleźć na niej:
  • kolorowe światełka w rożnych rodzajach,
  • bombki rozmaitych rozmiarów, kolorów, matowe i błyszczące, z brokatem lub zdobieniami z połyskującego pyłu, okrągłe i łezki, jedno- i wielokolorowe - każda bombka dopuszczalna, byle szklana,
  • szklane bałwanki, krasnoludki, dzwonki,
  • ozdoby ze słomy, sreberek, papieru, zrobione szydełkiem,
  • malowane szyszki sosnowe,
  • cukierki, pierniki,
  • łańcuchy w różnych formach - błyszczące puchate, z połyskujących gwiazdek, z bibuły, czy mieszane: ze słomek plastikowych, makaronu, waty i papieru
  • wata i "anielskie włosie",
Na naszej choince mogło się znaleźć wszystko, potrafiły tam nawet trafić samochodziki braci na nitce. Takie choinki jedno- czy dwukolorowe, w identycznych bombkach (czasem jeszcze z dopasowanymi kokardkami) to nie dla mnie - kojarzą mi się z wystrojem marketu, a nie domem. A pod choinką szopka, którą gdy "zmarła ze starości" obecnie zastępuje Jezusek na sianku. Dobra, dobra - prezenty też są pod choinką, tylko ona zawsze stoi na jakimś podwyższeniu (np. skrzynka przykryta obrusem), a one na ziemi.

Zapach choinki zawsze jednak gościł w naszym domu, bo kupowaliśmy pozostałe po drzewkach świerkowe gałązki i przygotowywaliśmy stroiki  na stół wigilijny i do pokojów (tu szły w ruch małe ozdoby choinkowe, które na drzewko nie trafiły). Z czasem nad oknami pojawiły się również girlandy wykonane z puchatego łańcucha przypominającego do złudzenia gałązkę sztucznej choinki, a na nich zawieszone bombki.

Nie mogło oczywiście zabraknąć  białego obrusu na stole, pod nim sianka, a na nim o jedno nakrycie więcej niż ilość osób mających uczestniczyć w kolacji. Słyszałam, ze niektórzy na stół lub pod obrus kładą również karpie łuski, ale u nas te po wysuszeniu lądowały w portfelu.


2. Wigilijne potrawy

Odkąd pamiętam na naszym wigilijnym stole pojawiały się dwie zupy - najpierw barszcz, a zaraz po nim grzybowa, obie zawsze jedzone były z uszkami. Następnie pojawiały się trzy rodzaje pierogów: z ziemniakami, ruskie, z kapustą i z grzybami. Potem dochodziły ziemniaki, kapusta z grzybami, surówka z kiszonej kapusty (kapusta, marchew, jabłko, oliwa, kminek, sól, pieprz),  karp (panierowany i w śmietanie) 1-2 rodzaje fileta innej ryby (też w wariancie panierowanym i w śmietanie), bo jako dzieci nie chcieliśmy karpia, więc zostało po dziś dzień. Na sam koniec na stół trafiał chleb, masło i dwa rodzaje przygotowanych wcześniej w słoikach śledzi - jedne w oleju, drugie w occie. Do picia tradycyjnie susz, a dla wybrednych soki owocowe. Nigdy na naszej wigilijnej kolacji nie zagościły napoje gazowane. Nie pojawia się również alkohol (ale moja rodzina ogólnie bardzo rzadko go spożywa).

Po wieczerzy zawsze potrawy kolacyjne znikały ze stołu, a na ich miejsce pojawiało się to, co niestety "w cycki nie idzie". Nasz standardowy zestaw ciast to mocno bakaliowy keks, pieczony w "keksówce" piernik z bakaliami (pierniki jak już to tylko na choinkę), rolada makowa, no i kutia. I tu jestem ciekawa - jak w Waszych domach przygotowuje się kutię, a może macie inną słodką potrawę podawana w misie? U nas na kutię składa się dwukrotnie przemielony mak, dużo posiekanych bakali i miód, który poprawia jej konsystencję. Nic więcej, tymczasem w wielu domach spotkałam się z dolewaniem śmietanki (u niektórych takich ilości, że kutia przypominała zupę).


3. Przebieg Wigilii

Jak wspominałam w poprzednim punkcie - potrawy wigilijne zawsze są serwowane w tej samej kolejności, ale nie tylko to co roku jest takie samo. U nas na Wigilii zawsze było dużo osób, nie tylko domownicy, ale i przyjezdni, tak więc do kolacji siadało się gdy wszyscy dotarli na miejsce, z reguły około 17. Na początek zawsze jest wspólna modlitwa, a potem czytanie fragmentu Pisma Świętego o narodzinach Jezusa. Następnie gospodarz domu, w którym w danym roku jest Wigilia, rozpoczyna dzielenie się opłatkiem podając talerzyk z opłatkami gościom, a gdy już każdy będzie miał swój - składając wszystkim życzenia. Po nich wszyscy łamią się opłatkiem, każdy z każdym, by po nich zasiąść przy stole do wieczerzy.

Kiedy na stole pojawiają się słodkości i ciepłe napoje, cała rodzina zaczyna kolędowanie, co jest o tyle przyjemne, że mamy stosunkowo muzykalną rodzinę, więc śpiewaniu towarzyszy dźwięk pianina i skrzypiec. Przeważnie trwa to około godziny, był okres, że dłużej, gdy nie było maluchów nie umiejących się powstrzymać od "kolędowania" przy prezentach pod choinką, a z maluchami, to bywało o krócej. Dzieci lubią prezenty a u nas te zawsze rozpakowuje się po kolędowaniu. Od jakiegoś czasu gości u nas również przepiękna pastorałka - Kolęda dla nieobecnych, czyli dla tych którzy nie mogli z nami usiąść do wieczerzy i dla tych, którzy już nigdy tego nie zrobią.

 Kolęda Dla Nieobecnych - Beata Rybotycka, Zbigniew Preisner
Jest jeszcze jeden taki znany wszystkim zwyczaj - Pasterka o północy, ale w naszym przypadku akurat bywa różnie. Ot - jak ktoś ma ochotę, to idzie.



I powiem Wam, że jakoś nie przeszkadzają mi "święta według scenariusza", choć w okresie nastoletniego buntu marudziłam, czy muszą być jak z reklamy telewizyjnej. Teraz stwierdzam, że takie przyzwyczajenie chyba nawet ułatwia zachowanie spokoju, zaplanowanie kiedy jakie porządki, kiedy co piec, a kiedy co gotować, co pomrozić, a co robić na ostatnią chwilę, jak co grzać, żeby podać we właściwym momencie... Zwłaszcza, jeśli w kwestiach podejmowania gości ma się podejście niczym Bree Van De Kamp. :)

Jestem ciekawa jakie zwyczaje wynieśliście z domów rodzinnych i jakie smakołyki goszczą na Waszych stołach. Bez czego Wasze święta nie byłyby takie same? Swoją drogą ostatnio zasłyszałam o zwyczaju wigilijnej kąpieli z kilkoma monetami w wannie; ktoś z Was go praktykuje od dzieciństwa (albo małżeństwa)? Ja zamierzam zacząć. ;D

3 komentarze:

  1. U nas w domu zawsze była żywa choinka jednak nie z przekonania a jedynie dlatego, że mieszkamy na mazurach i mamy tu ich zatrzęsienie. W tym roku my zdecydowaliśmy się na sztuczną ze względu na Kacperka.
    Wasze strojenie np.samochodzikami uważa za słodkie i jak z kilka lat Kacper bedzie chciał takiej dekoracji z wielką radością mu w tym pomogę.

    OdpowiedzUsuń
  2. W robieniu innych ozdób - zawieszek czy łańcuszków pewnie też mu pomożesz. :) Taka to rodzicielska przyjemna powinność. Bardzo pozytywnie wspominam jak przygotowywaliśmy z rodzicami ozdoby choinkowe, a potem z dumą pokazywaliśmy gościom, które nasze...


    PS. U nas w tym roku choinka w ozdobach jadalnych, przez wzgląd na synka, który wszystko, co na podlodze nie stoi, próbuje na nią sprowadzić. Nie uznaję bombek plastikowych, a nie chciałbym, by mały sobie krzywdę zrobił.

    OdpowiedzUsuń