piątek, 3 października 2014

HOBBY PASJOMATKI #3: RODZINNIE NA ZAWODACH (3)

Bielańskim Biegu Rodzinnym pisałam z wyprzedzeniem miesięcznym, zachęcając mamy z Wrocławia i okolic do spędzenia niedzieli aktywnie z bliskimi. Muszę przyznać, że mimo paru minusów impreza była naprawdę świetna i z powodzeniem mogę polecić ją również tym nie-biegającym.

źródło/source: http://www.pro-run.pl/index.php/bielanski-bieg-rodzinny
Organizatorzy postarali się, by osoby nie startujące w biegu, w szczególności te z dziećmi w wieku przeróżnym, nie nudziły się w trakcie imprezy i dla nich przez cały czas trwał festyn. Nie wystarczyło sąsiedztwo placu zabaw i skate-parku, postarano się również o te gigantyczne dmuchane miejsca do zabawy m.in. zjeżdżalnię, na boisku organizowane były gry zespołowe dla dzieci, prócz tego można było poszaleć na EuroBungee,  czy pozwolić by maluch przy pomocy farbek do ciała przeistoczył się w kota lub elfią wróżkę. Do tego Bieg Krasnala (o nim później), a możliwe, że jeszcze jakieś atrakcje mi umknęły. Właściwą dawkę kofeiny dorosłym zapełniał Starbucks, a różnego rodzaju stanowiska z żywnością nie pozwoliły nikomu pozostać głodnym. Ponadto za symboliczną złotówkę można było zakupić świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy; dochód ze sprzedaży będzie przeznaczony na terapię dzieci autystycznych i wyposażenie na terenie gminy Kobierzyce sali poznawania świata. No i ta pogoda - super!

Narzekać mogli jednak trochę zawodnicy - tu wymieniłabym 3 minusy. Największy to szatnie, które okazały się być koedukacyjnym namiotem, w dodatku częściowo nieosłoniętym. Trzeba tu pochwalić panów, którzy  z reguły odstępowali bardziej ustronne rejony namiotu kobietom, przebierając się na widoku. Zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby były dwa osobne namioty, albo przynajmniej gdyby informacja o tym, czego dokładnie należy się spodziewać była w regulaminie. Nie wiem jak inni, ale ja nie tego oczekiwałam po określeniu "szatnie z zapleczem sanitarnym". Drugim minusem było nagłośnienie przy starcie - mogłoby być lepsze. Trzecim, tu nie winię organizatorów, była fantazja okolicznych mieszkańców, bo powiedzcie mi jak (za przeproszeniem) nasrane trzeba mieć w głowie, żeby wsiąść do zaparkowanego samochodu i pojechać w stronę nadbiegających zawodników, którzy w popłochu uciekali przed jadącą na nich niemal z obłędem w oczach blondynką (bez urazy dla innych pań od blond włosach). Nie oglądałam się, ale pani chyba utknęła, bo trasa biegu była zamknięta i wyłączona z ruchu, a organizatorzy chyba się nie spodziewali, ze ktoś w trakcie, będzie próbował się "przebić".

Pomarudziłam sobie trochę, ale muszę przyznać, że poza tym w organizacji obu biegów głównych (4,5km i 9km) nie widzę uchybień, trasa bardzo przyjemna, dobrze się po niej biegło, a sympatyczni kibice w wieku rozmaitym zagrzewali do trzymania dobrego tempa. Po 4,5km można było liczyć na kubek niegazowanej wody mineralnej. Każdy zawodnik, który dobiegł do mety w limicie czasowym otrzymał pamiątkowy medal, a na numer startowy mógł odebrać posiłek regeneracyjny - grochówkę (całkiem niezłą). Zestaw startowy, zwłaszcza przy niewielkim wpisowym również przyzwoity, a do tego można było odebrać sobie pamiątkowy T-shirt z biegu. No i rewelacyjna dokumentacja z biegów - chyba nie ma zawodnika, który nie posiadałby z nich fajnych zdjęć. Fotoportal.com.pl spisał się naprawdę na medal.

fot. własna, zrobiona tosterem :P medal mój i męża
Pochwały należą się również, jak napisałam na początku, za zapewnienie nie startującym w biegach rodzinom zawodników różnych możliwości walki z nudą (bo swoich biegnących bliskich mogli oglądać w zasadzie tylko w okolicach startu/mety) oraz za zapewnienie możliwości nabycia jedzenia i napojów. Nie byłam jeszcze na zawodach w mojej okolicy, na których aż na taką skalę zatroszczono by się o nie biegających. Niedługo po biegu na 9km w ramach zawodów dla najmłodszych odbył się Bieg Krasnala, w którym wystartowali nie tylko kilkulatkowie, ale i maluchy, którym kroki pomagali stawiać najbliżsi. Odkąd jeździłam na zawody organizowane przez Pro-Run, zawsze podobała mi się ta inicjatywa, zachęcania do aktywności najmłodszych, ale tu, niestety, nie dla wszystkich skończyło się wesoło. Dlaczego? Przez bydło w ludzkiej skórze. Już dobiegając z synkiem do mety widziałam płaczące dzieci, pocieszane przez rodziców. Myślałam, że może któreś się przewróciło, ktoś je szturchnął, ale nie. Okazało się, że wbrew temu, co obiecywali organizatorzy, nie starczyło dla wszystkich uczestników biegu pamiątkowych bidonów. Bynajmniej, nie dlatego, że było za dużo uczestników, bo organizatorzy byli przygotowani na znacznie więcej - po prostu część z tych, którzy dobiegli pierwsi, ze wsparciem rodziców niczym "chytra baba z Radomia" brali po kilka bidonów, bo przecież za darmo, to trzeba się "nachapać". Z tego miejsca szczególnie "ciepło" pozdrawiam pewną mamę z dwoma córkami, które obstawione przynajmniej sześcioma bidonami, w miejscu byłego punktu nawadniania z biegów głównych, napełniały je przy ponagleniach matki: "szybko, szybko, bo jeszcze każą nam je oddać tym rozwrzeszczanym bachorom." Nie wiem czy to zwykła pazerność, czy może taka metoda wychowawcza - przygotowanie dzieci do tego, że w dorosłym życiu będą musiały musiały być silniejsze, szybsze, żeby choćby wyrwać innej matce z ręki buty z Lidla, bo w promocji... Szkoda tylko, że takie osoby popsuły zabawę innym. Na szczęście jeden z organizatorów, zabrał rodziców wraz z zapłakanymi dziećmi i postarał się, by i one coś dostały - smycze, naklejki, izotoniki (po wypiciu napoju przez rodzica trochę też jak bidon). Tak więc tu kolejny plus dla organizacji, która (choć zaskoczona przez buraków) próbowała jakoś ratować sytuację.

Po Biegu Krasnala odbywały się dekoracje najlepszych zawodników, po których musieliśmy się niestety udać do domów. A szkoda, może to nam przypadł by w udziale telewizor, kosiarka lub inna nagroda losowane wśród zawodników. ;) Wymienione atrakcje to jednak nie wszystko, co czekało na osoby, które zjawiły się w minioną niedzielę na Bielanach Wrocławskich. Była sztafeta rodzinna dla rodzin z dwójką dzieci, można było odebrać darmowa wejściówkę na siłownię i saunę, a ze zdjęć które były już robione po naszym odjeździe mogę wywnioskować, że było coś związanego z zumbą i pokaz sztucznych ogni po zmroku. Mimo pewnych minusów całość imprezy oceniam bardzo pozytywnie i mam nadzieję, ze stanie się imprezą cykliczną, na której za rok znów zawitamy.

8 komentarzy:

  1. moim zdaniem takie atrakcje nie tylko zachęcają do zdrowego trybu życia ale bardzo integrują w tym działaniu rodzinę. Nie ma znaczenia, że nie wygrało się tych gadżetów, grunt, że było się tam razem, z całą rodziną - lepsze to niż zaleganie na kanapie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj my uwielbiamy właśnie takie atrakcje, staram się do nich zachęcać, żeby naszym sportem narodowych nie był "tour de galerie handlowe" czy "oglądanie telewizji na czas." ;)

      Co do gadżetów, to wspomniałam o nich, bo były obiecane każdemu dziecku (sami organizatorzy wypowiadali się, że było 70 medali dla najszybszych, oraz 200 bidonów). Startujących dzieci nie było więcej niż 100, a mimo to przez pazerność niektórych pociech i ich rodziców, nie każdy uczestnik biegu mógł się cieszyć pamiątką po nim. No ja jestem z tych, co uważają, że jak się coś obiecuje, to trzeba tego dotrzymać, nieważne, czy obietnicę złożyło się dorosłemu czy dziecku. Poza tym, nie czarujmy się, branie po kilka bidonów, bo za darmo, nie myśląc o innych, to zwyczajne buractwo.

      Usuń
  2. Sport, zdrowie, cała rodzina i jeszcze upominki.
    Nic tylko korzystac:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza, póki pogoda piękna. Chociaż... Zimą też bywa piękna. ;D

      Usuń
  3. Świetnie zorganizowane przedsięwzięcie :) Szkoda, że w mojej okolicy takie się nie zdarzają :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę dobrze, bo byłam na wielu zawodach i niestety - bardzo często niebiegające osoby (np. rodziny zawodników) się nudzą w czasie biegu. Może wezmą przykład i w Twojej okolicy również coś ciekawego zorganizują. Swoją drogą muszę przyznać, że Wrocław i jego okolice często kuszą plenerowymi atrakcjami.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. W planach mam powrót w poniedziałek, bo (prócz opieki nad synem i prowadzenia domu) jestem w październiku bardzo zapracowana (bardzo dobre, acz pracochłonne zlecenie mi się trafiło), a jak już pisałam - praca w domu to nie takie łatwe, jak się czasem ludziom wydaje. Nie ułatwia mi tej pracy paskudne przeziębienie i fachowcy, którzy (po niemal miesięcznej probie ustalenia terminu) od ponad tygodnia wymieniali mi główny zawór w domu... Tzn. wymienili pierwszego dnia, ale złożyli wszystko, poszli, a potem okazało się że cieknie (na tyle słabo, że nie zauważyłam od razu po wymianie). I tak, naprawiali jedno, a kolejnego dnia wracali do poprawek, oczywiście za każdym razem zostawiając mi mieszkanie w stanie... ekhm... żal gadać... zwłaszcza, że u nas ostatnio deszczowo. Syn z psem mi nigdy mieszkania do takiego stanu nie doprowadzali. Na szczęście dziś już wszystko wskazuje na to, że nie będę musiała ponownie po nich dzwonić (gwoli wyjaśnienia - po innych nie mogę, bo to odcinek instalacji przed licznikiem, którego byle komu wymienić nie wolno).

      Spokojnie, nie porzucam bloga. :)

      Usuń