poniedziałek, 1 września 2014

HOBBY PASJOMATKI #3: RODZINNIE NA ZAWODACH (2)

Choć dystans 10km pokonywałam już na treningach jakoś tak ciągle było mi nie po drodze ze zmierzeniem się z nim na zawodach, ten swój "pierwszy raz" w tej dziedzinie przeżyłam jednak w ostatnią sobotę sierpnia. Zapisana na nie byłam już w czerwcu, jako, ze wciąż tchórzyłam, to mąż mi zapowiedział, że jak się sama nie zarejestruję, to on to zrobi. Nie było jednak takiej potrzeby.

fot. własne
Mój pierwszy oficjalny start na 10km miał miejsce w Górze - niewielkim miasteczku położonym na północy województwa dolnośląskiego. Impreza pod nazwą "Bieg z Policją" jest jednocześnie Mistrzostwami Polski Policjantów, a w tym roku odbyła się już po raz piąty. Mój mąż również debiutował na tych zawodach, tylko parę lat wcześniej, a ja wybrałam ją, ponieważ trasa składała się z 4 okrążeń po 2,5km i gdybym (odpukać) miała jakiś kryzys i musiała zejść z trasy - nie miałabym daleko do szatni. Szczęśliwie obyło się bez kryzysów i bieg został ukończony, w dodatku w czasie lepszym od spodziewanego, a o naszym pobycie na zawodach możecie poczytać w dalszej części postu.

Bieg miał rozpocząć się o godzinie 16, a biuro zawodów zamykano godzinę wcześniej, dlatego po lekkim obiedzie, wyposażeni w zapas bananów, z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym, wyruszyliśmy z Wrocławia. Żegnał nas deszcz, a i na trasie co jakiś czas nam towarzyszył, mieliśmy więc obawy, że przyjdzie nam w nim biec, na szczęście w Górze powitało nas piękne słoneczko. Półtorej godziny minęło od obiadu, drugie tyle zostało do startu, więc posililiśmy się bananami, zabraliśmy torby z rzeczami do przebrania, syn zasiadł w swym osobistym powozie i udaliśmy się do Biura Zawodów. Lekki stres przed startem objawił się odstaniem swojego po zestaw startowy w dwóch kolejkach, bo na początku ustawiłam się w złej, ale w końcu odebrałam swój pakiet (koszulka techniczna, numer startowy + agrafki, napój izotoniczny, talony na posiłek regeneracyjny), chip i na zmianę z mężem udawaliśmy się do przebieralni. Pozostały czas poświęciliśmy na rozmowy ze znajomymi z innych zawodów, z którymi w zasadzie tylko na nich mamy okazję się zobaczyć, no i oczywiście na rozgrzewkę. Tuż przed 16 stawiliśmy się na starcie. Nasz syn nie był jedynym dzieckiem na trasie - prócz mnie z wózkiem startował jakiś tatuś, a inny prócz jednego dziecka w wózku wiózł drugie, stojące na doczepce do wózka typu deskorolki i trzecie na rolkach, trzymające się wózka, nie wiem jednak, czy ukończył bieg w tym składzie.

Ostatnie chwilę nerwów, sygnał startu i cały stres się gdzieś ulotnił, liczył się tylko ten dystans do pokonania. Mąż dzielnie, zamiast bić kolejny rekord życiowy, towarzyszył nam w naszym debiucie, zwłaszcza że jeszcze jedna sprawa była dla mnie nowa - biegam zwykle po parkowych alejkach i szutrze, a tu trasa biegła gównie po asfalcie (twardsza nawierzchnia) z niewielkim odcinkiem tartanu (bieżnia stadionu). Muszę przyznać, że (chyba to zaleta małych miasteczek), atmosfera na trasie była niesamowita - ludzie w oknach i na ulicy dopingowali każdego, nie tylko tych najlepszych, dzieci wyciągały ręce by przybijać piątki w biegu, niezwykle uradowane, gdy biegacze odpowiadali tym samym. Po każdym okrążeniu na biegaczy czekał punkt nawadniający na którym dużo osób podawało kubki z wodą, ponieważ jednak jogger nieco pomieści, korzystałam głównie z wiezionego w nim izotonika. Szczególnie silny doping czekał na nas na linii mety, a za nią dekoracja - zawieszono nam na szyi pamiątkowe medale - również naszemu synkowi. Żartuję sobie, że nie wiem czy zasłużenie, bo część trasy przespał, co dowodzi jak wygodne dla dzieci są joggery. Pogratulowano nam, każdemu z osobna ściskając dłoń, jakbyśmy byli co najmniej zwycięzcami tego biegu. Po części się tak czułam, bo udało mi się pokonać swoje słabości i osiągnąć więcej niż zakładałam - chciałam się zmieścić w limicie czasowym, a tymczasem byłam sporo przed nim, a w dodatku poprawiłam rekord życiowy i to o niecałe 2 minuty. Kawałek dalej już czekały hostessy z bananami i napojami izotonicznymi. Daliśmy sobie chwilę na oddech i znów na zmianę udaliśmy się do szatni - pod prysznic i przebrać się, a potem z powrotem na stadion.

fot. własne
fot.własne
Posiłek regeneracyjny był całkiem przyzwoity - zupa gulaszowa i gotowana kukurydza, ale pomyślano również o rodzinach biegaczy, można więc było dokonać zakupu na stanowisku z grillem, a dla jeszcze mniej wymagających - z fast foodem czy artykułami typu prażonki lub popcorn. Zdaję obie sprawę, że ciężko to nazwać zdrowym jedzeniem, ale takie akurat są normą plenerowych imprez. Zdążyliśmy z szatni akurat na dekorację zwycięzców kategorii open (głównej) i kolejnych, wyróżniono również najstarszego i najmłodszego zawodnika, a potem rozlosowano nagrody od sponsorów, muszę przyznać, że całkiem atrakcyjne. Po odczekaniu "swojego" w kolejce (i na sam nadruk) można było dostać specjalną "wklejkę" na medal z czasem uzyskanym na trasie, niestety nie mogliśmy sobie pozwolić na tyle czekania (nasze czasy nie były jeszcze wydrukowane, a nie chcieliśmy tłuc się z małym w nocy do domu), wiec przyjdą do nas pocztą, bo i o takiej możliwości ich uzyskania zapewnił organizator.

Podsumowując - impreza fantastyczna pod względem organizacyjnym, zwłaszcza jeśli chodzi o całe zaplecze socjalne - szatnie, prysznice, obsługa, zabezpieczenie trasy. Super atmosfera. Warto, naprawdę warto to przeżyć! :)




PS pt. "Matka matkę zrozumie"
Punkt widzenia innej biegającej matki: "Ja panią podziwiam, tak całą trasę pani pokonała pchając ten wózek!"
Punkt widzenia faceta: "Taka to ma łatwiej, może się wciąż o wózek opierać..."

12 komentarzy:

  1. Hej witam po przerwie:) Podziwiam twój upór i zaparcie do biegania:) Ja też kocham biegać, z tym że teraz sama z małym więc zastępuję to ćwiczeniami "stacjonarnymi" w domu przy malcu:) Od kilku dni mierzę sie z wyzwaniem "30 dni z Mel B":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Co do biegania - odpowiedni wózek i daje radę.
      Fajnie, że wróciłaś. Powodzenia i wytrwałości z ćwiczeniami życzę. :) I na posty czekam. ;D

      Usuń
    2. Aj bardzo bym chciała Joggera- niestety to dość kosztowny wydatek i jak wiadomo przy dziecku ciężko cokolwiek odłożyć:)

      Usuń
    3. Ja bym też sobie nie mogla pozwolić na joggera, gdybym chciała nówkę, ale udało mi się kupić używany za 300zł, tylko trochę czasu polowałam na allegro. :) Teraz poluję na porządne nosidło turystyczne. :)

      Usuń
  2. Jogger bardziej dla mnie niż dla mojego partnera. Za to on obstawia właśnie przy nosidle turystycznym by móc z małym po górach łazić. Póki co skarbonka założona za jakiś czas uzbieramy:) Powiedz mi planujesz też w zimę biegać z małym?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ujmę to tak - warunki w których NIE biegam z maluchem to nazbyt silny (i zimny) wiatr i/lub ulewne deszcze, którym nie jest w stanie zapobiec dodatkowa foliowa osłona na wózek. Bezpieczeństwo i zdrowie dziecka przede wszystkim. Jeśli muszę pobiegać w deszczu, to sama, gdy mąż jest z dzieckiem.

      Sama zima (zwłaszcza w dzień bez opadów, bezwietrzny lub ze słabym wiatrem) nie jest problemem jeśli koła joggera mają dobry bieżnik (a nasze mają) oraz ma się przejezdną trasę - byle dziecko ubrać adekwatnie do temperatury na dworze (siebie, wiadomo, można cieniej, gdyż organizm w biegu się rozgrzewa i lepiej się nie przegrzać). Skoro na spacer można dziecko brać, to na bieganie też. :)

      Usuń
    2. Super dzięki za rady, coraz więcej własnie rozmyślam o Joggerze:)

      Usuń
    3. Nie ma sprawy, jak coś to pytaj. I polecam post z zeszłego miesiąca o błędach początkujących biegaczy - coby przygody z joggerem nie zakończyć szybko z powodu kontuzji. :)

      Usuń
  3. Ale fajnie:P Podziwiam. Ja ostatni raz biegałam na przełomie podstawówki i liceum dystanse typu 3-5km, ale teraz już nawet na takie bym się nie porwała.
    Za to marzy mi się jeszcze kiedyś wędrówka po Bieszczadach z całym ekwipunkiem w plecaku i piesza pielgrzymka na Jasną Górę. Może kiedy dzieci odchowamy...

    OdpowiedzUsuń
  4. ło matko a ja kiedy biegałam? Chyba w technikum na autobus :d podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie ma co podziwiać, to można założyć buty do biegania i dołączyć. ;D Albo znaleźć inny, idealny dla siebie rodzaj aktywności - dla swojego zdrowia i bycia dobrym przykładem. :)

      Usuń