wtorek, 16 września 2014

32. WROCŁAW MARATON - patrząc z boku (na malkontentów)

14 września 2014, czyli w minioną niedzielę, we Wrocławiu odbył się 32. Wrocław Maraton wzbudzając wiele emocji, jak się okazało, nie tylko wśród biegaczy i kibiców. Zastanawia mnie czy inne miasta organizujące maratony (np. Poznań czy Warszawa) również mają tak silny przyrost malkontentów, którzy gdzie tylko mogą - komentują jaka to tragedia, że organizowana jest taka impreza, bo część ulic będzie z tego powodu wyłączona z ruchu? 

fot. własne (medal z zasobów rodzinnych, niestety nie mój :P)
Wśród wrocławian negatywnych emocji nie zabrakło pomimo iż impreza ta nie odbywa się po raz pierwszy, w dodatku (co najmniej odkąd mieszkam we Wrocławiu) - zawsze w połowie września. I choć ma miejsce co roku (i to chyba nawet ostatnio na tej samej trasie), a około dwa tygodnie wcześniej pojawiają się na przystankach, FB Wrocławia i w lokalnych mediach informacje o niej, to zawsze znajdzie się ktoś zaskoczony i niezadowolony. Komentarze zaczęły się pojawiać nie tylko przed imprezą, ale i nie ustały po niej. Jakie? Zarzuty będę przytaczać bez korekt (nawet ortografii), ale jestem ciekawa Waszego zdania.

"Chcecie tak biegać maratony to lasów jest pełno ... proste nie bedzie korków a biegacze sobie pobiegaja ..."
Osobiście jestem zdania, że ktoś z takim podejściem sam powinien pomyśleć o wyprowadzce do lasów. Wielkie miasta mają to do siebie, że często odbywają się w nich imprezy masowe, nie tylko maratony, ale np. koncerty, parady (które też zresztą blokują ulice). Mnóstwo miast na świecie organizuje biegi uliczne, ale malkontenci najwyraźniej dążą do tego, by polskie miasta nie dorównywały do innych ...chyba po to, żeby potem móc narzekać, że za granicą to się tyle dzieje, a u nas to tylko pikiety pod krzyżem.

"Zablokowali miasto dla kilku lanserow co chca pokazac jacy sa fajni bo maraton przebiegli"
Tych kilku "lanserów" było ok. 5 tysięcy...

"nie mogli by biegac nocą ?gdzie jest mniejszy ruch?"
Cóż, mamy Nocny Półmaraton Wrocławski, który jak sama nazwa wskazuje odbywa się nocą, do tego ze względów oczywistych trwa znacznie krócej. Oczywiście ludzie i tak narzekają.

"obys nie potrzebowała pomocy ....bo karetki też maja problem z dojazdem"
I tu wychodzi niezorientowanie, bo miały nawet lepszy dojazd, specjalnie wytyczony, choćby po to, by dotrzeć również do zawodników, którzy na trasie zasłabli.

"Debilizm ! Utrudnienia mpk od 8 na 7 nie można dostać się do pracy"
No jak ktoś o 8 wyjeżdża, żeby zdążyć na 7 do pracy, wiedząc, że na godzinę przed zaczynającym sie o 9 maratonem będzie zamykana część ulic, to ja nie mam słów.

"a co jak ktoś np chciał jechać na grzyby z gaju w rejon Trzebnicy???"
Skoro będąc informowanym 2 tygodnie o zbliżającym maratonie (i jego trasie) planuje się na ten dzień grzybobranie, to trzeba zaplanować alternatywny dojazd.

"Czy uczestnicy zaplacili za wynajecie dróg i prace słóżb, czy tez ten cyrk jest finansowany z publicznej kasy?"
Nieeee, skąd, za nic nie płacono, a pieniądze za startowe wpłacone przez zawodników, środki od sponsorów etc. poszły na zakup 1kg bananów...

"K***y,babilonskie i tyle" (pozwoliłam sobie ocenzurować)
Nie ma to jak siła argumentu. ;) 

Nie jestem w stanie także zrozumieć ludzi, którzy stojąc na trasie wykrzykiwali do wolniejszych zawodników teksty w stylu (będą cenzurowane przeze mnie):
- "I na (męski narząd rozrodczy) tu przyleźliście! Miałem (panna lekkich obyczajów) jechać z żoną do Magnolii!" (galerii handlowej - przyp. autorki)
- "Wyp(oddalać) się do domu, a nie miasto blokować!"
- "Rusz poślady (męski narządzie rozrodczy / panno lekkich obyczajów)!"
A mistrzowski popis dały dwie młode mamusie, które ilością przekleństw w jednym zdaniu przebijały większość facetów, i to chyba razem wziętych. "Cudowny" przykład dla dzieci... Jakoś nie umiem (i nie chcę) się do takich zachowań przyzwyczaić, choć czasem mam wrażenie, że nie powinny mnie już dziwić, po tym ile już wyzwisk między niektórymi matkami (i to z powodu drobiazgów) widziałam w sieci.

I przyznam szczerze, że jak słyszę/czytam takie i inne biadolenia i/lub wyzwiska, a do tych osób nie docierają żadne, ale to żadne sensowne argumenty, to zaczynam się zastanawiać, czy aby nie jest to tylko tłumaczenie swojego siedzenia w fotelu i braku aktywności fizycznej. "Może i się nie ruszam, ale przynajmniej nie blokuję ulic biednym mieszkańcom." Zwłaszcza, że inni w większości rozumieją i nawet jeśli sami nie biegną, to kibicują zawodnikom.

A jak to wygląda w innych miastach? I jakie jest Wasze zdanie o takich weekendowych masowych biegach ulicznych?

4 komentarze:

  1. po niestety ale Polska to taki kraj, gdzie wszyscy na wszystko narzekają...i choćby nie wiem co to nie dogodzisz...:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ileż można narzekać na wszystko? I czemu w taki żenujący sposób (zwłaszcza niektóre kobiety)?

      Usuń
  2. z tym narzekaniem to też nie ma co przesadzać :-) nieco dystansu by się przydało!
    ------------
    Zygmunt
    zapraszam do mnie - http://www.zygbud.com.pl/budowa-domow-realizacja-inwestycji/

    OdpowiedzUsuń
  3. Otóż to, ale mam czasem wrażenie, że u nas to zawsze ludzie znajdą powód do narzekań - a to, że nic się nie dzieje i daleko nam "do Europy", a jak już się coś dzieje, to też źle, bo za głośno, bo korki, bo coś-tam.

    OdpowiedzUsuń