czwartek, 17 lipca 2014

"FIT-MATKI, DAJCIE SPOKÓJ GRUBASKOM!"

Kiedyś musiał ten dzień nastąpić i otrzymałam dość agresywnego słownie maila odnośnie mojego regularnego propagowania dbałości o sylwetkę. Zarzucono mi w nim, że traktuję kobiety w kategoriach "szczupła-dobrze, gruba-źle", a przecież wygląd nie jest najważniejszy, osoby puszyste również są atrakcyjne, są ludzie którym się takie podobają, są również dobrymi mamami i pracownikami. I dalej w ten deseń. Przyznam szczerze, że nie do końca rozumiem takie zarzuty, bo zawsze starałam się o dbałości o sylwetkę pisać w sposób motywujący, a nie obrażający ludzi z nadwagą, szczególnie, że moja bliska przyjaciółka ją miała, a ja sama byłam bliska tego problemu, gdy wskaźnik BMI (nie w ciąży) zaczął przekraczać dopuszczalny i zmagałam się z bulimią (to temat być może na inny post, jeśli będą chętne do poznania tej historii).

źródło/source: http://www.dietetyknataliamogilko.pl/node/30
Jeśli którakolwiek z Pań z nadwagą w jakiś sposób poczuła się nimi dotknięta, to przepraszam, gdyż nigdy nie było moją intencją krytykowanie otyłych osób, a wsparcie i zmotywowanie ich do pracowania nad sobą. I nadal będę propagować aktywny tryb życia i dbanie o sylwetkę nie dlatego, że "gruba=gorsza" tylko dlatego, że ma to wpływ na pewne aspekty naszego życia - jako kobiet i jako matek.

Zanim przejdę do głównych powodów, dla których zachęcam do aktywności fizycznej opowiem o mojej przyjaciółce z podstawówki. Alicja (imię zmienione) od początku szkoły była klasowym wyrzutkiem, ze względu na jej rozmiary, więc byłam jej jedyną przyjaciółką, bo nikt inny nie chciał się kumplować z "grubaską". Ala do szkoły dostawała śniadanie rozmiarów moich trzech śniadań, na WF-ie nie wolno jej było ćwiczyć, bo się zmęczy, a porcje obiadowe w jej domu były takie, że będąc u niej w odwiedzinach nie mogłam zjeść nawet ćwierci. Rosła więc sobie Alicja bardziej wszerz jak wzdłuż, aż w siódmej klasie (stary system nauki) takiego ciężaru nie wytrzymały stawy biodrowe, operacja, jakieś śruby, długa rehabilitacja, rodziców niczego to nie nauczyło... Za to parę lat później, po kolejnej operacji, nauczyło Alę.

Pierwszym powodem dla, którego zaczęłam być aktywna i zachęcać do tego ludzi jest fakt, że osoby aktywne i szczupłe żyją dłużej (i lepiej). Zbędne kilogramy, szczególnie te w górnych partiach ciała (czyli nieszczęsny brzuszek) zwiększają ryzyko chorób układu krążenia, sprzyjają szybszemu męczeniu się i nadwyrężeniu stawów i kości. Nadwaga lub otyłość mogą się również przyczynić do wystąpienia cukrzycy typu 2, naukowcy twierdzą zauważalne jest też częstsze występowanie nowotworów złośliwych szczególnie jelita grubego (3 razy częstsze) u osób z dużą ilością zbędnych kilogramów. Dlatego tak zachęcam do walki o szczupła sylwetkę - nie tylko ze względów "wizualnych", ale dla swojego zdrowia.

Drugi powód, powiązany z pierwszym, pojawił się gdy zostałam mamą. Wiedziałam, że powinnam dalej o siebie dbać, żeby mieć zdrowie i siły zajmować się dzieckiem, za jakiś czas pewnie dziećmi, a kiedyś wnukami. Chcę być wsparciem dla mojego syna i nie chciałabym w przyszłości być dla niego (czy partnera) ciężarem. Trzeba najpierw zadbać o siebie, żeby mieć siłę dbać o innych.

Ostatni powód również wiąże się z byciem rodzicem: jestem matką - jestem wzorem dla mojego dziecka, podobnie jak jego ojciec. To na nas patrzy, obserwując naszą postawę, wcielane w życie zasady buduje sobie swojego rodzaju obraz rzeczy właściwych i niewłaściwych. Tak jak to my kształtujemy nawyki żywieniowe swojego dziecka, wierzę, że obserwując swoich aktywnych rodziców dziecko również ma szansę być aktywnym, dbać o siebie, a nie spędzać tylko czasu przed komputerem i telewizorem, jak młodzież na którą się narzeka, a której to przecież właśnie ich rodzice pokazali takie spędzanie czasu.

Dlatego mimo tego maila, nadal zachęcam: dbajmy o siebie - dla siebie i dla naszych bliskich. I motywujmy do tego swoich najbliższych. :)

16 komentarzy:

  1. Przecież nigdy nie napisałaś nic obraźliwego ;/ Nie rozumiem tego zarzutu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam, ale autorka maila (która być może nie jest w tym odczuciu osamotniona) uważa, że regularne zachęcanie do pracy nad swoja sylwetką stawia wszystkie panie z nadwagą w kategorii tych gorszych i leniwych.

      Usuń
  2. a może autorka maila jest po porstu zakompleksiona i leniwa? po pierwsze- to, że ktos jest szczupły nie oznacza ze uprawia sporty i zdrowo sie odzywia, a po drugie: osoby które mają lekką nadwagę mogą być FIT! jedno drugiego nie wyklucza! najwazniejsze to uświadomic sobie, że jesteśmy dla kogos wzorem i to od nas zależy zdrowie naszych dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafnie to ujęłaś - bycie fit, bycie aktywnym, zdrowe odżywianie to styl życia podejmowany dla siebie i po to, by być dobrym przykładem dla tych, dla których jesteśmy wzorem - naszych dzieci. Każda może być fit, tylko musi zdarzyć się CUD - Czas Unieść D**ę. ;D

      PS. Odnośnie osób z nadwagą i bycia fit - na swojej dzielnicy ostatnio widuję pewną pulchniuteńką krótkowłosą blondynkę dzielnie biegającą (czasem jest to marszobieg). Przyznam szczerze, gdyby nie to, że jako biegacz wiem jak upierdliwe jest zaczepianie przez obce osoby i wyrwanie z rytmu biegu, to zatrzymałabym ją i powiedziała, że jest supermenką, że jest fantastyczna. Bo pokonała skrępowanie, swoje słabości, może nawet docinki innych (skoro mi po ciąży potrafiono docinać, to nie sądzę, że jej oszczędzono) i biega. Ma do przeniesienia znacznie więcej kilogramów niż ja, a mimo to się nie poddaje. Mam nadzieję, że może kiedyś tu trafi i przeczyta te kilka słów o sobie.

      Usuń
  3. Ja tam nie poczułam się dotknięta. Też miałam nadwagę w szkole, jak Twoja koleżanka, ale problemów z dziewczynami nie miałam nigdy. Miałam dużo koleżanek. to raczej chłopcy się nabijali. Chciałabym dodać jedną rzecz: na podstawie własnych doświadczeń mogę stwierdzić, że niemożliwością jest schudnąć, kiedy chodzi się jeszcze do podstawówki (lub teraz gimnazjum). Nie miałam do tego siły, ani tym bardziej motywacji, a poza tym w okresie dojrzewania ciężko o taki nagły zwrot. Teraz czasy są trochę inne, nastolatki się głodują, bo presja idealnego ciała jest ogromna. Szczerze mówiąc, bardzo mi się to nie podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim nie można wrzucać wszystkich do jednego worka, bo są osoby z nadwagą wynikającą z różnego rodzaju chorób czy wolną przemianą materii i takim wolniej idzie ubytek wagi. Są takie, które biorą leki, których efektem ubocznym są dodatkowe kg. A są osoby z nadwagą ze swojej (bądź opiekunów) winy. Z moją przyjaciółką było tak, że w sumie nie wiem, czy nie wyglądałaby zupełnie inaczej gdyby jej drugie śniadanie nie składało się z kanapek z połowy bochenka chleba, a w domu (po obiedzie stołówkowym) nie czekał na nią drugi dwudaniowy, jeszcze większy, o innych posiłkach nie wspominając. No i gdyby nie zwalniano jej z WF-u, z uzasadnieniem "bo się męczy". Pewnie to też było przyczyną wszelkiego rodzaju tekstów od "znów żre" po "świnia", "krowa, "hipopotam" i inne zwierzęta słynące z dużych rozmiarów.

      Co innego zdrowo i racjonalnie się odżywiać i przejawiać choćby minimalną aktywność, a co innego się się odchudzać i to w sposób przechodzący w chorobę - znam problem, bo w liceum zmagałam się z bulimią. Dlatego nie ma (i nie będzie) u mnie żadnych diet, tylko głównie o aktywności. "Jestem na trzech dietach, bo jedną się nie najadam." ;D Kiedyś próbowałam przejść na dietę, ale byłam wiecznie głodna i sfrustrowana i nie wyobrażam sobie, żebym tak mogła funkcjonować, byleby wagę utrzymać. No i... to "wiecznie głodna" kończyło się w pewnym momencie napadami strasznej żarłoczności.

      Za to zauważyłam, że duże znaczenie ma regularność NORMALNYCH posiłków, bo organizm nie odkłada sobie "na zapas" na dłuższe przerwy w dostawie energii. No i łatwiej uniknąć podjadania. W połączeniu z ćwiczeniem daje efekty - nawet jeśli wolniejsze niż diety, to przynajmniej trwałe. :) A ćwiczyć warto nawet mając super-doskonałą sylwetkę - dla kondycji. I nie mówię zaraz że tylko bieganie, siłownia czy aerobik - rodzinne wypady na rowery też są super. :)

      Usuń
    2. Pewnie, że tak, nie wrzucam wszystkich do samego worka, tylko stwierdziłam to na podstawie osobistych doświadczeń. Mama nie zwalniała mnie z wuefu, jadłam tyle co moje rówieśniczki i nie byłam nawet przeraźliwie otyła- po prostu miałam lekką nadwagę. Mimo to nie potrafiłam wtedy schudnąć, bo w okresie dojrzewania, kiedy ciało się zmienia, nie jest się przygotowanym na tak drastyczną zmianę (znów mówię o sobie). Zaczęłam się odchudzać, kiedy miałam ok 17 lat i wtedy już byłam silna. Schudłam ok 10 kg i od razu wszyscy mnie zauważyli:). Wysiłek fizyczny jest sprawą fundamentalną!

      Usuń
    3. A z ciekawości spytam - jak się odchudzałaś, to dieta + sport, czy tylko aktywność?

      PS. Ja właśnie w wieku 17 lat walczyłam z bulimią. I to chyba była jedna z tych "walk" w których wygrana szczególnie mnie ucieszyła.

      Usuń
  4. A ja jestem gorsza i leniwa :) z tymi genami, które odpowiadają za grubaskowość a nie szybką przemianę materii, ale jest mi tak dobrze. Staram się żyć zdrowo, aktywność fizyczna nie jest mi obca, ale wszystko nie na pełen etat. Twoje posty są dla mnie bardziej motywujące niż dołujące, a Panichyba ma problem, skoro szuka takich blogów, jak ją dołują ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Gorsza i leniwa" powiedziała matka, która wygrała "Mamo bądź kobieca: mama zdrowo się odżywia" (jak ktoś nie czytał, to o tu http://www.budujacamama.pl/2014/03/mamo-badz-kobieca-3-mama-zdrowo-sie.html) ;D

      Jesteś najlepszym przykładem, że nie trzeba mieć wymiarów standardowej modelki, żeby być fit - to kwestia tego co jemy, jak jemy i tego co robimy - taki "fitness" jak masz w ogródku, to też aktywność i też dobry przykład dla córy, czyż nie? ;)

      Usuń
    2. hehe :) do modelki to mi daleko :D Teraz to nawet słodyczy jem mniej, żeby Zośka nie widziała, bo wszystko co zobaczy, to chce mniam mniam :) a ogródek oczywiście męczy :) i to czasem za bardzo... :P ale są i już pierwsze plony :D cieszące oko :D

      Usuń
    3. Mojego syna też muszę pilnować. I dziadków którzy bardzo chętnie go karmią, bo
      "tak ładnie je".

      Usuń
    4. Najpierw pilnować, żeby nie przepasali, później, żeby nie wciskali i nie robili min przy jedzeniu. Ciągła walka ;P

      Usuń
    5. Na szczęście w końcu dość łatwa, bo już się przyzwyczaili, do naszego decydującego głosu w kwestii żywienia synka. Jak mówimy, że nie, to nie próbują małemu przemycić więcej posiłków, a nawet pytają, jeśli chcą mu coś dać - choćby to miał być dosłownie "gryz" owocka. ;)
      Za to mama z tatą czasem spierają się kto ma małego karmić, jak są z nim w jego porze posiłku i choć uczymy go jeść samemu, to dziadkom ustępujemy - niech się jeszcze nacieszą, zwłaszcza, że wnuka widzą 1-3 razy w miesiącu.

      Usuń
  5. O to ciekawe, że ktoś się poczuł urażony. Ja nie należę do szczupłych i grubych. Szczupła koleżanka twierdzi, że jestem idealnych i optymalnych rozmiarów- niestety sklepy z ubraniami tak już nie twierdzą. Gdy już w jednym miejscu są idealnie dopasowane w innym są za luźne lub za ciasne i tak mam z każdym ubraniem, chcąc nad czymś w swojej sylwetce popracować inna część ciała znowu się zmienia i dalej nie będzie idealnie dla ubrań ;p
    Jem zdrowo na nie którym punkcie mam fioła a na innym luzuje ale pokazuje dziecku, że zdrowej jedzenie jest lepsze niż słodkości choć synek i tak czasem dostanie coś "niezdrowego" bo nie popadajmy w paranoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ból, bo mam podobny problem, dlatego np. żakiet, spodnie, spódnice zawsze musiałam kupować osobno, bo rozmiar góry był większy jak dołu. Pocieszę Cię, że ponoć nie jesteśmy w tym osamotnione i osób, dla których wiele ubrań jest niedopasowanych nie jest wcale tak mało. Na szczęście lubię nietypowe kiecki np. http://www.beserk.com.au/ladies-clothing/dress-cameo-victorian-red a je bardzo często wiązaniami można dopasować do sylwetki. ;D

      Ja też w paranoję nie popadam, staram się ćwiczyć - dla kondycji i formy. Widzę po mojej 85-letniej babci wiecznie aktywnej (w domu, w polu), dbanie o ruch (zwłaszcza przy często siedzącym trybie pracy) to inwestycja w przyszłość i większa szansa, że dłużej będzie się samodzielnym, a nie ciężarem dla innych. Staram się też zdrowo odżywiać (moich bliskich też), ale to nie znaczy, że wyeliminowałam wszystkie słodkości - nawet na tym blogu znajduje się przepis na budyń i biszkopty dla dziecka (bo uważam, że lepiej samemu zrobić niż dawać te kupne), na ciasto tez jest. I o zgrozo - na smażone kotlety. ;D Wszystko jest dla ludzi - byle z głową. ;) To trochę jak z alkoholem - jeśli nie jest nadużywany, czy pity w niewłaściwym okresie (np. w ciąży, w okresie karmienia piersią, w czasie kuracji antybiotykowej itp.) to od czasu do czasu można sobie na niego pozwolić. ;)

      Usuń