poniedziałek, 21 lipca 2014

BAJKA O KASKACH ROWEROWYCH

Wychodzę sobie na spacer z synem czy przeglądam blogi, a na obu, z powodu sprzyjającej pogody, można natrafić na małych i dużych rowerzystów.  Widziałam już sporo rodzin na dwóch kółkach, a jak dotąd tylko jedna, słownie: JEDNA, była w pełni wyposażona w kaski rowerowe. I nie rozumiem czemu tylko jedna.

źródło/source: http://www.fit.pl/modafit/dodatki-i-gadzety/niezbedny-kask-rowerowy,267,1,0.html
Wiem, wiem, moi równolatkowie, starsi i niektórzy młodsi - jak byliśmy dziećmi to jeździliśmy na rowerach bez kasków, a jakoś nikomu nic się nie stało. Jasne, rozumiem. A nasi rodzice (z reguły mamy) wozili nas w samochodzie na kolanach, więc dlaczego kupujecie fotelik? Z obawy przed mandatem? Kiedyś dziecko na rowerze woziło się w wiklinowym koszyczku na kierownicy, takim bez pasów, a teraz? Foteliki rowerowe, przyczepki, wszystko z pasami. Nawet w wózkach pasy. A czemu? Ano dla bezpieczeństwa. Po to też mamy kaski - dla dzieci ...i dla dorosłych.

Wsiadając do samochodu zapinamy dziecko w foteliku, a siebie pasami, zauważyłam, że nawet ciężarne starają się zapinać (jeden pas pod brzuch, drugi nad - można). Jak ktoś tego nie robi, to dobra pora, żeby zaczął, wystarczy poprzeglądać statystyki skutków wypadków pasażerów z pasami i bez. Tak samo wychodząc na rower powinniśmy założyć kask nie tylko dziecku, ale i sobie. Dlaczego?

"Po co mam zakładać kask? Przecież jeżdżę doskonale już tyle lat, a poza tym nie jeżdżę szybko."
Nawet jeśli jesteś najlepszym rowerzystą świata, nie znaczy to, że otaczają Cię równie dobrzy. Jeśli uważasz, że sam dla siebie nie jesteś zagrożeniem, to weź pod uwagę innych:
- rowerowego wariata, któremu wydaje się, że ścieżka należy do niego;
- kierowcę, który się zagapił/śpieszył i wpadł na ścieżkę, nie uznając Twojego pierwszeństwa przejazdu;
- biegającego luzem (czy nawet będącego na smyczy) psa, który właduje się pod koła nim ktokolwiek zdąży zareagować;
- Twoje własne dziecko, które nagle straci panowanie nad rowerem "ładując" Ci się pod koła.
Przykładów można mnożyć. Zapamiętaj, że (tak jak w przypadku jazdy samochodem) ryzyko wypadku nie zależy tylko od Ciebie, ale i od innych użytkowników dróg.

"Oj rany, przecież dzieci zabezpieczyłem - mają kaski, a ja to się najwyżej trochę poobijam..."
Serio? Uważasz, że zadbałeś w zupełności o swoje dzieci? A co, jeśli w razie (odpukać) wypadku uderzysz niechronioną głową o asfalt i stracisz przytomność? Pół biedy jeśli ktoś udzieli pomocy, zajmie się chwilę dziećmi, albo dzieci są wystarczająco duże by być w stanie wezwać pomoc (zadzwonić, objaśnić co się stało i dokąd karetka ma przyjechać), ale co, jeśli Twój wypadek zostawi bez opieki niezbyt samowystarczalne brzdące? A co, jeśli nie skończy się tylko na utracie przytomności? Przecież dbanie o bezpieczeństwo dziecka polega również na zadbaniu o własne bezpieczeństwo - po to w samolocie najpierw nakłada się maskę sobie, a potem dziecku.

"No... ale przecież jestem już dorosły..."
OK, czyli po 18-ce dzieciom będzie wolno jeździć bez kasku? A może wcześniej będą dopytywać o to "kiedy będą wystarczająco duże, żeby nie jeździć w kasku" i ustalicie wcześniejszy termin? Jest jakiś wiek, w którym bezpieczeństwo dziecka, bezpieczeństwo człowieka, przestaje być ważne?

Apeluję, aby wybierając się na rowerową przejażdżkę zadbać o to, by każdy jej uczestnik miał na głowie właściwie dobrany kask. Dla analogii - idąc do Parku Linowego każdy, bez względu na wiek, musi założyć kask. Pamiętajcie również o wymianie kasku na nowy jeśli w trakcie upadku uderzono nim o podłoże - nawet jeśli nie wygląda na uszkodzony, nie jest już pełnowartościowy i nie gwarantuje właściwej ochrony. 



PS. A tytuł ojca roku otrzymuje ode mnie pewien tatuś, jadący:
- środkiem ulicy (co prawda mało uczęszczanej),
- bez kasku,
- z kilkumiesięcznym dzieckiem ...na ręku.
Oczywiście dziecko też bez kasku, bo tak maleńkich chyba nawet nie ma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz