środa, 14 maja 2014

DLACZEGO NIE MASZ "MIKROFALÓWKI"?

Znajomi to czasami inspirują do poświęcenia im choćby akapitu na blogu, takie i też szczęście miała Magda (imię zmienione, ach to moje miękkie serduszko). Matką została pół roku po mnie i dopiero wczoraj znalazła czas, żeby odwiedzić nas ze swoim smykiem, a historia jej wizyty pozwoli nieco rozwiać wątpliwości odnośnie tego niewidocznego, pałętającego się w powietrzu w formie fal.

źródło/source: http://nicktumminello.com/2013/05/microwave-dangers-top-5-claims-vs-evidence/
Tego, że ta wizyta szybko mnie zmęczy mogłam spodziewać się już w przedpokoju, gdy podano mi niemowlaka z prośbą o rozebranie mu sweterka i posadzenie w kojcu. Nie mam kojca - jak muszę gdzieś zostawić synka, żeby mieć pewność, że nie ucieknie, to sadzam go w łóżeczku, inaczej cała podłoga jego. No cóż - dowiedziałam się co nieco na temat tego jaką to jestem wyrodną matką, ale w końcu Magda zgodziła się na posadzenie dziecka na dywaniku, koło maty edukacyjnej, którą od razu się zainteresował. Po tym długim wstępie (taka forma odreagowania ;) - wybaczcie), dochodzimy do tematu właściwego - fal w domu.

Magda po niedługim okresie wizyty zapytała, czy może u mnie sprawdzić "Fejsa", bo nie wzięła telefonu, a czeka na ważną wiadomość. Dostała więc do rąk mojego laptopa. Dobrze, że nie puściłam go za szybko (ani z wrażenia) inaczej skończyłby na podłodze, po tym jaki wrzask na mnie podniosła:
- "Ty masz wi-fi? Ty chcesz mi dziecko napromieniować tymi falami? Ty jesteś nienormalna! Co z ciebie za matka?! My, jeszcze jak byłam w ciąży, zrezygnowaliśmy z wi-fi!"
I w tym momencie tryb "miła pani domu" przeszedł w tryb "sarkastyczna pani domu".
- "Ano mam wi-fi, swoje i z 10 od sąsiadów, a w Waszym bloku bez Waszego wi-fi i tak będzie ze 30 innych od Waszych sadystycznych sąsiadów próbujących wam dziecko napromieniować. Proponuję wywieszenie kartki z zakazem używania wi-fi w bloku, bo macie dziecko. Ewentualnie wyprowadzkę gdzieś, gdzie wszelkie wi-fi i telefonia komórkowa Was nie dopadnie."
- "A co komórki mają do tego?"
- "Rozumiem, że wiedząc o szkodliwych falach radiowych z routera bezprzewodowego wiesz również, że te z komórek są znacznie bardziej szkodliwe. Rozumiem, że swojej nie zapomniałaś, tylko zaprzestaliście z mężem używania komórek przy dziecku, a i ja swoje powinnam powyłączać."
- "Nie, no co Ty? Ja Adasiowi (imię zmienione) nawet z komórki puszczałam muzykę... Dobrze mówisz, musimy wyłączać komórki."

Myślałam, że na mój sarkazm reaguje żartem, ale cóż, każdy może się pomylić. Wyłączyła swój telefon (a niby nie miała!) i zaczęła się domagać tego kategorycznie ode mnie. Nie pomogły tłumaczenia, że nie mogę wyłączyć komórek, a zwłaszcza firmowej. Zostałam okrzyknięta Hitlerem (sic!), sadystką i materialistką. Nie docierało, że fale pozwalające na komunikację telefoniczną i tak docierają do nas, gdy jesteśmy w zasięgu nadajnika, a telefon wystarczy po prostu kłaść z dala od dziecka. Nie dało się przetłumaczyć, obrażona powiedziała, że w takim razie idzie do domu. Proszę bardzo - droga wolna, nikogo na siłę w moim (mordującym falami radiowymi) domu więzić nie będę. Nawet w duchu pomyślałam, że przynajmniej się denerwować nie będę. Ale byłoby za dobrze. Ponieważ Adaś nie zdążyłby do domu na swój obiadek, który zresztą był w planach do przygotowania u mnie, zostałam poproszona o podgrzanie go ...tak zgadłyście - w mikrofali.
- "Ale ja nie mam mikrofalówki - uznaliśmy ją za zbędny wydatek, bo jedzenie z niej wcale nie jest smaczne ani zdrowe, do tego szybko stygnie. No i te Twoje mikrofale! Może czasem się przydaje, ale z doświadczenia wiem, że jak już jest w domu to się do niej przyzwyczaja i jej nadużywa, a nie tego chce uczyć dziecka."
- "No co Ty - w mig sterylizuje butelki, podgrzewa obiadki. No i nie jest to duży wydatek, my za 500zł mamy taką z kupą programów, co nawet piec w niej można..."
Pomyślałam sobie: "Jasne, a do tego, jak to mąż mawia: pierze, sprząta i gotuje, tańczy, śpiewa, podskakuje, krawaty wiąże, usuwa ciąże... a i tak pewnie używają tylko 1 programu, tylko na różny czas."
- "Widzisz, boisz się wi-fi czy komórka zaszkodzi Twojemu dziecku, a sama generujesz mikrofale nie tylko w mieszkanie, ale i w posiłek Adaśka, który pozbawiasz wszystkich wartości. Lekką hipokryzją mi to zalatuje..."

Na te słowa ubrała dziecko, siebie i wyszła obrażona wrzeszcząc coś (ponownie) o moim rzekomym Hitleryźmie, sadyźmie i głodzeniu dzieci. Dobrze, że sąsiedzi w pracy, bo jeszcze by na mnie opiekę społeczną nasłali po takiej wiadomości... No cóż, może z czasem zrozumie, że fale radiowe otaczają nas czy tego chcemy, czy nie, częściowo możemy je ograniczyć, ale wszystko w granicach rozsądku - jak zawsze.

Gwoli wyjaśnienia - my mikrofali nie mamy z nie z powodu nieszczęsnych mikrofal, ale przede wszystkim dlatego, że jedzenie z niej jest niesmaczne, co doprowadziło do uznania jej za bardzo daleką na liście kuchennych priorytetów. Kupilibyśmy zamiast niej parowar, ale że ten dostaliśmy, to woleliśmy zamiast mikrofali ekspres do kawy, dzięki czemu, nawet jako matka, nie wiem co to znaczy pić zimną kawę. ;D Następna w planach suszarka do owoców (uwielbiamy "chipsy" owocowe), a potem robot kuchenny. Mikrofala? Nie wiem może kieeedyś. ;)

12 komentarzy:

  1. My mamy mikrofalówke, ale jakoś jej nie nadużywamy:) nie pamiętam kiedy ostatni raz użyłam. :) Filipowi nigdy nie podgrzewałąm w mikrofali pomimo tego, że w książce z przepisami dla dzieci pisali, że groszek z mikrofali zdrowszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam w domu rodzinnym i w akademiku i (pomimo tego, że jedzenie z niej było mniej smaczne) często używałam, "bo szybko", w dodatku często w połączeniu z tymi tzw. daniami gotowymi. Standardem tez było odgrzewanie w niej "wczorajszego" obiadu gdy było gotowane na dwa dni - bo nakładało się odpowiednią porcję na talerz i podgrzewało wszystko na raz. I wielu znajomych, szczególnie tych wiecznie zalatanych i pracoholików ma podobnie.
      Co do podgrzewania dziecku, to moim zdaniem jest wiele przeciw - głównie to, że posiłek traci swoje wartości takie jak witaminy, ale też to, że posiłki z mikrofali szybko są podgrzane, ale tez błyskawicznie stygną. Ale to z tym groszkiem to ciekawa informacja - pisali dlaczego?

      Usuń
  2. Jak zwykle- zdrowy rozsądek sie klania. Ani komorki ani mikrofala ani wifi etc nie zaszkodzą przy normalnym uzytkowaniu. Zakup mikrofali jak bylam jeszcze na studiach to jedna z lepszych decyzji -podgrzewałam sobie warzywa, mleko, robiłam popcorn od czasu do czasu, szzybko rozmrazałam mieso z zamrazarki-robie to do tej pory. Choc od zeszlego roku glownie uzywamy grilla elektrycznego -no ale on nic nie emituje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę, że fale wszelkiego rodzaju i tak nas otaczają, to nie one zadecydowały o braku mikrofalówki. Przesądziły inne, bardziej pożądane wydatki (ekspres do kawy - kooocham) i to, że niespecjalnie mi jedzenie z niej smakowało - choć w domu rodzinnym i w akademiku korzystałam z wygodnictwa, to teraz się ze mnie wybitny smakosz zrobił. ;D

      Usuń
  3. mikrofalówki używam od czasu do czasu, przydatna bestyja, pamiętam jak byłam w ciąży i wszyscy ale to wszyscy mnie upominali, że siedzę przy komputerze! co tam, komórki, mikrofala im też nie straszna ale komputer!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kodeks Pracy za bezpieczny czas przy kompie uznaje bodajże 6h z przerwą, a nie sądzę, żebyś tyle wyrabiała (o ile praca tego nie wymagała). Ale swoją drogą właśnie to nieuświadomienie mnie rozbraja, ludzie w jednych rzeczach widzą przeolbrzymie zagrożenie, a w innych, które czasem bywają znacznie większym zagrożeniem (choć nadal naprawdę znikomym), już nie. Ja jestem "Hitlerem" z morderczym wi-fi, ale mikrofala jest super do grzania posiłku dla dzieci. Aż mam wrażenie, że w takim razie wszystkie jesteśmy Hitlerami. ;p

      Usuń
  4. Ja też już nie mam mikrofali. Podczas studiów wynajmując mieszkania nie mogłam się bez niej obejść, ale faktycznie jedzenie niesmaczne. - Tu podobnie zastąpiłam parowarem i obiadki są o niebo lepsze:) A o ekspresie do kawy na razie tylko mogę pomarzyć:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś myślałam, że ekspres do kawy to zbędny wydatek, ale odkąd jestem mamą szczególnie go cenię, zwłaszcza, że mąż przed wyjściem do pracy nastawia kawę, a jak wstanę już czeka cieplutka w dzbanku. ;)
      PS. A marzenia czasem może ktoś spełnić, np. z okazji urodzin - o ile o nich wie. ;) Nasz był stosunkowo tani - przelewowy, tzw. no-name, a sprawuje się bez zarzutów. ;) Ale przyznam, że marzy mi się taki ciśnieniowy, na ziarna kawy (co sam mieli przed zaparzeniem). ;D

      Usuń
  5. Żartujesz? Tacy ludzie jeszcze chodzą po świecie? Z kim Ty się kolegujesz? :)
    Olo chodzi z telefonem w zębach, więc chyba jednak trochę za blisko mózgu, ale jak dzwoni to mu zabieram ;)
    Mikrofalówki nie mamy z tych samych powodów, co Wy. Ale nie zaprzeczę, że jak jestem u rodziców to od czasu do czasu coś sobie podgrzeję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość moich znajomych jest całkowicie normalna, albo nienormalna w pozytywnym tego słowa znaczeniu, ot - pozytywnie zakręceni, ale jak patrzę na niektóre znajome (znajomych to akurat nie dotyczy), to dochodzę do wniosku, że 30-ka powinna być nieprzekraczalną granicą na urodzenie pierwszego dziecka. Co gadają o młodych mamach i większości przypisują im wpadkę, to jedno, ale obserwując je widzę, że z macierzyństwem radzą sobie dobrze - balansując podszepty serca i rozumu. Tymczasem niektórym dotąd całkowicie normalnym i twardo stąpającym po ziemi, tym 35+ po prostu jakby z chwilą porodu mózg zamienił się w budyń (bez urazy - bo nie dotyczy to wszystkich dojrzałych mam). Kiedyś świetne dziewczyny obecnie w kwestiach opieki nad dzieckiem popadają w paranoję, szkoląc (a nie opiekując się) dziecko jak napisano w poradnikach, albo zachowują się jak nadopiekuńcze babcie, albo wręcz przeciwnie dziecko staje się jedynie świetnym dodatkiem/tematem do zdjęć na FB, których ilość dzienna potrafi przebić całość z zeszłego roku, ale do opieki to nie, bo one zbyt zmęczone. Ja wiem, to kwestia każdej mamy jak wychowuje swoje dziecko, tylko czasem bywa to upierdliwe dla otoczenia.

      Usuń
  6. podziwiam, zwariowałabym podczas pierwszych 10 minut:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tam jeszcze sprawa z kojcem (mimo przesadnej reakcji) nie przeraziła, bo znam mamy, które nie potrafią się bez niego obejść. U mnie by się nie sprawdził, bo Młody nie wytrzymiuje przy ograniczonej przestrzeni dłużej niż pół godziny w ciągu całego dnia (choć potrafi z godzinę siedzieć przy komodzie i wysuwać szuflady z bielizną Tatusia) - no już taki z niego typ.

      Usuń