czwartek, 8 maja 2014

"...BO GO/JĄ ROZPIEŚCISZ!"

Chyba każdy rodzic spotkał kiedyś ciocię lub wujka "Dobra Rada", którzy mają najlepsze pojęcie o wychowaniu dzieci, bo wychowali już jakieś, albo nie wychowali żadnego, ale mają perfekcyjne podstawy teoretyczne (w swoim własnym mniemaniu). Chyba każdego rodzica drażnią dobre rady wciskane nieproszenie, czasem przez zupełnie obce osoby.

źródlo/source: http://medelapolska.pl/rozpoczecie-karmienia-jak-postepowac-po-porodzie/
Bardzo mnie drażniło czepianie się o ubranie syna - zawsze był najcieniej ubrany w okolicy, co mi wytykano, próbując uspokoić swoje rozdarte dziecko. Jakby mi ktoś przy 35+ stopni kazał siedzieć w polarze - też bym się darła, no ale to mnie się krytykowało jaka ze mnie wyrodna matka, że dziecko tylko w bodziaku. Jednak dziś nie o tym. Chciałabym napisać o radach, które rzekomo mają uchronić rodzica od rozpuszczenia dziecka "jak dziadowski bicz". Rzekomo, bo czy naprawdę nasze pewne zachowania do tego prowadzą? Najczęściej słyszałam dwie "porady" - dla mnie bzdurne i nieco sadystyczne (zwłaszcza względem noworodka).

1. "Nie reaguj od razu na płacz - na pewno dziecko chce coś wymusić."
Zaiste - noworodek rodzi się z zaprogramowanymi setkami technik manipulacji, z których z najskuteczniejsze uznaje płacz i krzyk, dlatego najczęściej ich używa. Wołanie mamy nie ma absolutnie nic wspólnego z faktem, że od niedawna maluch jest w całkiem obcym środowisku, nie słyszy znanego sobie bicia serca mamy, boi się wielkiej nieznanej przestrzeni wokół niego, jest mu zimniej/cieplej, brzuszek ma pusty, chce mu się pić, bądź w pampersie ma bałagan lub metka od ubranka drapie czy jakiś nieznany hałas je wystraszył. Dziecko od małego to sprytny manipulator i trzeba mu od razu te ciągotki ukrócić - niech wie, że nie jest pępkiem świata.
Serio, nie tylko część ludzi, ale nawet część położnych ma takie przekonania, że nie powinno się od razu biec do płaczącego dziecka, bo ono manipuluje rodzicem za pomocą krzyku. Moja na szczęście była z tych normalnych, które tłumaczyły, że do trzeciego miesiąca dziecko zwyczajnie komunikuje swoje potrzeby w ten jedyny znany sobie sposób. Nie ma w tym za grosz manipulacji, bo takiemu maluchowi myślenie abstrakcyjne jest zupełnie obce, a głos ma jedynie potrzeba bliskości i zaspokojenia jego potrzeb. Tak wiec reagowałam na płacz od razu (no chyba, ze akurat byłam w toalecie), niezależnie od przyczyny, a jak chciał na ręce to nosiłam - choćby i godzinę. I tu dochodzimy do punktu 2.

2. "Nie noś dziecka, bo je rozpuścisz."
No jasne - odbierz mu to, co zna najlepiej, co je najlepiej uspokaja - bicie swojego serca, które słyszał przez 9 miesięcy, bo noszenie na pewno uczyni z dziecka rozwydrzonego bachora. Nie przejmuj się tym, że mając go na rekach prócz okazania swojej matczynej miłości dajesz mu to, czego najbardziej potrzebuje w nowym, wielkim, obcym świecie - poczucie bezpieczeństwa. Może od razu hodować w łóżeczku niczym chomika w klatce i wyciągać tylko na "papu", mycie i zmianę pampersa?
Tę radę również całkowicie zignorowałam - gdy synek dawał znać, że chce na ręce, to go brałam, z czasem (gdy zaczął trzymać główkę) w nosidło, żeby coś przy okazji zrobić. Zawsze. Płacz mojego synka o przytulanki nigdy nie trwał dłużej niż moje dotarcie do niego. Czasem synek śpi z nami, jak się źle czuje (np. ząbkuje). Czy mam rozpieszczone dziecko? Nie. Wyraźnie widzę, że w tym okresie, gdy dopiero oswajał się ze światem dałam mu tak wielkie poczucie bezpieczeństwa, ze z czasem, posiadając nowe umiejętności coraz mniej potrzebował brania na ręce, nauczył się bawić sam, co jakiś czas tylko upewniając się spojrzeniem, że mama jest niedaleko i w razie potrzeby przyjdzie. Teraz kiedy raczkuje i staje, sam przychodzi do mnie się przytulić chwilę i wraca do swoich zabaw i nauki nowych umiejętności. Gdzie ten "rozpuszczony bachor" ja się pytam?

A jakie Wy "dobre rady" ignorowałyście?

14 komentarzy:

  1. Ja dobre rady olewam. Tak z zasady, robię po swojemu, ale Zośka trochę mi próbuje wymuszać. No tak, ale teraz chusta poszła w kąt i kiedy ma się wytulić? Nie chce spać popołudniami, w nocy przez zęby śpimy razem... Trochę się martwię, że tak jej zostanie, ale płaczącej nie zostawię :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty wiesz najlepiej czego Zosi trzeba, a bliskość rodzica, to akurat coś, co możemy dziecku dać zawsze, kosztuje tylko trochę naszego czasu, a dla dziecka jest bezcenna. To, że jej ją ofiarowujesz nie znaczy, że będziesz musiała spełniać jej wszelkie kaprysy i zachcianki - jestem pewna, że sobie poradzisz z wyznaczaniem granic. Nasz synek jak ma zły humor czy coś go boli to śpi z nami - tyle jego, niech wie, że może na nas liczyć. :)

      Usuń
    2. Zośka od jakiegoś miesiąca ma gorsze noce :P no i widać, że wymusza, ale uwagę wymusza :)

      Usuń
    3. Jej dziecięce prawo. ;)

      Usuń
  2. mnie kiedyś zdenerwowała moja teściowa, która przed wizytą Igi u lekarza, powiedziała do mnie: "Tylko ją czysto ubierz." Po prostu zagotowało się we mnie, moja teściowa, uwielbia być babcią-dobra rada, jakiś czas temu przyjeżdżała do nas moja przyjaciółka a kuzynka męża (dzięki niej się poznaliśmy) a wtedy moja teściowa wypaliła: "Tylko posprzątaj w domu, jak Olka przyjedzie", nie wytrzymałam: "a co, przyjeżdża z Sanepidem?" i się zamknęła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jakby to nie maluch brudził ciuszki tylko z założenia dziecko ubierało się w brudne ciuchy. I tak jakby człowiek sprzątał tylko od święta a normalnie spał na mchu i paproci za moskitierą z pajęczyn...
      Mnie na szczęście ominęły komentarze odnośnie czystych ubrań. Na szczęście dla komentujących, bo dziecko to dziecko i ma prawo się pobrudzić. Odkurzam podłogi codziennie, myję min. raz z tygodniu, o ile warunki pogodowe przy współpracy z mężem i psem nie wymagają częściej, a i tak dziecko po całym dniu na czworakach czyste nie jest. Maluch przecież wybrudzić się może (i brudzi) na spacerze, przy jedzeniu i przy masie innych okazji i co? Przebierać je co kwadrans?

      Usuń
  3. Hm z tym płaczem na zawołanie w pierwszych trzech miesiącach jest racją:) Jednak później malec nabywa umiejętności, sam uczy się swoich emocji. Przecież rozpoznajemy kiedy płacze bo jest głodny, kiedy ma mokrą pieluszkę, kiedy go coś boli lub kiedy po prostu chce się przytulić. Moim zdaniem każdy wychowuje swoje dziecko jak chce, jedne rady są lepsze inne trochę gorsze.

    Jednak co do noszenia to trochę tak jest, że jak dziecko ma już 5, 6 miesięcy to korzystniej dla niego jest po prostu położyć go na kocyku i zabawiać, a gdy marudzi to poprostu trzeba śpiewać, wydurniać się tak by zapomniało co go trapi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam na myśli przede wszystkim te pierwsze trzy miesiące, bo to okres, w którym budujemy u dziecka poczucie bezpieczeństwa, więź z nim, pewne przyzwyczajenia oraz uczymy się z nim nawzajem rozumieć. Dlatego dla mnie rada, by na tym etapie nie reagować od razu i unikać noszenia nie jest normalna - nauczy dziecko tylko, że nie może na rodzicu polegać.

      Już 3-4 miesięczne dziecko, któremu się stworzy poczucie bezpieczeństwa się zaczyna samo zabawiać na kocyku czy macie edukacyjnej przez różną długość czasu. A jak smyk już praktycznie cały dzień spędza na podłodze - bawiąc się, turlając, siadając, czołgając, raczkując - po swojemu poznając otoczenie, to właśnie to wzięcie na ręce/kolana jest czymś, czego czasem potrzebuje. Ja wdrapywałam się rodzicom i dziadkom na kolana nawet jako kilkulatka - żeby przytulili. No ale każde dziecko jest inne, ma inne potrzeby i każdy rodzic ma swoje metody, ale moim zdaniem to nie przytulanie czy noszenie rozpieszcza dziecko. :)

      Usuń
    2. Zgadzam sie;) sama swe dziecie przytulam ile tylko sie da;) ale staram sie mu tez dac swobode, w weekendy zawsze spie z mlodym oraz wtedy kiedy mnie potrzebuje to jest naprawde ok;)

      Usuń
    3. U mnie jeszcze jeden wariant spania z dzieckiem dochodzi - jak nie zdążę go odnieść do jego pokoju, zasnę szybciej od niego albo jednocześnie. ;D

      Usuń
  4. Olo jest z tych rozpieszczanych-noszonych i teraz mi się wyrywa :) Mimo, że czasem w ramach treningu bicepsów chciałabym go sobie ponosić, ten się wyrywa. Wszystko ma swój czas, więc cieszmy się nosić dzieci, tak szybko się wyrywają :)
    Ale tak serio, Olo nie wytrzymuje długo na łapkach, teraz liczy się tylko raczkowanie, zwiedzanie, wstawanie i upadanie. Tak jak napisałaś, jak chce się przytulić, to tak jak z kotem, sam musi przyjść, bo na siłę nie da razy :)
    Z komentarzy nt opieki nad dzieckiem, moje ulubione to "jemu chce się pić" i "gdzie to (niechodzące) dziecko ma buty"
    A w ciąży pierwsze co usłyszałam od bezdzietnej koleżanki to "musisz przez całą ciążę naciągać sobie sutki, wtedy nie będą Cię tak bolały podczas karmienia" WTF?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój syn rzeczywiście do naszego podobny, bo też od rąk preferuje odkrywanie świata, który jak już się zdążył przekonać - nie jest taki przerażający, zwłaszcza, kiedy mamę lub tatę widać w pobliżu lub gdzieś na horyzoncie.

      PS. Rozbroiła mnie doszczętnie ta rada o sutkach. ;D Ciekawe jak będzie przebiegała ciąża autorki wypowiedzi - może zaskoczyć znajomych. ;)

      Usuń
  5. masz rację, panie i panowie dobrej rady mnie irytują. Najgorzej jak mówią to przypadkowe panie na przystanku lub na mieście, że np. "oo dziecko nie powinno jeść takiej bułki" - tak miałam ostatnio, dokładnie wczoraj. Mało tego kiedy zrezygnowałam z jazdy autobusem stwierdzając, ze przejde się z dzieckiem (w wózku) do danego celu, pani na przystanku zbulwersowana powiedziała, że narażam dziecko na utratę zdrowia. Od kiedy spacer dziecku szkodzi to nie wiem...ale było ciężko. Z płaczem dziecko to niestety moja mama miała takie podejście...na całe szczęście mieszkamy daleko od siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo przecież dziecko się na spacerze męczy, sama nie wiedziałabym, że siedzenie w wózku męczy, gdyby mi w trakcie biegania z maluchem (w specjalnym wózku) tego nie uświadomiono. ;)

      Usuń