niedziela, 25 maja 2014

BAJKA O MĄCE I SKWARKACH

Ostatnimi dniami pogoda ciągle słoneczna, aż chce się przebywać na dworze. Zanim wyjdziemy na słoneczko smarujemy nasze maleństwa kremem z wysokim filtrem (z reguły 50+), pamiętamy o nakryciu głowy dla nich. Niektóre mamy nawet ciągle przestawiają wózkowe parasolki, żeby dziecko ciągle było w cieniu. Tyle dobrze. Co niektóre bardziej zapobiegliwe (tak się to staram tłumaczyć) mamy ubierają dziecku koszulki z długim rękawem, dresik i skarpetki (bądź rajstopki), choć same paradują w koszulce na ramiączkach - nie wpierdzielam się, ich dziecko. Zresztą, same czasem się reflektują widząc mojego syna bosego w samym rampersie (taki bodziak z dłuższymi nogawkami) i swojego malucha nieco rozbierają, żeby się nie gotował.

źródło/source: http://yunait.com/oferta/recupera-el-moreno-de-tu-piel-con-una-sesion-de-rayos-uva-por-solo-2-euros-en-sun-line/
Ochronę dzieci przed słońcem i jego promieniowaniem jako matki mamy opracowaną chyba do perfekcji. Jeśli zaś chodzi o nas same, to wypadamy znacznie słabiej. 

1. Nakrycie głowy
Z własnych obserwacji widzę, że mało która mama pomyśli w upalne dni o jakimkolwiek nakryciu głowy, a mamy przecież tyle możliwości - kapelusze, czapeczki, bandanki - każda mama może dobrać coś do swojego stylu ubierania i typu urody. Coś, w czym jej będzie ładnie. To nie jest "pierdoła", bo jak już nie raz powtarzałam - dbając o bezpieczeństwo dziecka, musimy najpierw zadbać o własne, zwłaszcza wśród powszechnej znieczulicy. Co będzie z naszym dzieckiem, jeśli na spacerze zasłabniemy? Poza tym jesteśmy wtedy dobrym przykładem dla dziecka, które widząc nas zakodowuje sobie, że nakrycie głowy w upalne dni jest czymś ważnym, co w przyszłości oszczędzi nam nerwów i tłumaczeń.

2. Krem z filtrem
Z doświadczenia i rozmów ze znajomymi wiem, że mało która ma używa kremu z filtrem przed wyjściem na dwór. Najczęstsze tłumaczenie to brak czasu, ale biorąc pod uwagę, że te, które go używają - wybierają naprawdę marną ochronę (np. SPF 5), mogę się domyślać, że rozbija się o efekt skwarka. Jasne, rozumiem, że opalenizna jest ładna, zwłaszcza ta naturalna, ale jestem zdania, że lepiej postawić na mocniejszą ochronę i łapać ją wolniej. Pamiętajmy, że promieniowanie słoneczne, podobnie jak to z solarium, prócz nadania skórze opalenizny, ma na nią niekorzystny wpływ - przy dłuższej ekspozycji przyspiesza jej starzenie się (fotostarzenie) i może sprzyjać powstawaniu nowotworów. Z kolei może też mieć szybko pojawiające się efekty w formie oparzeń słonecznych, o czym najlepiej wiedzą posiadaczki jasnej karnacji. Nie twierdzę, że opalanie się jest złem, ale jak wiele rzeczy - trzeba to robić z głową.
Przykład długofalowych skutków mogę oglądać we własnej rodzinie na przykładzie dwóch sióstr - 58- i 53-letniej, z których młodsza uwielbiała opalanie, starsza opalała się "w biegu" - przy okazji spacerów, wycieczek rowerowych. Młodsza ma skórę 65-latki, starszej kondycji skóry mogłaby pozazdrościć niejedna 50-latka, a i niektóre 40-latki.
Jak to wygląda u mnie - ano niestety wysoki filtr, czasem dodatkowo parasol przeciwsłoneczny, ponieważ matka natura obdarzyła mnie pieprzykami w sporej ilości, co stawia mnie w grupie wyższego ryzyka nowotworów skóry. Naturalnie jestem w związku z tym blada prawie jak mąka, córka młynarza. Ale, ale - sytuacja nie jest beznadziejna, ratuje mnie balsam brązujący Dove Summer Glow, który w miarę stosowania powoli nadaje skórze ładny koloryt, łatwo więc zapanować nad efektem końcowym, zwyczajnie przerywając na jakiś czas stosowanie na rzecz innego balsamu. Jest to dużo lepsze rozwiązanie od samoopalaczy, bo choć na efekt trzeba czekać znacznie dłużej, to nie ma ryzyka przykrej niespodzianki np. w postaci mocno pomarańczowej "opalenizny".

A więc Mamuśki, pamiętajmy: chronimy dziecko, chrońmy i siebie - lepiej być zdrową mąką niż schorowanym pomarszczonym skwarkiem. ;)

PS. I pamiętając o piciu dla dziecka, pamiętajcie o wodzie mineralnej dla siebie. ;)

10 komentarzy:

  1. Mój młody paraduje w bodziaku z krótkim rękawkiem:) Oczywiście krem z filtrem musi być!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A krem z filtrem dla mamy? Bo jako matki dbałość o dziecko mamy z reguły doprowadzoną do perfekcji, tylko o sobie gorzej czasem pamiętać. ;)

      Usuń
  2. Zośka ma kremik 30, ale ona ma ładną karnację, słoneczko jej nie zaszkodzi. Ja sama już plecy spaliłam, dzisiaj dopiero pierwszą noc będę mogła normalnie spać :/ Ale od teraz się poprawię :P

    Jeśli chodzi o naszą ochronę, to na szczęście Zosia w okolicach południa śpi, a wtedy na podwórku nie mamy jak złapać cienia. W trakcie dnia staramy się wybierać zacienione miejsca, a na spacerach nie przesadzamy, nie są teraz długie, obracamy wózek tak, żeby słonko świeciło gdzieś z boku lub z tyłu... Jeśli chodzi o chustki, to w słońcu rzeczywiście nosimy je obie, ale w cieniu nie. Dziecko bardzo dobrze oddaje ciepło przez głowę, co jest bardzo korzystne przy upałach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My spacerujemy przeważnie przed 11 i po 17, bo wtedy słońce słabiej operuje, ale nadal operuje. Mam podobne podejście - w cieniu spokojnie mogą być czapki z głów. O ile nie biorę syna w nosidle (tak - wciąż mi się zdarza), to też staram się w miarę operować wózkiem, by małego zasłonić przed słońcem, bo do parasolki nie miałam cierpliwości - więcej stania i poprawiania z tego było niż spaceru. Ale mieszkam na obrzeżach miasta, w takiej okolicy, że choć mamy piękny park, to nie brak miejsc niezacienionych, w dodatku w pobliżu mamy stawy (jeden nawet latem będący kąpieliskiem), przy których w słońcu lubią się na kocyku rozłożyć mamusie z małymi dziećmi, bez nakrycia głowy - leżing, smażing, plażing można by rzec, tylko strach pomyśleć co może być z dzieckiem, jeśli taka nie daj boże zasłabnie czy zaśnie.

      PS. Ja się raz spaliłam na wypadzie pod namioty, bo mojej buźce bardzo o to łatwo. Potem już mądry Polak po szkodzie - zsiadłe mleko, od biedy kefir przynoszą ulgę.

      Usuń
    2. My zawsze wybieramy miejsca zacienione, mamy namiot nad wodę specjalny i teraz jeszcze parasol :) Jak mogłaś zobaczyć w poprzednim poście, Zosia dostała wspaniałą chustę z dziurkami i czapeczkę też, więc mamy spokojną głowę :D

      PS. U mnie dawno takiego poparzenia nie było, aż sięgnęłam po maści na oparzenia nie tylko słoneczne...

      Usuń
    3. No bo o dzieci, to my zawsze dbamy perfekcyjnie, po Twojej Zosieńce to widać. Tylko o sobie samych czasem zapominamy. ;) Ładnie się musiałaś przysmażyć, przywoluję Cię do porządku i poprawy. ;D

      Usuń
    4. Oj widać widać! Zachowałam się jak gówniara, to się więcej nie powtórzy :D

      Usuń
    5. Haha! ;D Na pocieszenie dodam, że przynajmniej nie musiałaś przez dwa dni paradować po domu w "maseczce" z kefiru, ku wielkiej uciesze całej rodziny. Zero współczucia, bo jak stwierdzili, że uprzedzali, a za głupotę się płaci. :P

      Usuń
  3. Ja osobiście używam kremu z filtrem tylko na twarz, ponieważ ona zawsze opala mi się na czerwono ;) Na co dzień chodzę w makijażu, więc wystawiając ją bladą weekendowo na prawie 30 stopniowe słoneczko bez ochrony wyglądałabym jak upiór w operze, albo i gorzej ;) resztę ciała opalam w miarę regularnie, więc jestem w miarę zahartowana, chociaż czasami co któryś raz je również musnę kremem - w końcu lepiej zapobiegać niż leczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam największy problem z twarzą, co w sumie mnie dziwi, bo kiedyś wydawało mi się. że jako osoba ciemnowłosa nie powinnam tak łatwo palić się na słońcu. ;)

      Usuń