wtorek, 8 kwietnia 2014

ZWROTY, KTÓRYCH LEPIEJ NIE UŻYWAĆ

Chyba każdemu marzy się ten stan zadowolenia - z siebie, z tego co się posiada - i nie mówię tu tylko o kwestiach materialnych, ale i o znacznie większych wartościach jakimi są rodzina, miłość, ale i satysfakcja z wykonywanej pracy. Bywa tak, że to my sami odbieramy sobie i/lub innym szansę na bycie zadowolonym. Jak to robimy?

źródło/source: https://www.pinterest.com/pin/249105423109074709/
Są pewne zwroty, które mają moc kształtowania rzeczywistości wokół nas, a wśród nich takie, których każde powtórzenie sprawia, że coraz bardziej w nie wierzymy, co stawia przed nami ścianę coraz trudniejszą do pokonania. Poniżej przedstawiam zestawienie wypowiedzi, które moim zdaniem każdy powinien wyrzucić spośród tych przez siebie używanych, jeśli jeszcze tego nie zrobił.

1. "Nie dam rady" lub "To się nigdy nie uda"
To nic innego jak samodzielne podcinanie własnych skrzydeł, które ciągnie nas bezpośrednio w stronę porażki lub (co zdarza się częściej) w stronę rezygnacji z podjęcia jakiegokolwiek działania, bo "i tak się nie uda". A potem patrzymy na "szczęściarza", który ot tak realizuje sobie nasz pomysł, nasze marzenie, nasz innowacyjny biznesplan, który uznał, że "to nie ma prawa się nie udać". Skoro my same nie wierzymy w siebie, jak ktoś ma w nas uwierzyć?

2. "Nie dasz rady"
To zwrot bezwzględnie zakazany zwłaszcza w stosunku do najbliższych, z powodów podobnych do tych z poprzedniego postu - podcina skrzydła. Jeśli masz wątpliwości, czy dany pomysł na biznes czy inwestycja nie są zbyt ryzykowne, porozmawiaj na spokojnie o zagrożeniach z nimi związanych i sposobach zabezpieczenia przed nimi. To może pomóc dopracować coś niezłego, zamiast całkowitej rezygnacji w obawie przed porażką. Jeśli wydaje Ci się, że dziecko sobie z czymś nie poradzi, a ono chce spróbować - pozwól mu na to i motywuj.

3. "Ktoś powinien to zrobić!"
To dlaczego tym ktosiem nie możesz być Ty? Jasne, nie wszystkie rzeczy możemy zrobić sami, czasem potrzebujemy w tym pomocy, czasem potrzebujemy, żeby ktoś zrobił to za nas, ale czy to jest powód do odwoływania się do "ktosia"? Nie, zwłaszcza, że wspomniany "ktoś" ma niezwykły dar do złych rzeczy ("ktoś zepsuł", "ktoś naśmiecił"), ale niestety rzadko kiedy zrobi coś dobrego. Potrzebujesz, żeby coś było zrobione/zmienione? Zrób/zmień to sama albo zwróć się w tej kwestii do konkretnej osoby.
Rozbraja mnie na przykład jak kobita jęczy, że "ktoś powinien wynieść śmieci" w efekcie czego śmieci sobie stoją niewyniesione. Nawet jak liczy, że mąż to zrobi, to chyba lepiej zwrócić się z tym bezpośrednio do niego? W końcu kto by tam chciał być nijakim bezosobowym "ktosiem" do wszystkiego?

4. "W sumie miałam dziś, ale zrobię to jutro..."
Rozumiem sytuacje, gdy nagle wyskoczy coś pilniejszego, ale znam masę przypadków, gdy ktoś traci naprawdę dużo czasu na telewizję, Fejsika czy innego Twittera, odkładając wszystko z dziś na jutro, z jutra na pojutrze, z pojutrza na popojutrze, a potem albo na nigdy, albo na gwałt jest do zrobienia wszystko co było przełożone. Wtedy często zaczyna być to zrobione byle jak i rodzi frustrację zarówno z powodu niesatysfakcjonującego efektu końcowego, jak i braku czasu dla siebie. Po co do tego doprowadzać?

5.  "Nie będziemy o tym rozmawiać!"
Będziemy mieli niewyjaśnioną sprawę (może nawet nie pierwszą), która gdzieś tam cały czas będzie nas (a przynajmniej jedną ze stron) gryźć, ale co tam, drażliwy temat ucięty. Ta wypowiedź ma jeszcze wariant rozbudowany: "Będzie po mojemu i nie będziemy więcej o tym rozmawiać", z efektem sporo mocniejszym i wkalkulowanym ryzykiem, że i tak nie będzie "po naszemu".
Zdecydowanie polecam z obu zrezygnować. Nawet jeśli nam się to coś podoba i jesteśmy przekonani o swoich racjach, lepiej dać drugiej stronie przedstawić swoje stanowisko, wysłuchać jej (nie tylko słuchać) i zrozumieć. Bo może nie mamy racji, może istnieje kompromis, a może jednak rozmową przekonamy do swoich racji. A jaki spokój dla duszy lub kilku dusz. :)

6. "Realizowałabym swoje pasje i hobby, ale mi dziecko przeszkadza..."
K***a, idź, oddaj do domu dziecka, niczym pieska do schroniska, albo porzuć gdzieś przy drodze, bo przeszkadza, bo życia nie będziesz mieć! Nóż mi się w kieszeni otwiera na to jedno zdanie, bo przeważnie dziecko niczemu niewinne, a jest to blokada w matce, która gdzieś tam sobie zakodowała, że od porodu będzie musiała zrezygnować ze wszystkiego, bo dziecko (no i dom). Jasne, nie twierdzę, że dziecko wcale nie ogranicza, bo są pewne rzeczy, na które się nie zdecydujemy, inne będą wyglądać nieco inaczej, ale do cholery - to od nas zależy jak sobie zaplanujemy dzień i jak dostosujemy nasze pasje do nowej życiowej roli. Co dziecko przeszkadza w jeżdżeniu na rowerze? Albo w ćwiczeniu? Co dziecko przeszkadza w obejrzeniu odcinka ulubionego serialu, zwłaszcza w czasach gdy większość można nagrać lub obejrzeć w sieci? Co przeszkadza w czytaniu? Co przeszkadza w nauce - zwłaszcza tej w domu?


A jakie jeszcze zwroty Wy dołączyłybyście do tej listy?

12 komentarzy:

  1. Dla mnie pierwszy punkt jeden z najważniejszych. No i 6 ... fakt z Małym Dzieckiem nie jest łatwo, ale macierzyństwo to wyjątkowa przygoda:) Ja wcześniej co tydzień jeździłam konno teraz trochę odpuściłam... ale i tak wrócę do swoich pasji:) Z Alą znajdziemy tysiące innych zajęć, a moje stare pasje dostosujemy:)

    BO Matka bez pasji to Dziecko bez pasji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to - dzieci we wszystkim już od małego biorą z nas przykład, więc widząc rodzica z pasją oddającego się jakiemuś hobby, same pragną sobie znaleźć coś, co da im tyle radości. Mój syn podpatrzywszy mnie przy bellydance albo ...przy ścieraniu kurzy i odkurzaniu (bo wtedy też sobie tańczę między meblami i sprzątanie staje się zabawą) sam się buja w rytm muzyki - na czworaka lub stojąc przy czymś, o co się może oprzeć. ;D A muzyka gra u nas prawie bez przerwy. :)

      Usuń
  2. Czasami zdarzało mi się tak jak w Punkcie 4. Ale chyba każda z nas ma czasem słabość do poleniuchowania:D Ja tańczę z młodym w rytm moich ukochanych utworów:) Myślę, że będziemy mieli podobny gust muzyczny, bo śmieje się w głos i grucha aż bębenki pękają:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma czasem słabość do poleniuchowania, ale trzeba przyznać, że to leniuchowanie nie jest ż tak relaksujące, gdy wiemy, że coś ważnego do wykonania jeszcze nad nami "wisi". :)

      Usuń
  3. Noooo! :) To rozumiem, uwielbiam takie myślenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze prowadzanie go w życie - też uwielbiamy. ;D

      Usuń
  4. Ja pierdzielę... No wszystko popieram! To jakaś masakra :P Ja używam czasem 1, ale tylko po to, żeby ktoś mnie pozytywnie kopnął ;) czyli wiem do kogo tych słów używam :D U mnie dreszcze wywołuje stwierdzenie "trzeba by" - bo jak trzeba by, to zrób sam/a :P a nie... No, ale często też odkładam coś na "potem", często ze zmęczenia i przeładowania, czyli złej organizacji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę Twoim "kopaczem" bez gadania, że nie dasz rady! ;D

      "Trzeba by..." to mniej więcej to co 3. "Ktoś powinien to zrobić!" I mogą nam zarzucić, że są poważne sprawy i czasem się nie da samemu tego zrobić. Jjasne, ale czasem można być kamyczkiem, który ruszy lawinę. Pokazali to rodzice niepełnosprawnych dzieci, wychodząc z domu i próbując walczyć o lepsze życie, zamiast biadolić koleżance przy kawusi "no ktoś powinien coś z tym zrobić" i licząc, że ktoś nie wiedząc, że problem istnieje i jak jest duży, sam z siebie wpadnie na pomysł by pomóc. ;)

      Usuń
    2. tak, to właściwie to samo :) Ale znam rodzinę, gdzie ojciec często używał tego stwierdzenia i matka zawsze dobitnie odpowiadała TRZEBA BY :P

      Super - warto mieć w zanadrzu kilku kopaczy ;)

      Usuń
    3. łaaa, u Was też jest "trzeba by" :) spoko, ja zrobię ;)

      Usuń
  5. Dobrze napisane!
    U nas dochodzi jeszcze "Trzeba cośtam zrobić" ze strony Pawła. Trzeba kupić żarówki, trzeba sprzątnąć Pipi w klatce, trzeba wyrobić paszport, trzeba założyć polisę.
    W praktyce "trzeba" to po prostu ja. Jak trzeba coś zrobić, to robię to ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam Budującej - dla mnie to mniej więcej to samo co "Ktoś musi to zrobić".
      A na oba reaguję tak samo: "To zrób i nie marudź." :P Bo w przypadku całej rodziny na początku kończyło się tak, że podobnie jak Ty, większość ja robiłam.

      Usuń