środa, 23 kwietnia 2014

MAMO, NIE POŚWIĘCAJ SIĘ!

Nie wiem skąd w wielu obcych osobach taki pęd do zachęcania, a w zasadzie do próby przymuszenia innych do poświęcania się. Najprostszy i chyba najczęściej spotykany przykład to terror laktacyjny. Nienawidzę tych dwóch słów, nienawidzę, gdy ktoś mówi do mnie "poświęć się", bo dla mnie ma to wydźwięk wyłącznie negatywny.

źródło/source: http://40tygodni.pl/info.php?id=23
Mamo, nie poświęcaj się, nie daj sobie wmówić, że powinnaś - wcale nie powinnaś. Ani dla obcych, ani dla znajomych, ani dla partnera, ani nawet dla dziecka. Jeśli masz wątpliwości czy mam rację - proszę poczytaj dalej. 

1. Poświęcenie rodzi frustrację
Szczególnie silna jest ona wówczas, gdy późniejsze efekty poświęcenia nie są takie, jakich się oczekiwało. Bardzo łatwo wtedy wypomnieć komuś "tyle dla Ciebie zrobiłam, tyle poświęciłam", choć często rodzina ani znajomi nie prosili o to. Dzieci przecież nawet nie prosiły się na ten świat, o proszeniu o czyjekolwiek poświęcenie już nie wspominając - to była decyzja ich rodziców, bo nawet, jeśli nie były planowane, to ich matka zdecydowała się je urodzić i wychować. Dlatego ważne jest by zmienić nastawienie - nie poświęcać się, ale dawać z siebie tyle ile się może dać, nie rezygnując z siebie i swoich potrzeb, czerpiąc radość z tego dawania, nie oczekując w zamian niczego więcej prócz uśmiechu.

2. Poświęcenie nie jest dobrym przykładem
Widząc czyjeś (a zwłaszcza rodzicielskie) poświęcanie się i jego efekty (w tym frustrację), gdzieś podświadomie ludzie zakodowują sobie, że tak to już musi być, że pewne rzeczy w życiu się nierozerwalnie z tym poświęceniem wiążą, co umniejsza radość z nich czerpaną. W swoim czasie również zaczynają się poświęcać, podobny przykład przekazując kolejnemu pokoleniu, a błędne koło się kręci. Zamiast zmian w życiu pojawia się zawiść w stosunku do tych, którzy z tego błędnego kola się wyrwali. Postrzega ich się wtedy jako złych rodziców i próbuje piętnować. To stąd biorą się osoby krytykująca ładnie ubraną matkę z umytymi włosami, która ma "czelność" nie poświęcać całego czasu dziecku i domowi.

3. Zadowolona mama to zadowolone dziecko, matka z pasjami to dziecko z pasjami
Nie powinno bać się realizować swoich zainteresowań - dziecko nie potrzebuje poświęcania mu całego wolnego czasu, bo trochę się sobą zajmie (a już zwłaszcza, jeśli ma rodzeństwo, z którym może się bawić), z kolei pewne prace domowe naprawdę nie muszą być wykonywane codziennie. Jeśli ma się to szczęście mieć do pomocy drugiego rodzica, dziadków, czy nawet przyjaciółkę umiejąca się dobrze zająć dzieckiem, warto znaleźć czas dla siebie, bez wyrzutów "powinnam teraz być z moim maluchem" - przecież po to zadbało się o właściwą opiekę. Jeśli się tego szczęścia nie ma, zamiast rezygnować z pasji - można zaangażować dziecko w swoje hobby. Pokazując mu, że w życiu jest "coś więcej", przekazuje mu się w najlepszy z możliwych sposobów, że warto mieć swoje zainteresowania - mając przykład w rodzicu łatwiej będzie dziecku z czasem odkryć i realizować własne pasje, a tego przecież mu życzymy.


Jasne, zdaję sobie sprawę, że czasem nie ma wyjścia i z czegoś dla dziecka czy innej bliskiej osoby trzeba zrezygnować, ale jeśli taka sytuacja ma miejsce, znacznie łatwiej będzie przez nią przebrnąć wyrzucając na stałe ze swojego życia słowo "poświęcenie", a traktując swoją postawę jako bezinteresowny dar dla bliskiej osoby.

14 komentarzy:

  1. a ile radości sprawia robienie niektórych rzeczy razem :D Jestem jak najbardziej za braniem życia garściami, najlepiej wspólnie :D Poświęcenie? U mnie to raczej dostosowanie do nowego osobnika tego, co się działo do tej pory. A jeśli z czegoś rezygnuję, to tego chcę, i robię tak, bo tak! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak my się rozumiemy. O to właśnie chodzi, żeby nie było to poświęcanie się, tylko dostosowanie do nowej sytuacji, a ewentualna rezygnacja z czegokolwiek wynikała z tego, że my tego chcemy. Zwłaszcza, że wtedy dużo łatwiej się z nią pogodzić i nie ma ryzyka, że w przyjdzie chwila frustracji i komuś się coś wypomni.

      Usuń
  2. Ostatnio wychodzac na spotkanie z przyjaciolmi mialam wyrzuty sumienia, ze powinnam siedziec przy lozeczku mlodego. Sama sie za to karcilam. A swoje pasje realizuje z Kuba;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też pierwszy raz miałam, ale patrząc na to z drugiej strony - po co? I Kubusiowi z dziadkami (bo domyślam się, że z dziadkami został) na pewno było dobrze i dziadkowie zapewne byli zadowoleni, że maja trochę wnuka na wyłączność. Poza tym jak mama czasem "zniknie" to łatwiej dziecko przygotować do jej powrotu do pracy.

      Usuń
    2. Tak już później sobie tak to przetłumaczyłam. Dziadki wnuka uwielbiają także byli zachwyceni:)

      Usuń
    3. Tyle osób zadowolonych na raz. :)

      Usuń
  3. Twoje teksty zawsze trafiają w sedno sprawy. Im większe poświęcenie, tym większa frustracja. Ja dla dziecka się nie poświęcam, po prostu się o niego troszczę i uwielbiam spędzać z nim czas. Gorzej z jego tatą. Pomyte okna, posprzątane, poprasowane, obiad na stole a on nawet szklanki po sobie nie potrafi umyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moich własnych obserwacji wynika, że "chłopu" to trzeba jasno wszystko powiedzieć np. "proszę, umyj po sobie szklankę".
      Taka niestety jest tendencja wychowania w wielu domach, że osobników płci męskiej trzyma się z dala od obowiązków domowych, wyręczając ich w tych kwestiach, więc nie maja tego "odruchu". Najłatwiej to zauważyć kobietom, które mają braci, bo od większości z nich, w przeciwieństwie do ich braci, oczekiwało się pomocy w kuchni czy przy porządkach, na chłopców zrzucając jedynie wynoszenie śmieci. Nawet jeśli były wyznaczone dyżury "przy garach", to gdy córka nie wywiązała się ze swojej tury było marudzenie, zaś gdy nie wywiązał się z niej syn, tez było marudzenie ...do córki, bo "jako kobieta powinna mieć odruch". Dlatego to my musimy pomóc swoim partnerom z ich przyzwyczajeniami, oraz wychowując nasze dzieci nie powielać błędów poprzednich pokoleń spychających kobiety do określonych ról. Jest to możliwe - mój mąż robiąc sobie rano śniadanie zawsze zostawiał taki bajzel w kuchni, że wstając rano musiałam ją "odgruzowywać" przed zrobieniem sobie śniadania - regularnie powtarzane prośby o posprzątanie po sobie przyniosły efekty, ba - nabył również odruchu pytania, czy w czymś mi nie pomóc i gotowania w dni wolne.

      Usuń
  4. Ja też za pierwszym razem się głupio czułam jak wyszłam ze znajomymi, ale teraz juz ok. Co do pomagania to moj mi pomaga i jestem mu wdzięczna !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja mojemu też, choć na jego pomoc w zasadzie mogę liczyć tylko w niedziele. ;)

      Usuń
  5. Trzeba znaleźć złoty środek i nie zapominać również i o sobie. Niestety z pewnych rzeczy trzeba zrezygnować, bo nie ma innej opcji. Jednak wiele też zależy od tego jak się zorganizujemy, no i czy możemy liczyć na pomoc bliskich osób. Ja mam to szczęście, że moi rodzice mieszkają blisko, więc syn często do nich chodzi i razem spędzają czas, co dla obu stron jest bardzo korzystne. Mąż również bardzo pomaga.
    Trochę gorzej jest z bardzo małym dzieckiem, człowiek siłą rzeczy jest bardziej uziemiony, ale z czasem jest łatwiej i lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z małym dzieckiem, fakt, człowiek bywa uziemiony, ale jak wcześniej stwierdziłaś - wiele na szczęście zależy od naszego zorganizowania i umiejętności znalezienia tego złotego środka. Wtedy i mama szczęśliwa, i dziecko. Tymczasem zawsze znajdzie się jakaś obca osoba (lub nawet ktoś w rodzinie), która zacznie krytykować - a to makijaż, a to wszelką formę aktywności, ba - nawet świeżo umyte włosy, bo przecież dziecku i domowi się trzeba POŚWIĘCIĆ, a nie "głupotami" zajmować.
      Jeśli zaś chodzi o kwestię konieczności naszej rezygnacji z czegoś, to nie musi być równa z poświęceniem - wszystko zależy od naszego nastawienia psychicznego. Jeśli podejdziemy do niej nie jak do przykrej konieczności (jaką jest poświęcenie), ale jak do daru, który ofiarujemy bliskiej osobie, to ta rezygnacja nagle przestaje być dla nas przykra.

      Usuń
  6. Brawo, Nic więcej pisać nie trzeba! <3
    Musimy się kiedyś spotkać, byłoby o czym gadać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie wątpię, że tematów by nie brakło. ;) Mam nadzieję, że kiedyś się nadarzy okazja.

      Usuń