czwartek, 13 marca 2014

"WOJNA CYCOWO-BUTELKOWA": SZANUJMY SIĘ

Niby matka matkę powinna zrozumieć, a jak przychodzi co do czego, to czasem okazuje się, że lepiej sobie z tym zrozumieniem radzą panowie - i drzwi ciężarnej przytrzymają, i  miejsca w tramwaju ustąpią, i w kolejce po zakupy przepuszczą, bez głupich tekstów w stylu "zrobi se taka dzieciaka i na przywileje liczy". Mam wrażenie jednak, że największy brak wzajemnego zrozumienia i szacunku panuje na linii części mam karmiących naturalnie i tych karmiących mlekiem modyfikowanym, a do tego jeszcze konflikt zaostrzają niektóre niedoedukowane położne.

źródło/source: http://weblog.infopraca.pl/2010/09/karmienie-piersia-w-pracy/
W temacie nadmienię, że karmię piersią odkąd w godzinę po cesarce przyniesiono mi synka i przystawiono do piersi. Synek ma już 9 miesięcy, ale nadal na żądanie dostaje moje mleko i nie ukrywam, że jeśli natura pozwoli, chciałabym go karmić ok. 1,5 roku. Szanuję jednak mamy karmiące butelką i jest mi przykro obserwując te niepotrzebną "Wojnę o Cyca i Butelkę".

Jasne, każdy wie, że mleko matki jest dla malucha najlepszym pokarmem, posiada idealny skład dopasowany do jego potrzeb, zwłaszcza że ten zmienia się w ciągu doby, a nawet i w ciągu karmienia, poza tym przy chorobie mamy zawiera przeciwciała, które pomogą dziecku. Zalet mleka matki jest mnóstwo i nie kwestionują ich butelkowe mamy, które nie dlatego nie karmią piersią, że uważają mleko modyfikowane za lepsze, albo wybierają butelkę wyłącznie z kaprysu lub dlatego, że wolą karierę od dziecka (choć przecież i mamom karmiącym naturalnie nie przeszkadza to wrócić do pracy). Tymczasem, niestety, często uważa się je za gorsze, wyrodne matki, które dziecku piersi żałują i nie chcą się dla niego - tu magiczne słowo: "poświęcić".

Pamiętajmy, że dla matki dziecka jego dobro jest najważniejsze i jeśli sięga po butelkę, to właśnie z tego powodu. Kiedy nie może karmić piersią, to najważniejsze jest po prostu zaspokojenie potrzeb dziecięcego brzuszka w inny sposób. Maluch nie umie przecież przeprowadzić fotosyntezy, żeby wyżywić się samą wodą i energią słoneczną. ;) Mówi się, że każda matka ma pokarm właściwej jakości dla jej dziecka i ja wierzę, ze jest to prawda, jednak czy to znaczy, że każda matka może karmić piersią?
- Piersi piersiom nierówne, dziecko dziecku nierówne, są przypadki, w których kontakt dziecka z piersią kończy się obolałymi i krwawiącymi sutkami. Jasne, jedne matki znajdą właściwą pomoc (na własny koszt w poradni laktacyjnej) lub same z siebie przebrną przez ten problem, inne bliskie załamania sięgną po butelkę. Padają zarzuty, że egoistka, że powinna się POŚWIĘCIĆ dla dziecka. A gdzie zrozumienie dla matki, która już nie ma sił psychicznych i fizycznych, nie mając znikąd pomocy, a jeszcze często będąc terroryzowaną, że nie umie dziecka piersią nakarmić? Wiele położnych jest niedoedukowanych, zdarzają się do tego strasznie nieempatyczne, a i nie każda poradnia laktacyjne umie pomóc.
- Części mam wydaje się, że jak często karmią, to mają zły pokarm i dziecko się nie najada, choć przecież nasza mleczarnia produkuje dokładnie tyle ile potrzeba. Niestety nikt nie uznaje za stosowne przygotować matkę psychicznie do karmienia, wytłumaczyć, że ilość mleka w piersiach zależy od tego ile dziecko zjada. Ile mam wie o tym, że skład mleka zmienia się nie tylko w ciągu doby (nocne mleko jest tłustsze), ale i w czasie karmienia - na początku jest słodkie i wodniste, więc zbyt szybka zmiana piersi spowoduje, że dziecko się tylko napije, ale nie naje? Ile mam wie o tym, że nawet jeśli wydaje nam się, że pierś jest pusta, to maluch nie dość, że i tak się napije, gdyż produkcja trwa ciągle, to jeszcze będzie stymulował wzrost produkcji mleka? Mamy, które są niedoinformowane i żyją w przekonaniu, że ich pokarm jest niedobry są nierzadko bliskie załamania, że nie są w stanie nakarmić swojego dziecka.
- Część mam ma problem z częstym zapaleniem piersi i zastojem pokarmu, nierzadko spotykają się z brakiem specjalistycznej pomocy, by sytuację unormować, a w niektórych przypadkach sytuacja jest nie do opanowania i jedynym rozwiązaniem dla zdrowia matki pozostaje zahamowanie laktacji.
- Część dzieci ma silne alergie pokarmowe i wymagają od matki bardzo restrykcyjnej diety, której nie każda mama jest w stanie podołać przez kilka miesięcy, czasami nawet nie pomaga stosowanie tej diety i karmienie piersią nie jest tym najlepszym dla niego rozwiązaniem.
- Są mamy, które na skutek np. sytuacji stresowej nagle straciły pokarm - wypadek, poważna choroba czy nawet śmierć bliskiej osoby potrafią do tego doprowadzić, tak było np. w przypadku mojej mamy i musiała przejść na karmienie mnie mlekiem modyfikowanym.
- No i w końcu mamy też te mamusie, które zwyczajnie nie radzą sobie psychicznie z karmieniem, ssanie piersi przez dziecko jest dla nich niekomfortowe, drażni je i stresuje. Są też takie, które denerwuje problem dziecka z uchwyceniem właściwie sutka, a którym nikt z tym problemem nie pomoże, więc przeciągając się w czasie staje się przyczyną rezygnacji z karmienia piersią, a w zasadzie jego prób.
W powyższych sytuacjach sięgnięcie po butelkę i zaspokojenie jednej z podstawowych potrzeb dziecka, jaką jest jedzenie, pozwala jej odzyskać równowagę psychiczną, cieszyć się macierzyństwem, a to korzystnie wpływa na dziecko, bo zamiast sfrustrowanej, załamanej i rozdrażnionej mamy ma spokojną mamę, która daje mu poczucie bezpieczeństwa, oraz może w pełni okazywać mu swoje uczucie.
Nie możemy również zapomnieć o mamach, które karmią mlekiem modyfikowanym ze względu na przyjmowanie leków na chorobę przewlekłą, które wraz z mlekiem matki mogłyby przeniknąć do organizmu dziecka w ilościach zdecydowanie zbyt dużych. Historię o tym, jak parcie na karmienie naturalne w takiej sytuacji omal nie doprowadziło do tragedii możecie przeczytać TUTAJ
Wiele matek karmiących piersią zarzeka się, że nie słyszało określenia "terror laktacyjny", ale on istnieje, inaczej matki karmiące butlą nie musiałyby się tłumaczyć i zasłaniać całą historią, która je do niego skłoniła. 

To jest tylko jedna strona barykady, bo mamy butelkowe często są osaczone przez te "cycatki" i fanatycznych obrońców "jedynej słusznej metody karmienia", którzy uważają je za gorsze i wyrodne matki, w związku z czym nie pozostają dłużne mamom karmiącym naturalnie. Nierzadko padają zarzuty o to, że się wywyższamy z powodu karmienia piersią, uważając się za lepsze matki i poniżając te, które piersią nie karmią. Kpi się z nas, że jesteśmy tak dumne z tego że możemy karmić naturalnie, że będziemy to robić choćby i do piątego roku życia dziecka, choć to jest chore, ale według nas "to takie super dla dziecka". Coraz większa jest też nagonka na mamy karmiące piersią w miejscach publicznych, bo cyce wystawiają, obnoszą się z nimi i z tym swoim karmieniem, nie biorąc zupełnie pod uwagę, że niektórych może to obrzydzać. Tylko jakoś sama karmiłam piersią np. w galerii, widziałam inne karmiące matki i nie zauważyłam zjawiska "wystawiania cyca", bo zawsze wybierałyśmy takie ubrania, takie miejsca i tak siadałyśmy, żeby zapewnić sobie i maluchowi choć odrobinę intymności i wymagałoby to zainteresowania i zaangażowania, a nie przypadkowego spojrzenia, żeby sobie na tę sławetną pierś popatrzeć.

Ta wojna butelkowo-cycowa dla mnie jest absurdalna i bezsensowna, dlatego mam nadzieję, że mamy karmiące naturalnie, które dotąd nie miały zrozumienia dla mam butelkowych, oraz mamy butelkowe zrażone do mam karmiących piersią - zaczną szanować siebie nawzajem. Wspierajmy się, bo przecież wszystkie nas łączy jedno - miłość do naszych dzieci i pragnienie dla nich tego co najlepsze.

Mam też nadzieję, że zmieni się nastawienie i poziom wykwalifikowania położnych, które zamiast nakłaniać do karmienia piersią przez sugerowanie (żeby nie powiedzieć "wyzywanie"), że karmienie butelką jest gorsze, więc kobieta jest złą matką, będą służyć życzliwa radą i pomocą już od pierwszych godzin po porodzie. Ja trafiłam świetnie - dostałam dziecko w niecałą godzinę od cesarki, położna pomogła mi go przystawić do piersi, bo leżałam jak kłoda, w dodatku obolała po cięciu, ale gotowa do karmienia; po karmieniu zabierała mojego synka do innych dzieci i przynosiła, gdy znów był głodny. Odpowiadała na każde pytanie i wątpliwości, gdy miałam kryzys czy wszystko z moim mlekiem jest ok, tłumaczyła jak masować piersi, jak sobie radzić z zastojem pokarmu... Raz mi podkarmiła synka mlekiem modyfikowanym (pytając wcześniej o zgodę), bo syn urodził się duży, miał duże wymagania, a pokarmu na start nie było aż tak wiele, więc niemal bez przerwy wisiał przy piersi i nie mógł zasnąć. Z kolei ja po 36h od cesarki, obolała, bez snu powoli nie dawałam rady. Położna spokojnie wytłumaczyła mi, że od odrobiny mleka modyfikowanego mały nie zrezygnuje z piersi, a oboje się odrobinę prześpimy  i to nam dobrze zrobi. Zgodziłam się, bo żal mi było mojego synka i oczywiście po zregenerowaniu sił obojgu nam było łatwiej. Koleżance z pokoju pomagała z pierwszymi karmieniami butlą, bez nikomu niepotrzebnych komentarzy o niekarmieniu piersią. Każdej przyszłej przyszłej mamie życzę takiej położnej i mam nadzieję, że będzie ich przybywać, bo jeśli mamy promować karmienie piersią, to to jest moim zdaniem właściwa droga. :)

21 komentarzy:

  1. No baba wyjątkowa, ja nigdy nie spotkałam się z komentarzami :) Na szczęście, bo takiej osobie, to by się dopiero oberwało. Jeśli chodzi o karmienie, to karmię (tak jak Ty) od pierwszych chwil do teraz, czyli niemal 9 miesięcy. Były gulki pod pachami, były zastoje. Były też braki, ale i tryskające wszędzie mleko. Dla mnie karmienie to ważna sprawa i walczę o każdą nową karmiącą, bo wiele z nich przestaje z powodu niewiedzy. Dają butlę, bo dziecko je co godzinę, więc się nie najada... pomimo tego, że przybiera kilo miesięcznie. i wtedy się wkurzam. tak samo jak na każdą babę gadającą na temat butelki tego, żeby dać butlę na lepsze spanie. i takim mówię stanowcze nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam sie przed całym zebranym tutaj tłumem. Jako położna i jako kobieta jestem za karmieniem piersią, lecz nie potępiam butelkowych. Od początku karmiłam tylko piersią całe 3 miesiące, nie było braków pokarmu, było aż nadto. Kuba zachwycony ja równie szczęśliwa, lała się krew z brodawek, ale nie poddawałam się. Lecz przyszedł pewien sądny dzień, gdy lekarz zakazał mi karmienia! ( PS. Nie wierzę w każde ich słowo, ale tym razem musiałam się z tym zgodzić) a właściwie alergolog. Ja wykształcona położna, wiedziałam, że mało jest powodów dla których wskazane jest odstawienie od piersi. Ale wyszła taka oto historia: Ja mam Atopowe Zapalenie Skóry w fazie nasilonej remisji= bez maści i leków sterydowych ciążko jest. Kuba= odziedziczył po mnie tą przypadłość niestety. W ostatnich tygodniach tak go zsypało, że wręcz był chodząca raną. jeszcze trochę i zaczęłaby sie lać krew. Lekarka stwierdziła iz z pokarmem mimo surowej diety restrykcyjnej przekazuje mu przeciwciała i alergeny odpowiedzialne za tą atopię u niego.
      Przepłakałam kilka godzin. Az w końcu otarłam, oczy i powiedziałam, że moge być szczęśliwą matką karmiąc nawet butelką. Było ciężko na poczatku, serduszko po dziś dzien mi pęka. Ale widzę, że mój mały choć ciażko było mu się rozstać cycem jest szczęśliwy. Po pierwsze zmiany prawie znikły, są nieznaczne. Może spac i jeść spokojnie. To mi dodaje sił. Czasami zdrowie dziecka jest ważniejsze aniżeli, nasza chęć karmienia.

      Usuń
    2. Ja w pełni popieram karmienie piersią, popieram jego promowanie, ale w formie właściwej, nie atakującej nikogo i nie oceniającej tego, jaką się jest matką przez pryzmat tego czym się karmi. Popieram promowanie karmienia w formie kampanii informacyjnej, przeszkolenia położnych, szczególnie tych przychodzących na wizyty patronażowe, żeby mogły mamom karmiącym pomóc, doradzić, rozwiać wątpliwości, ale również właściwe informowanie o przypadkach, w jakich karmienie piersią jest niewskazane. Popieram darmowy lub stosunkowo niedrogi dostęp do doradców laktacyjnych. Pomogłoby to matkom, które z ciężkim sercem rezygnują z karmienia piersią, bo nie wiedzą jak sobie poradzić z problemami z tym związanym, gdy się pojawiają. Nagonka na butelkowe mamy, wmawianie im, że są gorsze i nierzadkie próby zmuszania ich do karmienia piersią, to nie rozwiązanie, bo przymus każdego odstrasza, a do tego jeśli cierpią na depresję poporodową, to takie traktowanie może ją zaostrzyć. Promowanie karmienia naturalnego, jeśli ma odnieść skutek (na tych, na których może), powinno odbywać się przez informowanie, zrozumienie i wzajemny szacunek, a nie przez terror i wmawianie, że butelka jest zła i karmiące nią również.

      Przypuszczam, że gdyby takiej nagonki na karmienie mm nie było, łatwiej by Ci było, Aniu, zrezygnować z karmienia piersią, w sytuacji, w której nie miałaś innego wyjścia, bez tego okresu poczucia, że jesteś gorszą mamą. :)

      Usuń
    3. Piękne słowa. Również i całym sercem będę promowała w swoim życiu i pracy zawodowej karmienie piersią. Ale nie drogą po trupach, zawsze każda z nas powinna mieć alternatywę. Jasne na pewno byłoby łatwiej, presja społeczeństwa jest ogromna. jesteś położną, matką Tobie nie wypada. Ale już zmieniłam nastawienie. Grunt to świadoma decyzja. Moim zdaniem każda matka wybiera najlepszą opcję dla dziecka i dla siebie:)

      Usuń
    4. I to zdanie: "każda matka wybiera najlepszą opcję dla dziecka i dla siebie" każdy fanatyk powinien sobie wydrukować i przywiesić na lodówce, albo i nawet wytatuować, żeby zapamiętać i nie wchrzaniać się w cudze normalne życie. Bicie jest patologią, karmienie butelką jest KARMIENIEM. ;)

      Usuń
    5. Dokładnie:) I jeśli kiedyś wyczytam na czyimś blogu, że piętnuje te czy te mamy to mu wkleję taką przypominajkę:)

      Dziś na blogu poruszyłam temat, dyskryminacji mam przez inne mamy. Ten temat również jest obecnie nieco kontrowersyjny.
      http://www.nieidealnamatka.pl/2014/03/odpowiedzialne-macierzynstwo.html

      Usuń
    6. O to też jest problem, bo przecież dla niektórych cudze życie ciekawsze od własnego i nim wolą żyć. ;)

      Usuń
  2. Świetny tekst :) Jestem mamą butelkową i nawet od obcych, dopiero poznanych ludzi, słyszałam złośliwe komentarze. Olek jest duży, jadł co godzinę przez godzinę, czyli 12h na dobę, do tego ścisła dieta ze względu na jego alergię i z mamy zrobiło się zombie-niewyspana, niezadowolona bo w domu syf, z poczuciem winy, głodna i zdemotywowana. Pediatra przepisał Bebilon Pepti (szłam ze stanem przedzawałowym bo bałam się, że mnie opieprzy), dziecko się najada, je regularnie, rośnie i jest zdrowy. A mama? Mama chodzi uśmiechnięta i zadowolona z siebie, że sama potrafi wszystko ogarnąć a do tego dziecko jest wesołe i pogodne. Tylko czasem trafi się jakaś wścibska baba i przypomni mi, że jednak jestem złą mamą.
    I masz rację, faceci są bardziej wyrozumiali. Kobieta kobiecie wilkiem :( A matki walczą o tytuł "Najlepszej Matki Polki" krytykując inne mamy zamiast zrozumieć, że każdy żyje po swojemu i wg swoich przekonań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo facet widzi zadowolone, najedzone, zdrowe dziecko i nie potrzebuje żadnych więcej dowodów, że kobieta dba o nie najlepiej jak potrafi, a z kobietami, z tą walką o tytuł "Najlepszej Matki Polki" trafiłaś w samo sedno. I co innego rady na blogu, na którego ktoś wejdzie zapewne tej rady szukając lub z ciekawości, bo może przejrzeć kilka blogów czy for i spojrzeć na sprawę z różnych stron, a potem wybrać podejście mu najbliższe. A co innego, jak Cię (bezpośrednio Ciebie, a nie jakiegoś anonima) taka Matka Polka (bez odniesienia do bloggerki o takim nicku) dopada i próbuje zmusić do jedynej słusznej ścieżki macierzyństwa.

      I przykre jest to, że mam wrażenie, że kiedyś nikt cudzymi cyckami nie rządził, nie było takiej nagonki na mleko modyfikowane nie było, choć były one znacznie gorszej jakości niż te produkowane teraz. W każdym razie moja mama nic takiego nie pamięta, a należała do tych butelkowych.

      Usuń
  3. Zgadzam się z tobą w zupełności. Takie wszystkie położne powinny być

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest szansa, że młode pokolenie położnych, które poznało pojęcie "terroru laktacyjnego", być może i na własnej skórze, będzie zmierzać ku jego likwidacji i zastąpieniu go właściwym podejściem. :)

      Usuń
  4. Hmm ja się bałam karmienia piersią, nie miałam pokarmu i jeszcze mąż mnie zdenerwował i w ogóle już mleko z piersi wyparowało. Oczywiście do dziś słucham o tym że o pewnie to był mój kaprys i w ogóle.
    A z wrednosci ludzi- miałam taką sytuację w tramwaju- wsiadła starsza kobieta, ja z dużym brzuchem siedzę (gorąco ledwo żyję gdy wstanę to chyba padnę) i nagle od jakiejś na oko 30kilku latki słyszę "może Pani ustąpi miejsca tej starszej pani? Młoda z brzuchem to i stać może"
    Posłałam babe do diabła i wysiadłam na następnym przystanku.


    A, p.s.
    Wróciłam, piszę i ćwiczę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, nie ma to jak nerwówka zamiast wsparcia, zwłaszcza dla początkującej mamy, którą czasem ta zmiana w życiu nieco przeraża, nawet jeśli planowana była od kilku lat... Niech gadają - ważne, że dziecko najedzone i szczęśliwe, przy zadowolonej mamie. :)

      Usuń
  5. Ja należe do grupy tych "nienajadających się", ale mój pokarm był na prawdę mało wartościowy. Moje dziecko mając 2 miesiące przytyło ok 100 g przez miesiąc. Brakuje mi strasznie tego cycowego karmienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to faktycznie niewiele, mój smyk przybierał na początku po ok. 500g na miesiąc. Szkoda, że się nie udało, nie dziwię się też, że Ci tego brak, bo to niesamowite uczucie i nie przesadza się mówiąc o tej więzi, jaka się buduje podczas karmienia. Ale przynajmniej teraz się najada, no i tę więź buduje się również przy karmieniu butlą (w dodatku przy nim nawet tatuś ma na to szanse) - przecież nikt nie "strzela" z butli, niczym z pistoletu na wodę, wprost w otwartą buzię leżącego w łóżeczku dziecka, tylko jest ono w ramionach rodzica, zaznaczmy - kochającego rodzica. :)

      Usuń
  6. Zgadzam się i podpisuję pod notką "ręcyma i nogyma" ;)
    Sama czytałaś na moim blogu, że jak się znajdzie fanatyczka karmienia, a raczej owego "poswiecenia", to nie przegadasz. Karmić nie mogłam, nie miałam jak, nie karmiłam, teraz za nic świadomie bym się na to nie zdecydowała (nawet, gdybym mogla), pamiętna położna zadała mi traumę na całe życie. Kuba od początku na butli, zdrowy, spokojny, ja też. Dziecka to nie skrzywdziło.
    Pozdrawiam wszystkie mamy karmiące wykazujące zrozumienie dla mam butelkowych! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja powiem szczerze, że nie planowałam smarować swoich wypocin, bo w temat jest wałkowany chyba wszędzie, w różnych aspektach i z poparciem różnych stanowisk, ale sytuacja, o której wspominałam na FB, mnie do tego sprowokowała:

      Krzesełko we Wrocławskiej Magnolii, co prawda przy jadłodajniach, ale na takim uboczu, żeby nie rzucać się w oczy, tyłem do zebranych, przodem do dużej rośliny doniczkowej. Dyskretnie wyciągnięta pierś, którą zasłania pijacy synek.

      [O]bca baba (zachodzi z tyłu i klepie w ramię): Karmi pani tak piersią tutaj, publicznie? Po co to się tak obnażać? Gorszyć otoczenie.
      [J]a (patrząc na zgorszoną roślinkę): Syn zgłodniał, to je. Frytek mu przecież nie kupię, a butelki nie używam.
      [O]: Bo te co z butelki karmią to jeszcze gorsze, tuczą te dzieci jak prosiaki, a potem tyle się o otyłości mówi.

      Tu już widząc, że sobie w spokoju nie pokarmię, odstawiam syna, chowając pierś, zapinam bluzkę, wstaję, obracam się do kobiety, która okazała się byc panią koło 40-ki, więc zapewne także matką i syczę przez zęby:

      [J]: Tak, proszę pani, najlepiej, k***a, zagłodzić, żeby się szczupło w trumnie prezentowało...

      Normalnie staram się nie kląć, no ale bez przesady... Do wyjścia odprowadzały mnie wrzaski baby, która chyba nie wie co to sarkazm, na temat mojej patologii i tego, że opieka społeczna powinna mi dziecko zabrać...

      Usuń
    2. Żal... co to się takie babsko wpier.ala... Może niech dziecko płacze głodne, bo jej cudza pierś przeszkadza ;/
      I to prawda, że facet uwagi nie zwróci, chyba, że jakiś ochroniarz na prośbę innej baby.

      Usuń
    3. Pierś przeszkadza, butelka też, bo mm tuczy (i nie wmówisz, że w butelce jest odciągnięte mleko, nawet gdy to prawda, bo obca baba wie lepiej), to konia z rzędem temu, kto wymyśli jak nakarmić dziecko poza domem bez komentarzy.

      Usuń
    4. Brawo za reakcję :) Trzeba było się jej jeszcze zapytać co ona ma dziś na obiad :)

      Usuń
    5. I skomentować kaloryczność oraz wartości odżywcze każdego produktu. :P

      Usuń