środa, 26 marca 2014

PRACA W DOMU: wyobrażenia a rzeczywistość

Jak słucham niektórych ludzi, to czasami mam wrażenie, że wiele osób, które nigdy nie pracowały zawodowo w domu, wyobraża sobie ten rodzaj pracy jak piękną bajkę: siedzenie w mieszkaniu i posiadanie mnóstwa czasu na wszystko. Jak w rzeczywistości wygląda taka "bajka"?

źródło/source: http://pielegnacjadziecka.pl/mama/kochajaca-mama
Pracując poza domem, zamykając za sobą drzwi mieszkania, sprawy domowe zostawiamy tam, a w pracy możemy w pełni oddać się sprawom zawodowym. Opuszczając zaś miejsce pracy i wracając do domu, możemy w pełni poświęcić się sprawom rodzinnym. Pracując w domu ciągle jesteśmy i w domu, i w pracy - te dwie strefy wzajemnie się przenikają...

Choć praca w domu wydaje się idealnym rozwiązaniem zwłaszcza dla rodzica z dzieckiem, to tak naprawdę nie jest pracą dla każdego. Najważniejszymi cechami (prócz niezbędnych umiejętności zawodowych) jest bardzo wysoka samodyscyplina, doskonałe zorganizowanie, umiejętność błyskawicznej zmiany planów i dostosowania ich do aktualnej sytuacji. Podzielność uwagi też się bardzo przydaje. Trzeba pamiętać, że płaci się nam za wykonaną w terminie pracę i mało kogo obchodzą wymówki, że mamy dziecko/dzieci, bo jeśli nam przeszkadzają w wykonywaniu obowiązków, to znak, że trzeba zmienić pracę na taką, z którą sobie poradzimy.

Wysoka samodyscyplina jest bardzo ważna, bo jest cechą, która pomoże nam sprawnie pracować nie tylko wtedy, kiedy mamy dziecko pod opieką, ale również wtedy, gdy dzieckiem zajmuje się ktoś inny np. jest w przedszkolu. Pozwoli ona uniknąć błędów z kategorii "małego nie ma, mam teraz mnóstwo czasu, to jeszcze zdążę tę kawkę, serial, a to jeszcze zrobię, i tamto... o rany! już piętnasta?!" Pracując w domu po prostu trzeba się skupić, w pełni zmobilizować i jak najwięcej pracy wykonać w możliwie jak najbardziej sprzyjających warunkach, nierzadko kosztem przełożenia swoich przyjemności, bo terminu oddania pracy trzeba dotrzymać. Trzeba umieć sobie wyznaczyć minimalny zakres pracy do wykonania na dany dzień i tego dotrzymać, przekładanie pracy "na jutro" może się skończyć zbyt dużym jej nagromadzeniem w pobliżu deadline, a co jeśli na to nałoży się nagła choroba dziecka, której przecież nie zaplanujemy?

Kolejną cechą, o której wspomniałam, jest doskonałe zorganizowanie, które pozwoli nam rozplanować obowiązki domowe i zawodowe, z uwzględnieniem tych, które czekają nas przy dziecku - zarówno tych w pełni planowanych: spacer, posiłki, jak i tych mniej: drzemki (które są różnej długości), potrzeby fizjologiczne i zwykły czas dla dziecka, z którego nie możemy rezygnować przez pracę będąc z nim w domu. Wiele mam ma problem ze zorganizowaniem swojego czasu jeszcze na urlopie macierzyńskim, nie będąc obciążonym dodatkowymi obowiązkami zawodowymi. Jeśli w ciągu dnia już na tym etapie mają problem znaleźć czas na wszystkie niezbędne, zaplanowane na dany dzień czynności, czy choćby te pół godzinki na umycie włosów, a metoda narzucenia sobie większej ilości obowiązków (celem poprawy swojego zorganizowania) nie przynosi efektu - praca w domu nie jest dla nich.

Kiedy dziecko jest w domu i nie mamy dodatkowej osoby, która się nim zajmie (bo przecież w większości po to decydujemy się na pracę w domu, by godzić karierę z opieką nad dzieckiem) musimy liczyć się z tym, że nasze planowanie nie raz weźmie w łeb, bo niezależnie od swojego wieku, dziecko nie raz oderwie nas od pracy swoimi potrzebami - od przewinięcia/nocnikowania, przez jedzenie, po zwykłą potrzebę mamusinej uwagi i towarzystwa. Niestety, również choroba dziecka dezorganizuje dzień - w pracy na etacie można wziąć na ten czas L4, ale jeśli jesteśmy np. na własnej działalności klient może nie zrozumieć niedotrzymania terminu - nie każdy jest empatyczny. Wiele może być sytuacji, gdy trzeba przerwać pracę i zająć się dzieckiem, no i zmienić rozplanowanie dalszych zadań. Nie oszukujmy się - nie zdarza się to rzadko, kilka razy na dzień. Musimy więc liczyć się z tym, że zaplanowanie sobie pracy na dane godziny nie oznacza, że w nich uda nam się ją skończyć (czy choćby zacząć) - możemy ja kontynuować w godzinach, które w innym przypadku mogłybyśmy poświęcić partnerowi, albo zarwać parę godzin w nocy, a to z kolei powoduje większe zmęczenie dnia następnego.

Kiedy nasze dziecko jest mobilne, to nawet jeśli sporo bawi się samo, podzielność uwagi jest praktycznie niezbędna - nie zamkniemy go przecież w kojcu, jak w klatce, na parę godzin, bo pracujemy. Tym bardziej, jeśli dziecko na kojec jest zbyt duże i nie stanowi on dla niego żadnego ograniczenia. Z kolei pozostawienie malucha bez nadzoru nie wchodzi w grę, bo może sobie krzywdę zrobić lub w najlepszym przypadku poczynić spustoszenia w mieszkaniu lub porządku w nim.

W trakcie pracy w domu czasem i pomoc przy dziecku okazuje się być tylko dodatkową przeszkodą, bo np. zamiast zabrać dziecko na spacer, czy po prostu zająć się nim w innym pokoju, opiekun przyjdzie do Ciebie i - nie, nie zaproponuje herbaty - będzie grzecznie zabawiał Cię rozmową, bo przecież "siedzisz tylko przy tym laptopie". Nierzadko decydując się na ten rodzaj pracy narażamy się na brak zrozumienia rodziny i znajomych: "Jak to nie można Cię odwiedzić? Przecież SIEDZISZ w domu..." PRACUJĘ w domu. "No właśnie, to przecież masz czas..." Grrrr...

Do tego wszystkiego dochodzi kwestia tego na jakich zasadach praca w domu się odbywa. Jeśli jest się zatrudnionym na etacie, to jedyne co nas martwi to to, by na czas przekazać szefostwu efekty naszych prac, a wypłata co miesiąc ląduje na naszym koncie. Prowadząc własną działalność nie jest już tak różowo, bo nasze zarobki zależą od ilości pozyskanych zleceń, więc bywają miesiące, gdy pracy jest niewiele, ale i pieniędzy ledwie starcza na ZUS, podatki i koszty firmy (księgowa - jeśli się korzysta z jej usług; telefon; zakupy firmowe: papier do drukarki, tusz, ksero, etc; ew. paliwo) nie mówiąc o środkach na życie, a bywają miesiące, że pieniędzy jest znacznie więcej (i odkłada się je na gorszy okres) za to pracy tyle, że nie wiadomo w co ręce wsadzić i bywa, że czasu dla najbliższych praktycznie nie ma.

Jak widać praca w domu nie jest tak łatwa, jak się niektórym wydaje, łatwiej pójść na 8h do pracy i mieć wyraźnie oddzieloną zawodową sferę życia od rodzinnej. Nie twierdzę jednak, że praca w domu jest zła, bo osoba o przedstawionych cechach poradzi sobie doskonale z łączeniem opieki nad dzieckiem, prowadzenia domu i pracy zawodowej oszczędzając m.in. czas dojazdów do/z pracy, zwłaszcza, jeśli otrzyma w tym pomoc, ale nie ukrywam, że nie jest to praca dla każdego.

16 komentarzy:

  1. Nominowałam cię do Libster Blog Aword. Szczegóły na:
    www.Akuuku.blogspot.com w zakładce wyróżnienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wyróżnienie, odpowiedziałam na pytania w komentarzu i dopisałam odpowiedzi do postu Liebster Blog Award, który już pojawił się na tym blogu. :)
      http://ja-pasjomatka.blogspot.com/2014/02/liebster-blog-award.html

      Usuń
    2. Trochę mnie zdemotywowałaś, myślałam, że praca w domu to bajka, a to po prostu podwójny etat, jestem pod wrażeniem! :)

      Usuń
    3. Trafnie to ujęłaś - praca w domu to dwa etaty w tym samym czasie, no chyba, że mamy pomoc, która faktycznie jest pomocą, a nie przeszkadzajką. ;)

      Usuń
  2. Naprawdę podziwiam, po naszej ostatniej rozmowie doszłam do wniosku, że założę swoją własną firmę:P i powoli krok po kroku realizuję zamierzone cele, jednak obawiam się gdy przyjdzie naprawdę dużo pracy a Kuba szybko się nudzi i nie daje wytchnąć:) Mam nadzieję i że mnie sie to uda! Naprawdę szczęśliwi Ci, którzy pracują w korporacjach od 8-16:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęśliwi, jeśli im ten typ pracy odpowiada. :) Każda praca ma swoje plusy i minusy. Praca w domu ma swoje minusy wymagające od nas pewnych cech charakteru, ale jeśli je posiadamy, to damy sobie z nią radę, plusy przeważą i będzie dla nas lepszym rozwiązaniem niż praca poza domem.

      PS. Praca w korporacji od 8-16 czasami bywa pracą od 6.30-17.30, bo jeszcze trzeba dojechać i wrócić, a w dużym mieście, w korkach, czasem tyle potrafi trwać, zwłaszcza jak ktoś jeszcze spoza miasta lub z jego peryferii dojeżdża. Nadgodziny też potrafią dojść, a na kierowniczym stanowisku przeważnie nie są płatne, albo są płatne dopiero po wyrobieniu określonej puli nadgodzin w miesiącu. No ale są osoby dla których mimo wszystko praca poza domem będzie lepszą opcją.

      Usuń
    2. Jasne ale w takim wypadku osoby te nie widzą chyba własnych dzieci, chyba, że tylko całują w czółko na dobranoc gdy już one smacznie śpią:)

      PS Cholera lubię twój blog, codziennie czytam ich mnóstwo, na każdym prawie to samo się powtarza, ale twój jest inny wyróżnia się.
      Jak widzę, że blog dziewczynki piszącej o bzdetach ma tyle wyświetleń, a twój gdzie naprawdę piszesz fajne artykuły tylko niespełna 6 tys to ja się pytam gdzie podział się rozum internautów:)

      Będę gorąco polecała twój blog. Tak z przekonania nie dla reklamy.

      Usuń
    3. Dzięki za miłe słowa. :) To naprawdę daje satysfakcję, kiedy ktoś uważa za przydatne to, o czym się pisze, to jest zarazem takim motorkiem, żeby pisać dalej. :)

      Zawsze będą tematy wzbudzające większe i mniejsze zainteresowanie, np. do tej pory zastanawia mnie ile osób przełamało się i przeczytało post o moim hobby, a ile zwyczajnie skreśliło go jako niewarty uwagi. Są też tematy, które jak ruszysz, to niewiadomo skąd wyskakuje Ci masa komentatorów udowadniających, że nie masz racji (np. temat szczepień).

      Usuń
    4. Myślę, że wiele osób nie skreśliło go tylko np. ja stwierdziłam, że jestem za "głupia" na tak zaawansowane hobby i ciężko było mi się wypowiedzieć w tym temacie, wiedząc, że bałabym się w to zagrać z myślą, że osiągnę porażkę i nie poradzę sobie pod względem kreatywności.

      Na pewno, pewne tematy są burzliwe- jednak ktoś kto pisze z pasją sprawia, że każdy jego artykuł jest wartościowy. Nie pisze tylko dlatego by raz dziennie czy co drugi dzień dodać post "Hejka jestem na plaży, strasznie tęsknię, nie mam nic na obiad". Ludzie tworzą blogi pod publikę, z celem uzyskania tylko i wyłącznie oglądalności, mimo tego, że treści są bezwartościowe i niczego nie przekazują:) Płytkość dzisiejszego społeczeństwa mnie przeraża i zastanawiam się gdzie się podziali ludzie, którym zależy na dobrej jakości:)

      Usuń
    5. No ja sobie zdaję sprawę, że to dość specyficzne hobby, tylko wiele osób "wyłącza" się na dźwięk słowa "gra" i w szczegóły nie wnika. A je staram się o tym mówić, bo potem ja (i mnie podobni) potem słyszymy, że się zachowujemy się jak dzieciaki, bo gramy - od osób bez żadnej znajomości tematu...

      Wracając do tematyki postów - staram się podzielić takim swoim energicznym podejściem do życia, swoimi pasjami, pomysłami, bo przecież matka nadal jest kobietą i ma swoje potrzeby. :) Staram się pisać o tym, co mnie rusza - denerwuje, niepokoi, ale i cieszy. Co jakiś czas podrzucić jakiś prosty przepis, bo nie lubię zbyt dużego cudowania w kuchni - wszystko co szybkie oszczędza nam czas na coś innego. Sama lubię czytać kobiety, które mają coś do powiedzenie, emanują pozytywną energią i siłą, choć czasem gdzieś z sarkazmem ponarzekają. U nich nie razi mnie nawet "zapychacz" w formie sesji zdjęciowej dziecka/dzieci opatrzony jedynie opisem zdjęć. :) No i wolę przeczytać nawet jeden post w tygodniu, jeśli jest dobry, niż 10 bzdurnych. ;)

      Usuń
  3. Masz rację mam podobny punkt widzenia:)

    PS. Nie wiem czy oglądałaś, ale chyba w Big Bang Theory grali w Roleplaying:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja praktycznie nie oglądam TV (tylko czasem seriale kryminalne online), pozbyłam się telewizora z domu, bo miejsce zajmował, a stał nieużywany. ;D

      Usuń
  4. Masz niestety rację, co do pracy w domu. Piszę niestety, bo chciałabym żeby rodzina i znajomi potrafili zrozumieć, że ta praca jest.... prawdziwa. Czasami mam wrażenie, że nie ma takiej możliwości i ciągle słyszę, że ja to mam fajnie i dużo czasu... i w ogóle luzy i że jakbym poszła do "prawdziwej pracy" to dopiero bym zobaczyła. Tyle, że ja znam oba te rozwiązania i wiem, że praca w domu jest dużo bardziej .... stresująca, właśnie przez to jak otoczenie, rodzina do niej podchodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie akurat bardzo dobrze sytuację rozumie ojciec, bo sam taki typ pracy wykonywał, co prawda bez dzieci pod opieką, ale wie, że to też praca. Mąż też sobie radzi i jeśli może, to trochę odciąży i weźmie dziecko ( i psa) na spacer. O dziwo gorzej ze zrozumieniem (zarówno tego typu pracy jak i posiadania dziecka) radzi sobie brat, choć sam widział, jak u taty to wyglądało. Podobnie mylne wyobrażenie ma część znajomych. I właśnie trafnie to ujęłaś - wiele osób myśli, że taka praca jest "nieprawdziwa", że ma się czas i luz, a mało kto widzi, że to dwa etaty jednocześnie, które w dodatku nie kończą się po 8h. :)

      Usuń
  5. Podsumowując najlepiej mieć schizofrenię ;) Ja zamierzam troszkę w domu podorabiać. Czasem się udaje. Dawałam już nawet korepetycje z Zośką na ręku ;) albo w huśtawce... Ale to praca "sezonowa" w okolicach sesji ;) Poza tym czasem jakiś projekt, ale to też można porobić z doskoku. Ważne jest aby odpowiednio rozplanować czas...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiednie planowanie, wysoka samodyscyplina ...i oczy dookoła głowy, zwłaszcza, że mój smyk nie dość, że nie usiedzi w miejscu, to jeszcze teraz uczy się stawać, więc co jakiś czas się wywali i potrzebuje pocieszenia i zmotywowania. :)

      Usuń