poniedziałek, 17 marca 2014

O TYM NIE MÓW SWOIM DZIECIOM: BUDŻET DOMOWY

Wiele mówi się o szczerości i budowaniu wzajemnego zaufania między rodzicem a dzieckiem, są jednak tematy, których rodzice z dziećmi nie powinni omawiać. Jednym z nich są domowe finanse. Szczęśliwi ci, których problemy finansowe nie dotyczą i bez problemów znajdują środki nawet na duże niezaplanowane wcześniej wydatki. Większość z nas jednak dokładnie planuje budżet domowy, szuka oszczędności by nie był zbyt napięty, a czasem pojawiają się problemy finansowe, np. związane z utratą pracy, problemem ze znalezieniem nowej, czy opóźniającą się zapłatą za fakturę, którą wystawiliśmy prowadząc działalność, czy wynikające z problemów zdrowotnych. 

źródło/source: http://www.fejsik.pl/Nie-mow-do-mnie-z-rana-Tez-tak-macie-a381
Nikomu tego nie życzę, ale kryzys finansowy może dopaść każdego. Jak rozmawiać z dzieckiem, które domaga się nowej zabawki czy prosi o zakup gry komputerowej w chwili, gdy nas niepokoi skąd weźmiemy pieniądze na buty dla niego i czy w ogóle wystarczy na wszystkie podstawowe potrzeby - rachunki i jedzenie? Nie rozmawiać. Jak się więc zachować?

Już śpieszę z wyjaśnieniem - nie chodzi tu o całkowity brak informowania potomka dlaczego nie możemy spełnić jego zachcianki, tylko o znaczne ograniczenie informacji mu przekazywanych. Jeśli z naszymi finansami jest naprawdę ciężko, powiedzmy dziecku, że nie możemy spełnić jego zachcianki, bo tymczasowo mamy mniej pieniążków, ale niedługo sytuacja się powinna poprawić - w ten sposób komunikując mu, że nie ma się czym martwić. Możemy też dodać, że zapiszemy sobie tą jego zachciankę na liście życzeń i gdy będziemy mieli możliwość, to postaramy się ją spełnić, co pomoże dziecku poczuć, że jego prośby są traktowane poważnie. Tak na marginesie - warto w takich ciężkich chwilach pomyśleć o wyrwaniu się z okowów nałogu, jeśli jakiś mamy, by nie dawać dziecku do zrozumienia, że mamy tylko pieniądze na swoje zachcianki, a na jego już nie - dla mnie sytuacja tragiczną jest, gdy słyszę w sklepie: "Nie kupię ci lizaka, bo nie mamy pieniążków ...i jeszcze Marlboro czerwone."

W każdych okolicznościach, które nie zmuszają nas do żadnych wyjaśnień, warto starać się ukryć całkowicie przed naszymi pociechami nasze problemy finansowe, a już kategorycznie nie należy wdawać się w ich szczegóły. Rozumiem, że zwłaszcza tym samotnym rodzicom może byc ciężko i potrzebują się "wygadać", ale od tego jest przyjaciel, rodzina - nawet 14-letnie dziecko nie jest partnerem do dyskusji na ten temat. Uważajmy też, by tego tematu nie poruszać z nikim przy dziecku - nawet jeśli bawi się obok i wydaje nam się, że nie słucha, to ono słyszy i po swojemu rozumie. Obciążając je informacją o tym, że może nam zabraknąć na życie, na chleb albo opowiadając, że komornik może nam coś zabrać za długi, odbieramy dzieciom poczucie bezpieczeństwa i wzbudzamy lęk o przyszłość, ponadto niektóre mogą się poczuć obciążeniem dla rodziców. Możemy też w nich wzbudzić poczucie bezradności i beznadziejności, bo przecież do pracy nie pójdą więc pomóc nie mogą.



Dlaczego o tym piszę? Bo niedawno późnym wieczorem mój mąż otrzymał telefon od przestraszonego syna (tego, z którym nie mógł się dłuższy czas skontaktować) z zapytaniem kiedy przeleje alimenty, bo mama mu powiedziała, że nie mają za co żyć. Ja rozumiem, że chciała wiedzieć, bo mąż płaci w różne dni miesiąca, ale powie mi ktoś, jak bardzo trzeba mieć nasrane w głowie, żeby coś takiego dziecku powiedzieć i tylko w takiej sprawie pozwolić mu się skontaktować z ojcem, zamiast samemu zadzwonić?

8 komentarzy:

  1. Aj no właśnie rodzice najczęściej lubią poruszać te tematy przy kawce ze znajomymi, a i gdy dzieci się bawią obok. Ja sobie obiecałam, że odmówię sobie swetra, spodni butów, jeśli kupno misia sprawiłoby mojemu dziecku radość, to już wtedy nic nie jest ważniejsze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzej jeśli (odpukać) byłaby cięższa sytuacja i musiałabyś wybierać między misiem a np. butami zimowymi dla dziecka, bo wiadomo co byś wybrała - boso po śniegu nie pochodzi...

      Usuń
    2. a no właśnie mam nadzieję, że nigdy takie sytuacji nie będzie. Na szczęście Kuba ma kochanych dziadków, myślę, że poratują i w trudnej sytuacji:)

      Usuń
    3. Mój smyk tez ma bardzo kochanych dziadków, ale jak każdy rodzic dążę do tego, żeby nie być zależną od ich pomocy. No i żeby dziecko miało lepiej niż ja. I za każdego rodzica (w tym i za nas z mężem) trzymam kciuki, by się to powiodło. :)

      Usuń
  2. Moje dziecko - niestety, jest przyzwyczajone do tego, że kiedy oczka mu się świecą na widok jakiejś rzeczy, to odpowiadam "Nie mogę synku". Proponuję mu wtedy, że może zawsze poprosić o to Mikołaja, poczekać do urodzin, moze od kogos dostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety też znam ten ból, że nie na wszystko dla dziecka mogę sobie pozwolić, znam go też z drugiej strony - moich rodziców też nie było stać na wszystko, zwłaszcza że wtedy co fajniejsze zabawki (Barbie czy Lego) były tylko za dolary w Pewexach (czego wtedy nawet nie rozumiałam). Zdaję sobie sprawę, że pewnie mój synek parę razy usłyszy magiczne "teraz niestety nie mogę, synku", ale tak jak Ty, bardziej go w temat nie wtajemniczę. Mam przykład co się dzieje gdy się to zrobi po wspomnianym przykładzie pasierba. Mam też przykład przeciwstawny - choć rodzice nie spełniali większości moich zachcianek, to dzieciństwo wspominam dobrze, z poczuciem pełnego bezpieczeństwa, dopiero jako dorosła dowiedziałam się, że w pewnym momencie był ogromny kryzys, gdy tata pół roku był bez pracy i nie dość, że brakowało pieniędzy na podstawowe potrzeby, to jeszcze tata był bliski załamania. Nie wiem jak bym sobie poradziła, gdybym wtedy, mając 12 lat znała powagę sytuacji.

      Usuń
  3. abstrahując od tematu pieniędzy uważam, że to smutne, że dzieci stają się narzędziem w rękach rodziców. Niestety tak się dzieje, jak pokazuje Twój przykład i należy apelować o rozsądek u rodziców. W końcu to my ponosimy odpowiedzialność za dzieci, nie odwrotnie. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można apelować do kogoś, kto przejawia jakąkolwiek chęć współpracy dla dobra dziecka, które mimo rozstania rodziców, powinno być dla nich równie ważne. My niestety mamy do czynienia z kimś, dla kogo zrobienie na złość ex-mężowi jest najważniejsze (chociaż to nie on ją zostawił, tylko ona jego dla młodzika). Każda próba rozmowy kończy się przedstawieniem dziecku ojca, jako "tego złego". Sygnalizowaliśmy, że może być problem z uzależnieniem od komputera - powiedziała dziecku, że ojciec chce z niego wariata zrobić i do psychiatry wysłać. Jak wróciłam wymaltretowana po cesarce, nie chciałam żadnych gości prócz mamy (inna sprawa, że jak mama była, to już nie mogłam więcej osób przenocować) - raz przez wzgląd na siebie, dwa przez wzgląd na maluszka. Mąż chciał przesunąć wizytę syna na kolejny weekend - matka przekazała dziecku, że ojciec nie chce żeby do niego przyjeżdżał, bo mu się nowy synek urodził. Tak już go nabuntowała, że mąż ostatni raz go widział w drugi dzień Bożego Narodzenia...

      Usuń