sobota, 1 marca 2014

"CHCIAŁABYM MIEĆ SWOJĄ FIRMĘ..."

Mimo bycia mamą staram się spotykać ze znajomymi, najczęściej u siebie lub u nich w domu, gdyż, niestety, mało jest miejsc, które są przyjazne matce z dzieckiem, zwłaszcza takim "pampersowym". Wiem - w galeriach są przewijalnie, ale kawiarnia w galerii to dla mnie nie kawiarnia, a gnać z maluchem kawał do takiego pomieszczania też nie jest fajne... Wróćmy jednak do tematu postu - spotkałyśmy się z przyjaciółką u mnie na kawce i między różnymi tematami wywiązała się taka rozmowa:
[O]na: Wiesz... chciałabym mieć swoją firmę...
[P]asjomatka: To czemu jej nie zarejestrujesz?
[O]: Bo nie mam pieniędzy na założenie.
[P]: A dużo ci potrzeba?
[O]: Nie wiem... Sto tysięcy?
[P]: No to sporo... Pokażesz swój biznesplan, bo może jakaś dotacja na przykład unijna? Gdzieś mam linka do jednej akcji, do miliona można zgarnąć na biznes, ale są i inne, na przykład z Urzędu Pracy.
[O]: Ale ja nie mam, nie umiem napisać.
[P]: Dam Ci linka do strony, zrobisz sobie szkolenie z biznesplanu, to dasz radę napisać.
[O]: Ale ja nie wiem co by miała ta firma robić...
[P]: Czyli to nie brak pieniędzy jest problemem.
[O]: No jest, bo jakbym je miała, to bym wymyśliła co z nimi zrobić.
[P]: No to wyobraź sobie, że je masz. Co byś z nimi zrobiła?
[O]: Nie wiem...

Krótko i na temat - ta rozmowa wyraża więcej niż długi elaborat. Tak to jest, że ilekroć słyszę, że ktoś by założył firmę, ale nie ma pieniędzy, to okazuje się to samo - problem nie tkwi w braku środków, tylko w braku pomysłu, którego, niestety, pieniądze nie "urodzą". Jeśli jest pomysł, to pieniądze można zdobyć - z dotacji, kredytu czy dzięki pozyskaniu inwestora, którego przekonamy do naszego pomysłu, a może i okaże się, że nie trzeba ich tak wiele, żebyśmy nie dali rady sami. Nikt nie da pieniędzy na zasadzie "daj mi tyle-a-tyle, a zrobię super biznes", bo czy Wy zainwestowalibyście duże pieniądze w kogoś, kto tylko tym jednym zdaniem próbuje Was zachęcić?

Uprzedzając komentarze - ani razu nie usłyszałam, że ktoś ma pomysł, ale boi się, że będzie miał za małe zarobki, a ZUS jednak dość spory do zapłacenia co miesiąc, niezależnie od tego czy się zarobi, czy nie.

16 komentarzy:

  1. Ja np. mam już pomysł na swój biznes:) Pieniądze też się znajdą:) Jednak zabijają mnie tu realia i wymogi narodowego funduszu zdrowia. Ażebym mogła założyć własną szkołę rodzenia wymagane jest tu posiadanie min 5 letniego doświadczenia na sali porodowej ( i to nie na umowę zlecenie tak jak większość szpitali teraz oferuje położnym, tylko umowę na określony lub nieokreślony czas). Dodatkowo ukończyć kurs do tego przygotowujący plus kurs położnej rodzinnej:) Ale tu nie chodzi o to, że są drogie tylko o to że aby do nich przystąpić trzeba mieć równiez kilkuletnie doświadczenie zawodowe i jeszcze umowę na stałe:)

    I jak tu nie zwariować, gdy młodym wykształconym ludziom zamyka się drogę do kariery i własnego biznesu. Chore wymogi- czasem nie do spełnienia ze względu na realia w Polsce.
    :) Tak więc to jest jeden z powodów dlaczego nie mogę założyć własnej firmy:(
    Ale zrobię to na pewno tylko za kilka lat! Gdy wyrobię minimum doświadczenia na stałym stanowisku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam mocno kciuki! :) Ważne, że wiesz co chcesz robić i konsekwentnie do tego zmierzasz. :) Może się w międzyczasie zmienią przepisy, bo umowa zlecenie dla wielu ludzi jest jedyna formą zatrudnienia i jedynym źródłem utrzymania, a nie (jak to ponoć było zamierzone) uregulowana umową formą dorobienia do podstawowej pensji. Największe niedociągnięcia nadużywania tej formy umowy wychodzą, gdy pracownik jest dłużnikiem i komornik może mu zająć CAŁĄ pensję, pozbawiając zupełnie środków do życia. Mam więc nadzieję, że ktoś w końcu zrobi porządek z tzw. umowami śmieciowymi.

      Usuń
    2. A... jeszcze takie pytanie - żeby być doulą musisz spełniać te same wymagania co do założenia szkoły rodzenia? Bo jeśli nie, to może to jest alternatywa, choć jest duża różnica między uczęszczaniem do szkoły rodzenia a zatrudnieniem douli.

      Usuń
    3. Super pomysł! trzymam kciuki! Bardzo popieram NFZowskie szkoły rodzenia. Sama do takiej uczęszczałam :) Warto też sobie wyrobić renomę, jeśli jesteś położną dorobić jako "prywatna położna" ja za to płaciłam

      Usuń
    4. Jako doula to też jest dobra alternatywa:) Muszę poszukać fajnych kursów:) Teraz to jest na topie:) Jeko prywatna też mogę- jednak nie w kazdym województwie istnieją fundacje zrzeszające prywatne położne:) Na razie w Polsce jest jedna w Poznaniu:) Tak więc na razie zbieram na kursy, szkolenia:) Kompetencje muszą byc wysokie:) Moje marzenie o szkole rodzenia na pewno się spełni ale potrzeba na to trochę czasu:) Dzięki dziewczyny za dobre słowa!:)

      Usuń
    5. Jeśli chcesz, to takie szkolenia z zakresu prowadzenia swojego biznesu możesz robić już teraz - w domciu, za darmo:
      http://ja-pasjomatka.blogspot.com/2014/01/nie-zmarnowac-macierzynskiego.html

      PS. Ja miałam okazję porozmawiać z doulą na spotkaniach z cyklu Świadoma Mama i powiem szczerze, że gdybym wiedziała o tym zawodzie wcześniej, to odkładałabym przed ciążą pieniążki na zatrudnienie douli, ze względu na tę relację między nią a ciężarną. :) Stąd było moje pytanie czy to też rozważałaś. My w każdym razie trzymamy za Ciebie kciuki, dobrze, ze wierzysz w swoje marzenie, to pierwszy krok do sukcesu. :)

      Usuń
  2. świetny temat:) gdybyśmy miały okazję wypić wspólną kawę usłyszałabyś o opcji nr 2:):) ale nie powiem, zajęło mi trochę czasu opracowani biznes planu, po którym zrozumiałam, że pomysł może okazać się dalece ryzykowny:):):) pozdrawiam:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zrobiłaś ten krok do przodu i zadałaś sobie trud sporządzenia biznes planu. Nie będę podpytywać o pomysł, bo skoro nie wspomniałaś, to pewnie chcesz zachować to w tajemnicy, co rozumiem, bo konkurencja nie śpi. ;) Dla mnie w każdym razie problemem był ten strach, czy będzie dość klientów by było na ZUS i jeszcze zostało, bo akurat na start tego typu działalności wiele nie trzeba było. I ten lęk rozumiem, kwestia tego, czy człowiek go przełamie i zaryzykuje, czy nie. Jakbyś ten swój pomysł chciała jednak realizować, to jest szansa na pozyskanie środków na start lub rozwijanie firmy, a niemałe są to pieniążki: http://impuls.pb.pl/

      Usuń
  3. Też bym chciała mieć swoją firmę i też nie wiem, co by miała robić ha ha ;))) Marzenie o niezależności po prostu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własna firma ma swoje plusy i minusy, czasem jest stres, czy po wszystkich opłatach się wyjdzie na swoje (nie jak na etacie, gdzie wypłata po prostu jest), czy będzie dość klientów, czy nawal pracy taki, że nie ma nawet kiedy się "po tyłku podrapać", zwłaszcza przy rozkręcaniu (bo nie każdy zaryzykuje od razu zatrudnianie pracownika). Ale przynajmniej nie ma nad nami żadnego palanta, któremu wydaje się, że skoro nam płaci, to wolno mu nas poniżać...

      Usuń
    2. to jest to! ja bym nawet chętniej rozważała powrót do [racy, gdyby nie pewien palant, który starannie mi zepsuł chęci. Dlatego szukam alternatywy :) i powoli są efekty :)

      Usuń
    3. Ja zaplanowałam tak ciążę, żeby mi umowa została przedłużona tylko do dnia porodu i żeby mieć prawo do zasiłku macierzyńskiego, aby ten czas spokojnie wykorzystać na zaplanowanie dalszej kariery. Do starej pracy za nic bym nie wróciła przez wzgląd na okropne szefostwo (jedyne miejsce pracy gdzie na to narzekałam) i bezpłatne nadgodziny w ilościach takich, że praca stała się moim już nie drugim domem, a pierwszym.

      Usuń
    4. Ja walczyłam o zdolność kredytową, a to moja pierwsza praca po studiach, właściwie jeszcze w trakcie ;) Ale dlatego zaczynam się rozglądać za czymś innym, żeby tam nie wracać - szef to człowiek, który lubił się pastwić... I jakoś nie chce mi się wracać :) Ale myślę. Za tydzień idę zapytać o pracę w technikum, poza tym rozważam jeszcze wychowawczy plus jakieś zlecenie, żeby gdzieś się podłapać, a potem sprawę pociągnąć, żeby z tego, gdzie mam umowę w końcu może zrezygnować. Urlopu mam tyle, że na całe wypowiedzenie wystarczy... Ale wiadomo, bez uprawnień w budowlance ciężko, a gdzieś je trzeba zrobić :/

      Usuń
    5. Trzymam kciuki, żeby Ci się udało wyrwać i mieć pracę, w której będziesz właściwie traktowana. Teraz łatwiej coś zmienić, niż po 40-ce, widziałam takie kobitki, które utknęły i bojąc się utraty pracy, godziły się na wszystko.

      Usuń
    6. :) w sumie na razie mam ten luksus, że tam umowa na mnie czeka i przez rok nie może mnie ruszyć, ale myślę, że to dobry moment na wyrwanie się. Do 40 mam jeszcze 14 lat. Się zdążę ustawić - mam nadzieję :)

      Usuń