poniedziałek, 17 lutego 2014

PÓŹNE MACIERZYŃSTWO

Z dość dużą falą krytyki spotykają się młode matki, zwłaszcza te w okolicach dwudziestki, które często wrzuca się w jeden worek z opisem "wpadły". Uważam, że jeśli ktoś naprawdę musi interesować się życiem takiej kobiety, to niech odpuści sobie dociekanie, czy dziecko było planowane, czy nie, bo nie ma to najmniejszego znaczenia, w końcu wiele nieplanowanych dzieci przez dziewięć miesięcy i tak stało się tymi najbardziej wyczekiwanymi. Najważniejsze jest to, czy matka maluszka sprawdza się w swojej nowej roli, a wielu przypadkach sprawdza się doskonale, nierzadko nawet lepiej niż starsza matka.

źródło: http://mama.goniec.com/obyczaje/8121,zostac-matka-na-starosc-czy-watro/
"Matka powinna być dojrzała" - wielu się z tym stwierdzeniem zgodzi nie patrząc na nie kategoriami wieku. Matka powinna być dojrzała do swej roli i bywają kobiety, którym osiągnięcie tego zajmuje kilka miesięcy ciąży, jak i takie, którym i lata nie pomagają, a jest wręcz przeciwnie. Jakie zarzuty mam do starszych mam (oczywiście nie wszystkich) na podstawie obserwacji moich starszych i młodszych znajomych?

1. Ale właściwie to dziecko czy chichuachua?
Kojarzycie te swojego czasu popularne zdjęcia Paris Hilton z pieseczkiem w torebce?  U młodszych mam tego nie zaobserwowałam, za to niektórym 35+ dziwnie odbija i traktują dziecko jak zabawkę i taki słodziutki dodatek do siebie. Przebierają dziecko kilkanaście razy na dzień (nie licząc przebrania z konieczności, bo pampers nie wytrzymał - to robi kto inny, bo to takie "fe"), w maksymalnie niepraktyczne i/lub niewygodne dla dziecka ubranka, za to słodziutkie w oczach matki. A już jak dziecko ma "pecha" być dziewczynką, to dochodzi masa dziwnych bzdetów jak wielkie kokardy na głowę, lub o zgrozo - pod szyję, wisiorki czy przekłuwanie uszu. Oczywiście każde przebranie z pełną dokumentacją fotograficzną. A w międzyczasie wspólne słit focie przed lustrem. Karmienie? Butelką, przez kogo innego, bo to nie takie fajne, zwłaszcza, jak dziecku się ulewa. Ot, zmajstrowała sobie kobiecina laleczkę do przebierania i dodatek do zdjęć.

2. Mama czy babcia?
Tu chyba instynkt macierzyński tak długo się rozwijał, że nim pojawiło się dziecko, kobieta weszła już w etap babciowania, czego skutkiem jest bezgraniczne rozpieszczanie dziecka, każda jego zachcianka spełniana jest niemal zanim dziecko zdąży o niej pomyśleć. Żadnych konsekwencji negatywnych zachowań. A potem pretensje do całego świata. Że ludzie - chamy - zwracają jej uwagę, gdy dziecko rozpuszczone jak "dziadowski bicz" zachowuje się jakby świeżo uciekło z buszu, niszczy co popadnie i zachowuje się agresywnie, bo przecież "ono tylko się bawi". I skargi, że dziecko tak często nie słucha...

3. Zrobię sobie dziecko
Zegar biologiczny tyka i w którymś momencie kobieta sobie zdaje sprawę, że niebawem będzie za późno, żeby zostać matką, więc postanawia sobie "zrobić dziecko". Przyznam, że sama kiedyś tak myślałam, rozczarowana nieudanymi związkami, ale potem zrozumiałam, że to nie jest dobre, że to egoizm ze strony matki. Ja wiem, że wiele dzieci wychowuje się bez ojców, a ich matki wykonują kawał dobrej roboty, są wspaniałymi rodzicami, tylko w ich przypadku tak wyszło, a wiele z nich chciałoby, żeby dziecko miało dobrego ojca i wychowywało się w pełnej rodzinie. Te samotne matki rozumiem. Natomiast za straszny egoizm uważam powoływanie do życia dziecka, które z założenia będzie wychowywane w niepełnej rodzinie, bo matka ma kaprys "mieć" dziecko". Ilekroć słyszę takie pomysły odpowiadam: "Kup sobie psa, one też kochają bezwarunkowo", zwłaszcza, że czasem taka matka kończy również w pkt. 1 ze swoją mamusią do pomocy lub w pkt 2.

Oczywiście nie można generalizować - jest wiele wspaniałych matek po 35-ce, tak samo jak dużo jest tych młodziutkich. Tak więc nie wnikajmy w kwestie, które nas nie dotyczą i nie oceniajmy dojrzałości przez pryzmat wieku, ale przez to, jaką kobieta jest mamą.

11 komentarzy:

  1. Urodziłam mając 25 lat. Nie wyobrażam sobie czekać dłużej. Właściwie wyczekiwałam tylko końca studiów, bo wiedziałam, że na studiach z dzieckiem będzie ciężko. Widziałam zbyt wiele tych, co to już wszystko przeżyły, i teraz chcą dziecko (a dziecko nie chciało przyjść). Poza tym kocham być Mamą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również kocham być mamą, ale staram się też nie zmienić się w kwokę. ;p
      Też znam takie kobiety, co długo odwlekały macierzyństwo, a jak się zdecydowały, to bardzo długie starania były. Tylko niektórym się udało, a wtedy nagle jakieś klepki w głowie uległy przestawieniu i dziecko stało się taką żywą laleczką do przebierania, bo karmienie, przewijanie, wstawanie w nocy, czy kąpanie jest zbyt męczące i do tego "błe". Po cichu liczę, że im przejdzie.

      Usuń
    2. :) no tak, bo już sił czasem braknie jak się koło 40 zaczyna o maluchu myśleć...

      Usuń
  2. Mój ostatni wpis na blogu poświęcony jest tematowi młodych studiujących matek. Które najczęściej spotykają się z krytyką ze strony swoich bezdzietnych rówieśników. Wrzucanie nas do worka z napisem "wpadka" to tylko jedno z krzywdzących zachowań. Zupełnie tak, jakby matką można było zostać dziś już tylko po 40. Nie wiem, doprawdy, co niektórzy ludzie mają w głowach; znajdzie się taki jeden z drugim, co to pojęcia czerwonego nie ma o rodzicielstwie, a pierwszy jest do tego, żeby innych oceniać, mówić im, czy się nadają, czy nie nadają na rodzica, komentować wiek matki, czy też bezczelnie dociekać, czy dziecko z wpadki, czy może planowane. I wszystkim młodym mamom przyklejać łatki "puszczalska i nieodpowiedzialna", a na te starsze z kolei też rzucać wątpliwe spojrzenia. Dzisiaj bycie rodzicem jest chyba zupełnie niemodne. Bo i tak źle i tak niedobrze. Ostatnio na uczelni byłam świadkiem rozmowy dwóch dziewczyn, które zgodnie stwierdziły, że decydowanie się na małżeństwo w wieku studenckim świadczy o psychicznym niezrównoważeniu potencjalnych studenckich małżonków. Tak oto dowiedziałam się, że jestem nienormalna. Dziwi mnie coraz bardziej ten świat. Dobrze, że się o takich sprawach pisze i mówi :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie (polecam swój ostatni bulwers) :) http://petitgarconetsamaman.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się wydaje, że jak się ma pomoc, albo się jest zdolnym i ma szanse na uzyskanie od rektora zgody na indywidualny tok studiów i jeśli się ma zaplecze finansowe (np. pracującego partnera czy pomoc rodziców) to studia są właśnie najlepszym okresem na dziecko. Sama bym się decydowała na dziecko po 2 roku studiów, gdyby nie brak partnera, którego byłabym pewna i który też by był gotów na dziecko. Dlaczego? Dlatego, że po moich studiach dziecko byłoby w wieku przedszkolnym, a ja mogłabym iść do pracy. Kiedy już pracowałam ciągle przekładałam decyzję o dziecku - a to do podwyżki, a to do innej pracy, a to do innej umowy...

      Usuń
  3. urodziłam mając 22 lata, sama ojciec zwiał, było kilka wzlotów i upadków w trakcie ciąży ale poukładałam sobie wszystko w główce i nie mogłam się doczekać maleństwa. Obecnie mieszkam w małej miejscowości, gdy brzuszek zaczął być widoczny, ludzie zaczęli wypytywać mnie " co ja narobiłam? ja to myślałam że ty wyjdziesz za mąż, a tak sama z dzieckiem" i gwarantuję że nie jedna z tych babć, które mnie mijały pomyślały "puszczalska", ale ja sie tym nie przejmowałam i gwarantuję im, że wiele w życiu osiągniemy, a taki facet który boi się odpowiedzialności nie jest typem na męża. Zarówno wczesne jak i późne macierzyństwo może być dobre pod warunkiem że kobieta je akceptuje i tworzy dziecku prawidłowe środowisko do rozwoju. Matka od początku powinna być szczera z dzieckiem, i mówić otwarcie co się stało z tatą. Wtedy za kilka lat nie będzie miało do nas pretensji i odwdzięczy nam się za trud wychowania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo właśnie chodzi o to, żeby matka była dojrzała - dojrzała do swojej roli, co nie oznacza, że zaraz musi byc pod 30-kę lub starsza. Czasem to właśnie te młode mamy okazują się bardziej dojrzałe, nie traktując dziecka jak pupilka, którego sobie sprawiły po osiągnięciu stabilizacji finansowej, bo właściwie tylko jego im brakowało. Poza tym te nieszczęsne łatki "puszczalskiej" w stosunku do praktycznie wszystkich młodych mam są chore, a wszystkie babcie już chyba pozapominały, że - przepraszam za wyrażenie - uprawiały seks przed 20-ką, bo w ich czasach niezamężna 25-ka to już była stara panna. ;)

      Na pewno dasz sobie radę, Kubuś prócz kochającej i troskliwej mamy pewnie ma wspaniałych dziadków, którzy pomogą jej o niego zadbać. :)

      Usuń
  4. Dziadkowie go uwielbiają i świata poza nim nie widzą:) dzięki temu czasami mam chwilę dla siebie, taką na mały relaks:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jakiś czas temu napisałam jak to jest być późnym dzieckiem. Jak masz ochotę zapraszam, zajdziesz go w zakładce rodzicielstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, na pewno zajrzę, zwłaszcza, że ciekawa jestem, czy Twoja opinia jest zbieżna z opinią mojej przyjaciółki, która też jest późnym dzieckiem (na szczęście nie jedynaczką, ale jest znacznie młodsza od rodzeństwa).

      Usuń