piątek, 7 lutego 2014

A PO TRENINGU... - izotonik domowej roboty

Aktualnie na tapecie mamy rozpoczęcie olimpiady zimowej, powrócę więc do tematu związanego z naszą aktywnością fizyczną. Kiedy biegamy bądź wykonujemy inne ćwiczenia, wraz z potem tracimy z organizmu nie tylko wodę, ale również ważne dla organizmu elektrolity. Samo picie wody mineralnej nie jest w stanie tych strat uzupełnić, dlatego sportowcy, również amatorzy, sięgają po napoje izotoniczne np. Isostar, Oshee czy Powerade. Można je kupić w sklepach w różnych postaciach - od proszku do rozpuszczenia w wodzie po gotowy produkt w poręcznej butelce z wygodnym ustnikiem.

Mimo wygody w użyciu gotowe izotoniki mają swoje wady. Po pierwsze: cena - najtańsze marek własnych Lidla czy Biedronki to wydatek około 1,50zł, potem ceny już tylko wyższe. Po drugie - dodatki, niestety nie wszystkie napoje izotoniczne są wolne np. od cukru czy innych, niekoniecznie pożądanych przez nas, substancji słodzących, w wielu też spotyka się niepotrzebne organizmowi substancje chemiczne, a sztuczne witaminy też zbyt dobrym rozwiązaniem dla organizmu nie są. Co zatem zrobić?

Poniżej przedstawiam prosty przepis jak w domowym zaciszu przygotować sobie własny napój izotoniczny. Ja zawsze przygotowuję go w półlitrowym bidonie, ze względu na wygodę mieszania i gotowość do zabrania w trasę bez konieczności przelewania do czegoś innego.

Potrzebne nam będą:
  •  2 szklanki wody mineralnej niegazowanej (400ml)
  • 0,5 szklanki świeżego soku z cytryny (100ml)
  • 2-3 łyżki miodu (dobrego jakościowo, polecam sprawdzanie etykiet i nie wybieranie tych miodów, które mają w składzie miody spoza Unii Europejskiej)
  • odrobina soli, najlepiej morskiej (ja daję na oko 1/8 łyżeczki do herbaty)
Wszystkie składniki mieszamy (najwygodniej potrząsając butelką/bidonem) i ...gotowe! Te składniki są podstawą, ale można je modyfikować np. używając większej ilości wody, jeśli smak jest dla nas zbyt wyrazisty, albo dodając inne soki np. z limonki, pomarańczy, grejpfruta czy innego. Tak przygotowaną mieszankę zabieramy z sobą na trening lub wypijamy po ćwiczeniach w domu. Proste, prawda?



POWIĄZANE POSTY:
- JEDZIEMY NA ZAWODY! - ten pierwszy raz na starcie

6 komentarzy:

  1. Świetny pomysł. Picie elektrolitów jest też zalecane po ostrych biegunkach, pewnie też można zastąpić taki suplement diety...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, że i w takiej sytuacji się sprawdzi. Ja się staram wykorzystywać jak najwięcej rzeczy, które natura daje, zwłaszcza w jak byłam w ciąży i teraz, gdy karmię. Mówi się, że nie wolno cytrusów przy karmieniu piersią, bo uczulają, ale mi położna doradziła, by po okresie połogu, jeśli mały nie będzie mieć problemów z brzuszkiem, próbować takie rzeczy, które mogą uczulać, byle wprowadzać je pojedynczo i obserwować reakcję malucha. Jeśli będą problemy, spróbować ponownie za 2 tygodnie, jeśli nie to można stopniowo zwiększać ilość. I to mi się opłaciło, bo miesiąc temu przy zapaleniu pęcherza piłam dużo herbaty i wody z sokiem z cytryny, bo mały już był do cytrusów przyzwyczajony. I udało mi się wyleczyć bez antybiotyku. ;)

      Usuń
  2. ja cały początek ciąży piłam wodę z cytryną i to mocną, bo jedna cytryna na półlitrową butelczynę - inaczej bym siedziała stale w ubikacji :) i nikomu nic nie zaszkodziło. W ciąży jadłam wszystko, co zdrowe "powszechnie" i Zośka nie jest uczulona na nic.

    Na zapalenie pęcherza u nas podziałał Urosept - też ziołowy lek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ciąży z cytrusów mogłam jeść tylko moje ukochane pomelo (uff, na szczęście), grejpfruty i cytryny. Po mandarynkach, klementynkach i pomarańczach momentalnie miałam zgagę. Ale to metodą prób i błędów pozwoliło mi znaleźć na nią idealny lek - kisiel. :D

      Usuń
  3. Brzmi dobrze.. Chyba jutro zabiorę ze sobą na trening :)
    I dodam do "zaglądanych" bo widzę że sporo informacji może się przydać ;)


    http://try-2-fit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :) Ja zajrzałam do Ciebie i widzę, że dość podobne jesteśmy w swym podejściu, tyle że ja się wstydzę aparatu fotograficznego. :D Też Cię poszpieguję i po cichu liczę, że jak znajdziesz coś wartego uwagi z diety detox, to nie omieszkasz się podzielić. :)

      Usuń