czwartek, 16 stycznia 2014

ZDJĘCIA - dlaczego nie?

Lubię czytać blogi mam - tych młodziutkich i moich równolatek, tych od jedynaków i tych od większych gromadek dzieci, tych tylko mamujących i tych pracujących, nieraz prawdziwych bizneswoman, tych co mają zwierzaki i tych bez nich, bo każda z nich ma swoją opowieść, swoje niepowtarzalne doświadczenia i wiedzę. Na każdym z nich widzę prześliczne roześmiane twarze ich pociech, mogę sobie wyobrazić dumę mamy, która całemu światu pokazuje jakim szczęściem je życie obdarzyło, czy też Bóg (jeśli są wierzące), co ono potrafi...

źródło/source: http://www.bonjourbaby.com.au/can-you-spoil-your-baby/
...wtedy czasem ogarnia mnie taka myśl, żeby mojego skarbeczka też pokazać wszystkim, zamiast zdjęcia ukrywać w czeluściach dysku i tylko mailować do mieszkającej daleko rodziny, drukować jako obrazy, kalendarze, czy nanosić na kubki. "Patrzcie, to mój synuś, czyż nie jest kochany? A ile mu już ząbków wyszło, a jak się śmieje, a jak siada, a jak się tym miśkiem bawi, a jak na psa zagląda..."

A potem przychodzi refleksja - przecież ja sama nie lubię (prawie nienawidzę) zdjęć, nie lubię jak ktoś mi je robi (ile się mąż o zgodę na fotografa na ślub naprosił), nie lubię ich pokazywać, nie lubię ich publikować w sieci i nie pozwalam na to znajomym. Może wynika to z tego, że kiedyś byłam pulchna i zakompleksiona i mimo uzyskania w końcu szczupłej sylwetki po zrzuceniu 10 kilogramów to zakompleksienie całkiem nie znikło, a zwłaszcza gdy po ciąży okazało się, że znów tyle było do zrzucenia. Może po prostu tego nie lubię, uważając się za niefotogeniczną, mimo zaprzeczania wielu znajomych. Może to tylko ochrona mojej prywatności. Nie jestem sama - są inne takie osoby i już, kryją się wtedy na portalach za zdjęciami swoich rysunków, zwierząt, obrazków z sieci czy swoich dzieci. No właśnie - dzieci. Dlaczego w internecie nie ma zdjęć mojego dziecka?

Dla mnie odpowiedź jest prosta - skoro sama swoją własną prywatność szanuję nade wszystko i chronię momentami nawet obsesyjnie, skoro sama wymagam od innych, by ją szanowali - jak mogę odbierać prawo do niej mojemu dziecku? Dlatego, że je nosiłam 9 miesięcy pod sercem, urodziłam, kocham je, opiekuję się nim? Dlatego, że jest ode mnie zależne? Dlatego, że nie mówi i nie może zaprotestować? Dlatego, że ja chcę się pochwalić? Dlatego, że... Nie, nie znalazłam na to odpowiedzi, mogącej zezwolić mojemu sumieniu na publikację zdjęć dziecka, bo co, jeśli mój smyk będzie taki wstydliwy jak jego mama i gdy będzie starszy, będzie miał do mnie żal, że to zrobiłam? Przecież internet nie zapomina niczego... Moi bliscy po przedstawieniu im mojego stanowiska, przyjęli je bez dyskusji, bo przecież zdjęcie malucha nie z mamą, a na przykład z ciocią, nadal pozostaje zdjęciem dziecka.

Czy uważam za niewłaściwe wrzucanie przez mamy do sieci zdjęć ich dzieci? Nie, bo je rozumiem, wiem co nimi kieruje, gdzieś w środku trochę im zazdroszczę. Rozumiem, gdy rodzice na portalach społecznościowych pokazują zdjęcia brzdąca najbliższym znajomym. Rozumiem gdy publikują jedne z najlepszych zdjęć do konkursów, gdzie potem taki maluch może wygrać pakiet kosmetyków lub gotowych posiłków. Rozumiem, gdy wrzucają na bloga - w końcu z reguły jest to blog o tych maluchach, a ze zdjęciami jeszcze przyjemniej się go czyta, sama chętniej na te ze zdjęciami zaglądam. I super! Jest tam wiele przepięknych zdjęć -  w końcu starannie wybrane z tych setek robionych dziecku. Jest się czym pochwalić i jest co podziwiać. Nie rozumiem tylko jednego - braku wyobraźni niektórych rodziców. Problem pedofilii jest nagłaśniany coraz bardziej, a tymczasem są osoby, które publikują zdjęcia swoich gołych dzieci (bez choćby pampersa) - a to po urodzeniu na wadze, a to przed/w/po kąpieli, a to na ręczniczku czy przewijaku, w dodatku z widocznymi strefami intymnymi malucha. Są takie, które publikują kilkulatków w bieliźnie czy strojach kąpielowych. Jasne, ktoś normalny widzi w tym tylko zdjęcie dziecka, więc może spytać: "Czy dziecku, czy komuś innemu szkodzi, że ktoś jego zdjęcie zobaczy?"  No cóż, być może prawdopodobieństwo tego, że ktoś sobie ulży patrząc na jego "słodziutkiego golaska", nikomu nie zaszkodzi, ale co, gdy zdjęcie zobaczy ktoś, komu któregoś dnia patrzenie przestanie wystarczać? "Ale przecież ja pokazałam swoje zdjęcie w bikini z zeszłych wakacji..." Fakt, tyle, że nawet jeśli komuś się spodoba na równi z tym z rozkładówki, to nie będzie to chore z samego założenia.

Post ten zdecydowałam się napisać, bo dziś usłyszałam, że trochę przesadzam, że się przejmuję niewypowiadanym zdaniem mojego kilkumiesięcznego dziecka, że takie czasy, że wszystkie dzieci mają zdjęcia w sieci, to czemu mój ma nie mieć, no i szczepienia wybrałam za niego, choć płakał w trakcie, czyli nie chciał, więc skoro mam prawo za niego decydować, bo to w końcu MÓJ syn, to i zdjęcia też mogę za niego wrzucać. Cóż - decyduję za syna, owszem, ale w sprawach ważnych - zdrowia, zapewne potem wyboru przedszkola i podstawówki. Decyduję co mu kupię do ubrania i co mu założę danego dnia, co mu podam na obiad, co na deser, gdzie pójdziemy na spacer. Póki sam nie może wybrać, nawet pokazując, muszę te decyzje podejmować za niego, żeby nie chodził goły czy głodny. Ale zdjęcia? Mogą spokojnie zaczekać do chwili, aż on sam będzie mógł zając swoje stanowisko. Gdybym się myliła i kiedyś syn spyta: "Dlaczego mamy kolegów wrzucały tyle ich zdjęć a ty ani jednego? Wstydziłaś się mnie?" wyjaśnię mu dlaczego tego nie robiłam. Mam wrażenie, może mylne, że osoba, która mi to powiedziała, tak mocno naciskając w temacie, który jej nie dotyczy, używając słowa "mój", chciała określić mojego synka moją własnością, a przecież my - rodzice - nie mamy takiego podejścia. Naszemu bardziej odpowiada wiersz, który polubiłam jeszcze nim usłyszałam, że mój mały skarbek jest w drodze i którego treści staram się sobie przypominać, gdy próbuję wybierać za niego wtedy, gdy nie muszę:

"Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi,
są synami i córkami powołanymi
do życia przez Życie,
przychodzą przez was, ale nie z was.
I choć są z wami, do was nie należą.

Możecie im przekazać waszą miłość,
ale nie wasz sposób myślenia.
Bo one mają swój własny.

Możecie przyjąć ich ciała,
ale nie ich dusze,
bo ich dusze zamieszkują dom jutra,
do którego wy nie możecie wejść nawet
w waszych snach.

Możecie starać się, by stać się jak one,
ale nie próbujcie czynić je takimi jak wy.

Bo życie nie cofa się i nie zatrzymuje
się na dniu wczorajszym. Jesteście łukami,
które wypuszczają dzieci jak żywe strzały:
Łucznik widzi na drodze cel do nieskończoności
i On was napina swą mocą, aby Jego strzały
mogły dolecieć szybko i daleko.

Oby wasze napięcie ręką Łucznika było ku radości,
bo kocha On tak samo strzałę lecącą,
jak i łuk, który już miejsca nie zmienia."

Khalil Gibran.

7 komentarzy:

  1. Rozumiem Cię, ale rozumiem też matki, które się chwalą, ja nie mogłam się oprzeć, by pokazać to co mam najlepszego - syna. Ale NIENAWIDZĘ, blogów, znajomych i ludzi, którzy dodają milion zdjęć dzieci, czy na nocniku, prawie nago czy umorusanych po jedzeniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja też je rozumiem i tak jak pisałam, trochę im zazdroszczę (tak, Tobie też), bo często mnie korci, żeby pokazać całemu światu ten swój największy skarb, ale jak się przy czymś uprę, to sama siebie nie przekonam. :D A spamu zdjęciami (czasem niemal identycznymi) w postaci XXX dodał 69 zdjęć do albumu (Imię dziecka) też nie lubię, ale jak ktoś chce - niech to sobie robi - można nie oglądać, jak to komuś przeszkadza. Ale publikowanie gołych czy nawet prawie gołych dzieci zwyczajnie może mieć opłakane konsekwencje i dlatego mnie drażni (pomijam, że dziecko może się ich wstydzić jak będzie starsze).

      Usuń
  2. Też długo nad tym tematem myślałam. Początkowo się wzbraniałam przed publikacją zdjęć jakichkolwiek. Ale po długich przemyśleniach doszłam do takich wniosków:

    - zdjęcia, które dziecko mogą ośmieszyć, pokazać w intymnej sytuacji (np. na nocniku, w kąpieli...) są absolutnie niedopuszczalne,
    - bardzo często zdjęcie samej buzi uśmiechniętego niemowlaka jest tak bardzo anonimowe, że z dużym prawdopodobieństwem sama po kilku latach nie będziesz w stanie przysiąc, że to Twoje dziecko, jeśli samego zdjęcia nie pamiętałaś...
    - sytuacje, gdzie zdjęcie naszego dziecka trafia do obcych ludzi będą się zdarzały tak czy inaczej. A to zrobimy pociesze grupowe zdjęcie na zajęciach z angielskiego, a to przedszkole przedstawi na stronie www relację z balu karnawałowego. To tylko pozory, że to coś innego.

    Reasumując doszłam do wniosku, że odpowiednio wyselekcjonowane, historyczne zdjęcia z pierwszych lat życia dziecka nie są niczym złym. Natomiast zdjęcia, na których dziecko jest już aktualnie rozpoznawalną osobą pozostawiam dla siebie :)
    Amen. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie tylko ja się z takim dylematem zmagałam. Fajnie to rozpisałaś i zresztą na Twoim blogu, który należy do tych przeze mnie czytanych, widać, że dzieci nie będą się miały czego wstydzić. :) Ja sobie zdaję sprawę, że nie uchronię malucha całkiem przed zdjęciami w sieci, że jest prawdopodobieństwo, że gdzieś się pojawią, zwłaszcza gdy smyk podrośnie i pójdzie do przedszkola, czy choćby pojawi się ze mną na zawodach. Zdaję sobie sprawę, że moje wątpliwości mogą nawet nie być słuszne, a maluch kiedyś będzie pytał, czemu rodzice ich kolegów wrzucali ich zdjęcia na FB, a my nie. To chyba wynika z tego, że patrzę trochę przez pryzmat siebie, z ulgą przyjmując fakt, że mam wystarczająco dużo lat, by w moim dzieciństwie rodzice nie mieli takiego dylematu, choć wtedy każde zdjęcie było "czymś", a film zużywało się z wielką rozwagą. ;D

      Usuń
  3. Hmmm... To jest temat rzeczywiście kontrowersyjny. Sama każde zdjęcie obracam z kilku stron, zanim zamieszczę. Każde zdjęcie jest zatwierdzane przez mojego męża... Ale postanowiliśmy, że zdjęcia będą. Ja nie uważam się za fotogeniczną - wręcz przeciwnie, ale z Zosią mogę pokazać nawet brzydka :D Ale irytują mnie blogi, które są typowo fotoblogami, gdzie pokazywane jest wszystko wszystkim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę Cię, masz bardzo ciepły uśmiech, a zwłaszcza z Zosieńką na rękach promieniejesz, a ja (o ile się komuś nie uda mnie z "tajniaka" ustrzelić) mam dar wyjścia na zdjęciu ponuro niczym osoba z listu gończego, a próba uśmiechnięcia się daje efekt "muppeta". ;D
      Dobrze, że macie z mężem zgodne stanowisko i nawet zdjęcia wybieracie wspólnie, no i jeszcze coś - niektóre tematy, które poruszasz ze zdjęciami są łatwiej przyswajalne (np. instrukcja wiązania chusty), inne zaś po prostu przyjemniej się czyta, gdy człowiek nie musi odwoływać się tylko do wyobraźni (np. co umie Zosia w danym miesiącu). No a poza tym - słodkie te dzieci, wszystkich blogujących i nieblogujących mam. I każde najsłodsze. ;D

      Usuń
    2. Dziękuję za miłe słowa:) Rzeczywiście wszystkie dzieciaczki są słodkie, nawet te brzydaski są słodziutkie :P (Może się komuś narażę, bo ja niestety uważam, że istnieją brzydkie dzieci - np. z odstającymi uszami, ale wszystkie są pocieszne :) )

      Usuń