poniedziałek, 27 stycznia 2014

ŚPIJ, KOCHANIE, ŚPIJ...

Wierzę, że jest wielu rodziców, którzy po wieczornym kąpaniu dziecka, masażu, kolacji i czytaniu książeczek czy też śpiewaniu kołysanek na dobranoc, kładą dziecko do jego łóżeczka, a ono tam sobie spokojnie samo zasypia i śpi do rana. Nie mam tylko pojęcia jak oni to robią - to chyba jakaś magia, której ani ja, ani mąż opanować nie potrafimy. Nasz brzdąc odłożony do łóżeczka zaczyna się bawić, choćby ochraniaczem, a jak mu się znudzi, to krzykiem daje do zrozumienia, że on sam zasypiać nie będzie. Tak więc synek w swoim łóżeczku "ląduje" dopiero gdy zaśnie.

fot. Anne Geddes
Czy są dobre metody ułatwiające maluszkowi samodzielne zasypianie? Czy właściwie kilku- lub kilkunastomiesięczny niemowlak musi zasypiać sam?

Chciałam, żeby synek zasypiał sam, bo troszkę się boję, że się przyzwyczai i cały czas będzie chciał spać z nami, próbowałam więc jednej z metod polecanych przez znajome jako bardzo skuteczna, niby autorstwa jakiejś tam znanej położnej. W skrócie: cały sposób opiera się na tym, żeby zostawić dziecko w łóżeczku samo w pokoju (najwyżej niech "beczy") i zaglądać do niego w coraz dłuższych odstępach (po 5 minutach, potem po kolejnych 10, następnie aż po 15), aż w końcu maluch się wypłacze i zaśnie. No jasne - ja mam siedzieć w innym pokoju i spokojnie słuchać jak moje dziecko zanosi się płaczem? Może jeszcze mam zagłuszyć je radiem jakbym miała z tym problem? Mam spokojnie słuchać gdy pięć minut jego płaczu, to dla mnie jakby godzina? I to jeszcze z poczuciem winy, że nawet jeśli metoda zadziała, to moje dziecko zaśnie smutne, że nikt go na dobranoc nie przytulił (bo przytulanie przed włożeniem do łóżeczka się nie liczy gdy się w nim długo leży)? Nie! Nie dla mnie ten sposób i już po niecałych 5 minutach dziecko było na moich rękach, w drodze do rodzicielskiego łóżka, a ja byłam niemal przekonana, że cała ta "impreza" to pomysł jakiejś socjopatki bez emocji, a nie położnej.

Trudno - jak na razie "prawidłowy" i jedyny akceptowalny wariant zasypiania, w oczach mojego synka, polega na ułożeniu się w łóżku rodziców, przy maminej piersi i nie jest istotne to, że chwilę wcześniej zjadł swoją miskę kaszki na dobranoc. Cyc musi być i już! Jeśli jakimś cudem komuś uda się go ułożyć do snu bujaniem i śpiewaniem i tak obudzi się po paru minutach z żądaniem tego, co mu się co wieczór należy. I tak leży sobie z nami, póki nie zaśnie - wtedy przenosi się go do jego łóżeczka, gdzie śpi już grzecznie do rana i nawet jeśli się przebudzi w nocy, to troszkę pomarudzi i zasypia z powrotem. Często też pozwalamy mu zostać tam, gdzie zasnął - z nami. Trudno, może robimy źle i czeka nas później walka z tłumaczeniem dziecku dlaczego powinien kłaść się spać w swoim łóżku, ale najważniejsze dla nas jest to, że teraz zasypia w poczuciu spokoju i bycia kochanym.

A jak jest ze spaniem u Waszych pociech? Macie jakieś dobre mamusine sposoby, żeby nauczyć malucha zasypiać samemu czy też czekacie na "lepszy czas"?

20 komentarzy:

  1. :) jakbym czytała naszą historię :) Zosia od urodzenia zasypia przy cycu - obie drzemki i spanie wieczorne. Kładziemy się w łóżku, Zocha dostaje cycusia i tak cyca do zaśnięcia... Smoka nie chce... Są pojedyncze dni, kiedy jest bardzo najedzona i nie-taka-śpiąca, to zasypia obok mnie bez cyca w buzi. Mamy projektor gwiazd (opisany u mnie) i się zagapia i usypia, a potem jest przekładana do siebie. Czasem się przebudza już w łóżeczku i chwilę ją "dobujamy" kołysząc łóżeczko delikatnie. Kilka razy zdarzyło się, że Tat uśpił ją na rękach, ale to moim zdaniem jeszcze gorsze rozwiązanie (chociaż to może zrobić nie-tylko-mama).

    Ja mam nadzieję, że po prostu z tego wrośnie (obecnie ma 7 miesięcy). Może ze smokiem byłoby łatwiej. Nie wyobrażam sobie jednak zostawić dziecka płaczącego. Zośka nigdy nie płacze dłużej niż czas, w którym do niej podchodzę. (oczywiście nie płacze co chwilę, najwyżej 2 razy dziennie się zdarza, i nie jest marudna, tylko stale uśmiechnięta :D )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzienne drzemki to mój synek tak samo zawsze przy piersi zasypia, czasem też przy nim pośpię, jeśli jestem zbyt zmęczona, ale przeważnie wymykam się do swoich zajęć. Czasem przy usypianiu pomaga spacer w wózku i jazda autem, ale to tylko gdy maluch jeszcze nie spał, no i nie zamierzam tego stosować jako nowej metody usypiania. :D

      Przynajmniej nie jestem sama z takim podejściem i liczeniem, że przyjdzie czas, to dziecko będzie zasypiało samo (moje tylko miesiąc starsze od Twojego).

      Usuń
    2. A i do marudzącego dziecka obecnie mu bardzo mu daleko, jest wszystkiego strasznie ciekawy, zwłaszcza odkąd nauczył się przemieszczać w trybie pełzająco-raczkującym i wszędzie go pełno, a oczy trzeba mieć dookoła głowy. Stąd wiem, że jak już płacze, to na prawdę w jego odczuciu ma powód, więc interweniuję.

      Usuń
    3. No to podobne te nasze dzieciątka :) Zośka na razie najlepiej przemieszcza się na dupce, ale i dopełznie, jak coś ważnego :) ale dupka za ciężka na raczkowanie jeszcze :D

      Natomiast płacz, zdecydowanie w wyjątkowych sytuacjach, czasem krzyknie, żeby się przypomnieć, że jest :P ale jakbym czasem odłożyła małą do spania do łóżeczka, to się stopniowo do płaczu nakręca :/ więc wolę ją uśpić sobą...

      Jeśli chodzi o spanie, moja Chrześnica usypiała przy cycu, a potem przeszła na butlę (ale tego wolę nie robić, zresztą my lecimy w kubeczek). Zasypiać w wózku - nie pozwalam, wolę, żeby pospała w domu. A w aucie czasem ustawiam podróż pod drzemkę.

      Usuń
    4. Czemu w wózku nie pozwalasz zasypiać? Żeby na siedząco nie spała?

      Mój maluch jeszcze sam bardzo niepewnie siedzi, więc jeździ w pozycji półleżącej, a wcześniej całkiem na leżąco, więc na spacerze chyba z nudów zasypia, bo widoki ma ograniczone, a w dodatku go tak monotonnie buja. Za to w nosidle - wszystko go interesuje. :D Inna też sprawa w czasie biegania - też nie śpi. ;)

      Usuń
    5. Zośka siedzi bardzo dobrze, ale my mamy plan dnia :) i tak... pierwsze spanie około 10 (1-2godz) potem zabawa, spacer, obiadek i drugie spanie (14-15) i też 1-2 godziny. A jak mi zaśnie na spacerze, to już bombka - cały dzień rozwalony, nie wiadomo kiedy zaśnie, albo już za późno się obudzi itd... Wolę, żeby na spacerze pooglądała trochę świata, a nie spała. Jak była młodsza, to spała 3 razy dziennie i wtedy na spacerze było jedno spanie

      Usuń
    6. Aha, w pełni rozumiem, bo my też mamy plan dnia, ale w sztywnych ramach mamy tylko drzemki i posiłki stałe. Reszta zależy od pogody, ilości spraw do zrobienia, nastroju syna, więc maluch może spać na spacerze, jeśli wypada w jego porze drzemki. :)

      Usuń
    7. Ja jednak wolę zaplanować spacerek poza drzemkami, dzięki temu mam więcej czasu na odsapnięcie od Małej - dwie drzemki i spacer :D Jeśli bym któreś z nich połączyła, sama bym sobie zaszkodziła :P

      Usuń
    8. Bo przecież najważniejsze, żeby dziecku i mamie ich rozwiązanie odpowiadało, a i dzieci są różne, i my - mamy. :)

      Usuń
  2. Powiem Ci tak: jak mój synek preferował zasypianie przy piersi, to walczyłam z tym jak lew. Z wielkim bólem udawało się go uspać w łóżeczku i było to wykańczające dla wszystkich. W pewnym momencie jednak przyszedł czas na własne dorosłe łóżeczko, pościel z Zygzakiem i dziecko nagle z radością oświadczyło że będzie spało w SWOIM pokoju, w SWOIM łóżeczku. Czasem zdarzają się nocne wędrówki w poszukiwaniu mamusi ale to są sporadyczne sytuacje. Dziecko dojrzało do samodzielności w tym zakresie i już. Myślę, że cała ta walka, przepychanki, męczenie się, oduczanie od cyca, przyuczanie do łóżeczka były niepotrzebne.
    Przy córce w ogóle nie walczę z jej zasypianiem przy cycu. Po prostu jak przestanę karmić to się to skończy. A potem dostanie swoje łóżeczko i liczę na to że wszystko się samo ułoży. Z doświadczenia: nie polecam walki. Moim zdaniem nic dobrego nie wnosi, a buduje w dziecku stres na myśl o zasypianiu.Dodam że kiedy nie ma mnie w domu młoda bezstresowo zasypia przytulona do tatusia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja właśnie w walce poległam najbardziej o ten dziecięcy stres się martwiąc i nie widziałam żadnej bezstresowej metody. Cieszę się, że masz pozytywne doświadczenie dziecka dorastającego do samodzielnego spania i tym bardziej liczę, że u nas też się to jakoś samo ułoży, jak synek będzie starszy. Bo walki po jednej, może dość "odważnej", próbie ponawiać nie mam serca. A te samodzielne wędrówki, jeśli nie będą częste, to będą miały w sobie jakiś taki urok, w końcu kiedy dziecko przychodzi do rodzica, dając mu wyraźny sygnał, że przy nim mu dobrze, bezpiecznie, to jest to uczucie nieporównywalne z żadnym innym. :)

      Usuń
    2. czyli potwierdza się - róbmy z naszymi dziećmi tak, jak podpowiada instynkt :D

      Usuń
    3. Tylko ja się jeszcze muszę nauczyć umiejętności bezbłędnego odróżniania instynktu macierzyńskiego od nadopiekuńczości. :D

      Usuń
  3. najlepszym drogowskazem w tym temacie jest intuicja:) my to wiemy najlepiej, bo nikt od nas lepiej nie zna dziecka i jego emocji przed snem:) u nas różnie, choć ja jestem absolutną zwolenniczką rodzicielstwa bliskości:) Sama dostałam wiele ciepła od Taty i wiem, że to paliwo na życie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja też wiele ciepła od rodziców dostałam, zwłaszcza od Taty, który nie był tzw. "niedzielnym tatusiem". Co prawda nie pamiętam, czy spalam z rodzicami, czy w swoim łóżeczku, bo jestem na to za mała, ale całe dzieciństwo kojarzy mi się z morzem miłości, ciepła, troski i poczucia bezpieczeństwa. I chciałabym, żeby mój smyk też tak kojarzył swoje. :)

      Usuń
  4. Mój synek od urodzenia zasypia sam. Teraz jest kąpiel, butla - skończy ją i juz śpi :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja myślę, że każdy rodzic musi szukać metody dla siebie. Ja wierzę, że wszelkie metody związane z pozwoleniem dziecku na płacz są skuteczne (nie tylko te usypiające, ale i te przy tzw. buncie dwulatka), ale one nie są dla mnie. Muszę szukać innej drogi, naprawdę próbowałam, ale no jakoś nie mogę się przemóc, żeby nie reagować na płacz. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas ze spaniem wyszło wiesz jak... Reagowaliśmy na płacz, ale w inne sposób i jest ok. Co do metod z buntu dwulatka - teraz już bywały dni, keidy nie reagowałam. Zofia twarda sztuka, nawet dwie godziny potrafi jęczeć!

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas sprawdza się (jak na razie i oby do końca) przytulenie, uspokojenie i zainteresowanie czymś innym. :)

    OdpowiedzUsuń