piątek, 17 stycznia 2014

DZIECKO, MAMA, TATA i osoby trzecie

Jestem osobą, którą ciężko jest wyprowadzić z równowagi, jednak zdarzają się sytuacje, w których niektórzy ludzie bardzo zbliżają się do zakończenia tejże "misji" sukcesem, a na ich usprawiedliwienie działa to, że w większości przypadków nie robią tego złośliwie, a czasem to w zasadzie próba bycia miłym. Dziś mam ochotę wyrzucić to z siebie, gdyż jakoś sobie to wszystko, co zaczęło się już na etapie brzuszka, muszę odreagować.

Sytuacja 1
czas: ciąża na etapie widocznego brzuszka
miejsce: market, poczekalnia, czy inne miejsce, gdzie spędza się trochę czasu z obcymi ludźmi
zachowanie: łapa obcej kobiety pędząca w stronę mojego brzucha, macanko, moje odsuwanie tej ręki, jej pytania: "Ale ładny brzuszek, który to miesiąc? Chłopak czy dziewczynka? A pierwsze?" Sto pytań do... 
O ile te pytania jestem w stanie zrozumieć, to macania mnie, w dodatku bez mojego przyzwolenia nie i tym bardziej mnie denerwowało, im bardziej mimo mojego oporu (w tym sprzeciwu słownego) dana osoba próbowała to robić. Ciekawa tylko jestem, czy gdybym w miejscu publicznym zaczęła taką panią złapała za piersi komentując, np.: "Fajne, prawdziwe czy sztuczne?" to byłaby z tego powodu szczęśliwa.

Sytuacja 2
czas: półmetek ciąża, potrzebne badanie: krzywa cukrowa
miejsce: poczekalnia do laboratorium
zachowanie: "Gdzie wchodzi?! Ja tu siedzę od godziny, a przede mną jest jeszcze ta pani, a za mna tu ten pan i ta pani, zrobi se taka bachora i wszędzie się pcha bez kolejki."
I weź takiej wytłumacz, że drugie pobranie krwi na krzywą cukrową musi być wykonane po konkretnym czasie, że przyszłaś wcześniej niż ona, tylko przez ten długi czas oczekiwania wyszłaś się przewietrzyć. Sajgony pod tym laboratorium były tak regularne, że w końcu panie zaczęły wyczytywać po nazwisku osoby do badania krzywej cukrowej, a te wchodziły mierzone morderczym wzrokiem pań emerytek.

Sytuacja 3
czas: dzień po porodzie
miejsce: szpital
zachowanie: Jedna matka prawie, że ze łzami w oczach karmi dziecko butelką na korytarzu, przy drzwiach do pokoju stoją dwie inne i patrząc na nią pogardliwie dyskutują między sobą: "Patrz jaka wyrodna matka, piersi dziecku żałuje, pewnie wpadła, ojciec dziecka uciekł, a ona się boi, że z obwisłymi po karmieniu cycami innego nie znajdzie. Myślą takie tylko o sobie..." i w ten deseń.
Miałam okazję rozmawiać z tą mamą, jak siedziała z maluchem załamana, bo nie wytrzymała cycowego terroru ze strony mam karmiących naturalnie, które w pokoju nie dawały jej spokoju, a jak wychodziła, to wyłaziły za nią, traktując ją jak matkę najgorszej kategorii, bo nie karmi piersią. Powód był prosty - musiała stale przyjmować leki na jakąś chorobę przewlekłą, przy których karmienie nie jest wskazane. Ale lepiej zgnoić, żeby się dowartościować, nie pytając dlaczego.

Sytuacja 4
czas: po porodzie (powtarzalne z różną częstotliwością)
miejsce: chyba każde poza domem
zachowanie: zaczepianie mnie przez obce osoby i "ćwierkanie" do malucha zniosę, wiem jaki z niego słodziak, ale zabieranie mu zabawek mimo jego protestów, macanie ich, przytulanie sobie do twarzy, żeby skupić na sobie uwagę dziecka? Czy dotykanie mojego dziecka bez mojej zgody?
No do szału mnie to doprowadza - nie wiem co to za osoba, czy nie jest na coś chora, albo czy malucha nie chce okraść (zdarzyło się już raz), a ona sobie tak po prostu zabiera dziecku zabawkę, choć to zaczyna płakać, ba - wyskakuje do mnie z pretensjami, czego ja się czepiam, że to JA jestem nienormalna. Jasne -  bo normalne jest macanie napotykanych obcych dzieci i zabieranie im zabawek.

Takich bardzo denerwujących sytuacji jest sporo, ale prym wśród nich wiedzie ta najbardziej znana: "Cokolwiek robisz - i tak jesteś złą mamą". Znacie to?
- "Czy to dziecko nie jest za cienko ubrane?"
- "Czy to dziecko nie jest za grubo ubrane?"
- "Nosisz dziecko na rękach? Będzie rozpieszczone!"
- "Śpisz z dzieckiem? Życia nie będziecie potem mieli!"
- "Jak to dziecko śpi w swoim pokoju? W waszym łóżku będzie się czuło bezpiecznie, więc lepiej się będzie rozwijać."
- "Czemu to dziecko bawi się na podłodze, nie kochasz go, że na ręce nie weźmiesz?"
- "Szczepisz dziecko? Chcesz je zabić?"
- "Nie szczepisz dziecka? Kretynką jesteś?"
- "Masz psa/kota, przy małym dziecku? Oddaj, bo tylko będą kłopoty."
- "Jak to nie masz zwierząt, przecież wiadomo, że przy zwierzaku dziecko się lepiej chowa."
- "Kupujesz gotowe obiadki? Nie chce Ci się gotować dziecku? Przecież lepiej samemu zrobić."
- "Jak to sama gotujesz? Przecież taka marchewka to nie wiadomo czym pryskana, a gotowe obiadki muszą spełniać określone normy."
- "Biegasz z dzieckiem tyle kilometrów? Przecież ono się zmęczy!" (Siedzeniem w wózku?)

Teksty o braku zwierząt czy nieszczepieniu dziecka mnie nie dotyczą, przytaczam, bo innym się zdarzyły, a są przeciwstawne do tych, które mi zdarzyło się usłyszeć. OK, dobre rady są fajne, ale gdy samemu się ich szuka (u znajomych, na blogach lub forach), gdy są to propozycje np. "może spróbuj..." czy "fajnym rozwiązaniem jest...", albo gdy jest to opis własnego doświadczenia np. "u mnie się sprawdza...". Powyższe teksty jednak działają na mnie jak płachta na byka, bo są jedynie krytyką naszego podejścia do macierzyństwa, a przecież to matka najlepiej wie, co jest potrzebne jej dziecku (nie musi być to to samo, co w przypadku dziecka koleżanki) i potrzeby te zaspokaja zachowując właściwą równowagę we wszystkim. I nic nikomu nieproszonemu do tego!

5 komentarzy:

  1. Hahaha :) Tak to jest z tymi ludźmi, każdy wie najlepiej i zawsze jest źle bo trzeba się do czegoś przyczepić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo cudze dzieci wychowywać najłatwiej - ewentualne "porażki dydaktyczne" to przecież wina rodziców. ;P

      Usuń
  2. Oj chyba każda mama spotkała się z podobnymi sytuacjami: macanie brzuszka, krzywa cukrowa i spojrzenia baboli, karmienie piersią. A co komu do tego czy karmię piersią czy butelką? Czemu w ogóle rozmawiamy o moich piersiach, dopiero się poznaliśmy. I czemu całuje Pani moje dziecko?!
    Taka mentalność Polaków: jest ciepło-jeeeny, mogłoby popadać, pada-no gdzie to słońce. Pół zimy leje-przydałby się mróz, nie byłoby błota, przyszła zima- za zimno, pociągi się spóźniają, ogólnie kupa.
    I z wszystkim tak jest, wzięliśmy psa, życzliwi udzielali nam rad, jak wychować psa. Zaszłam w ciążę, to teraz kolej na rady o pielęgnacji, opiece i wychowywaniu dziecka.
    Ludziom się nie dogodzi, trzeba żyć według swoich zasad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale chaotycznie to napisałam, musisz mi wybaczyć, piątek wieczór, jestem już po bobofrucie marchewkkowo bananowym :)

      Usuń
    2. Szkoda, że nie wpadłam na ten tekst o piersiach, może bym wywalczyła kobicie trochę spokoju. :D

      Usuń